12 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Bohaterski Feldfebel

aut. Jacek Błoński, „Nasz Przemyśl”, marzec 2011 (Nr 78)

Podczas zmagań wielkich armii o przemyską twierdzę, gdy dziesiątki tysięcy żołnierzy próbowało pozabijać się wzajemnie w imię imperiów i cesarzy, wielu z nich stawało się bohaterami, dokonując czynów godnych herosów z legend i mitów. Większość z nich pozostało anonimowymi, a ich odwaga i historia poszły w zapomnienie. Niekiedy pozostały komunikaty w gazetach wydawanych w Twierdzy o przyznanych pośmiertnie orderach i medalach. Czasem czytając starą gazetę lub pożółkły pamiętnik weterana walk o forty przemyskie, odnajdziemy wzmiankę o zapomnianym żołnierzu-bohaterze. Krótki tekst skreślony ręką szczęśliwca, któremu udało się przeżyć, jest zazwyczaj jedynym dowodem losów prawdziwych ludzi z krwi i kości. Zapomniana opowieść jest tylko cieniem walk, śmierci i tragedii tamtych czasów, gdy czasem zwykły szewc lub chłop zostawał bohaterem, a dumny, zawodowy oficer okazywał się tchórzem.

Jednym z takich zapomnianych herosów walk o Przemyśl w czasie drugiego oblężenia był feldfebel Fedor, podoficer 10 kompani: III batalionu 18 pułku Landszturmu. Wraz ze swoją kompanią brał udział w walkach w obronie twierdzy podczas pierwszego i drugiego oblężenia. Feldfebel Fedor, gdy doznał zaszczytu powołania do Cesarsko i Królewskiej Armii najjaśniejszego pana cesarza Franciszka Józefa I był niczym niewyróżniającym się gońcem w sądzie. Zanim przywdział mundur, jego pierwszym i najważniejszym zmartwieniem było  utrzymanie rodziny, a była to familia dość liczna. W domu na męża i ojca czekała żona i siedmioro dzieci. Ponieważ Fedor miał już czterdzieści lat, musiał zdobywać przychylność i pochwały zwierzchników, współzawodnicząc z młodszymi gońcami, którym bieganie po korytarzach i schodach sądowych przypuszczalnie nie sprawiało kłopotów. Wieczna troska o rodzinę, lata pracy w sądzie, gdzie dyscyplina była podobna do wojskowej, wykształciły w nim cechy przydatne podczas udziału w obronie Twierdzy Przemyśl. Ale nikt nie przypuszczał, łącznie z nim samym, że on skromny goniec sądowy o śmiesznym skrzeczącym głosie okaże się jednym z najlepszych żołnierzy swojego pułku. Nikt z jego towarzyszy broni nie mógł zrozumieć, dlaczego ojciec licznej rodziny zgłosił się na ochotnika do wojska. On sam, uśmiechając się pod wąsem, pytany o powód wstąpienia do CiK Armii odpowiadał:

 - Lata lecą, czterdziestkę już skończyłem. Znudziło mi się z papierami ganiać po urzędach, a na wojnie, jak Bóg da, to i  medale za strzelanie dadzą. Zdobyczne do domu można przywieźć, a po powrocie będę miał szacunek wśród starszych synów.  W pierwszych dniach sierpnia, po ogłoszeniu powszechnej mobilizacji w całej monarchii setki tysięcy mężczyzn wcielono do wojska. Codziennie tysiące transportów wojskowych wiozło nowe pułki do punktów koncentracji poszczególnych dywizji, skąd ruszały na wielką wojnę, która miała raz na zawsze zmienić historię państw i narodów.

01.jpeg

Kwatery polowe żołnierzy austro-węgierskich broniących przemyskiej twierdzy. Fot. ze zbiorów MNZP.

Fedor, czytając ogłoszenia mobilizacyjne, wiedział, że choć pierwsza fala mobilizacji go ominęła ze względu na wiek i liczną rodzinę, to bóg wojny jest srogi i wiecznie spragniony nowych ofiar. Wiedział również, że piechota to tylko „mięso armatnie” i prędzej czy później i do jego drzwi zastuka kiedyś posłaniec z wezwaniem do wstawienia się do armii. Tym bardziej że o nim jako przeszkolonemu rezerwiście w stopniu feldfebla armia nie zapomni. Postanowił, że sam zgłosi się do punktu mobilizacyjnego. Być może jako ochotnika skierują go do jego starej jednostki, w której znał większość zawodowych oficerów i przez to służba będzie lżejsza.  Przynajmniej tak planował. Po pracy wrócił do domu, wyjął ze stojaka długą, ozdobną fajkę rezerwisty, którą dostał na zakończenie służby w wojsku, nabił główkę fajki tytoniem i w milczeniu zapalił. Następnie poprosił żonę do pokoju i spokojnym, lecz zdecydowanym głosem rzekł: -Iva. Przygotuj mi rzeczy, trochę jedzenia. Jutro mam się zgłosić do koszar.

Kiedy swojej żonie oznajmił, że idzie  do wojska, kobieta o bladej cerze, która całe swoje życie spędziła na rodzeniu kolejnych dzieci, praniu i gotowaniu, z płaczem krzyknęła do męża:

- A pomyślałeś o nas, o dzieciach? Kto nam zapewni utrzymanie, jeśli zginiesz, lub wrócisz kaleką? Czy najjaśniejszy Pan Prohaska z Wiednia lub jakiś  jego generał da pieniądze na nasze utrzymanie? Nie, za twoje medale nie zapłacę czynszu, ani nie kupię chleba! Co nas obchodzi wojna w Galicji i w Italii. Mnie i tobie ruscy krzywdy nie zrobili. Niech Niemcy i Madziarzy sami się biją z Moskalami. To nie jest sprawa ani Czechów, ani innych Słowian.

Fedor w milczeniu słuchał protestów żony, lecz kiedy kobieta zaczęła cesarza obrażać i głosić antywojenne poglądy, przestraszył się. Biegając po maleńkim mieszkaniu i zamykając wszystkie okna, przypomniał sobie, że gdy poprzedniego wieczoru wraz żoną siedział w karczmie, nieznajomy jegomość wygłaszał przemowy o jedności Słowian i przekonywał, że car rosyjski pragnie tylko wyzwolenia  Czechów, Słowaków, Polaków i Rusinów i zjednoczenia ich z Rosją w jedno wielkie, słowiańskie państwo.  Goniec sądowy, zły, że w spokoju nie mógł dopić piwa natychmiast wziął żonę pod rękę i wyszedł z lokalu. Widocznie jego Iva wzięła sobie słowa obcego do serca. Być może myślała, że choć w taki sposób uda się jej nakłonić męża do zmiany decyzji.

- Bądź ciszej niemądra kobieto. Jeszcze ktoś usłyszy twoje obraźliwe słowa o cesarzu, doniesie na policję i zamiast na wojnę pójdę do więzienia. Nie rozumiesz, że za miesiąc lub dwa i tak dostałbym skierowanie do armii. Jest wojna, biorą wszystkich do wojska, starych i młodych. Szczęśliwie ominęła mnie pierwsza mobilizacja, lecz jako rezerwistę i to ze stopniem podoficera w następnej na pewno dostałbym wezwanie. Już postanowiłem. Chciałbym, abyśmy ostatnie godziny spędzili razem. Weźmy dzieci i chodźmy na obiad do restauracji w centrum miasta, a potem na spacer. 

Następnego dnia  feldfebel Fedor wraz z innymi żołnierzami i kadrą oficerską udał się na zatłoczony dworzec kolejowy, skąd kolejne składy pociągów zabierały przyszłych obrońców monarchii do dalekich miast i miasteczek, których nazwy były nie do wymówienia dla niemieckojęzycznych oficerów. W jego Widmungskarcie jako jednostka docelowa podany był 18 pułk landszturmu, wchodzący w skład 111 dywizji dowodzonej przez gen. Weizendorfa. W dniu 5 sierpnia po długiej i uciążliwej podróży Fedor wraz z innymi dotarł do Sanoka w Galicji, a z stamtąd jego pułk skierowany został do Twierdzy Przemyśl.

Po krótkim, kilkudniowym pobycie  w Czerteży  koło Sanoka jego batalion dostał rozkaz wymarszu do Przemyśla. Po trzech dniach wyczerpującego marszu w górzystym terenie przez Tyrawę Wołoską i Birczę oddział dotarł do Przemyśla. Feldfebel Fedor wraz z innymi żołnierzami wkroczył do wewnętrznego pierścienia Twierdzy, przechodząc przez bramę forteczną na trakcie sanockim. Po krótkim postoju na błoniach obok bramy ruszyli dalej, nie zatrzymując się w mieście. Na ulicy wzdłuż rzeki San, prowadzącej do centrum miasta, panował niesamowity ruch i rozgardiasz. Na chodnikach, skwerach i samej ulicy widać było tłumy żołnierzy i cywili. Przemarsz oddziałów wojskowych utrudniały kolumny  chłopskich furmanek, dorożek zapakowanych po brzegi pasażerami i ich dobytkiem.
W powietrzu rozbrzmiewały rozkazy i krzyki w wielu różnych językach. Oficerowie starali się utrzymać porządek, wydając rozkazy po niemiecku. Mieszkańcy miasta, którzy opuszczali Przemyśl szykujący się do obrony, krzyczeli na żołnierzy, aby ich przepuścili, używając języka polskiego, ruskiego i niemieckiego. Żydowscy kupcy wołali do swoich pomocników w jidysz. Węgierscy huzarzy, rozpędzając tych, którzy zbytnio tamowali ruch, wrzeszczeli na nieszczęśników, używając mowy, której nikt oprócz nich samych nie rozumiał, nie licząc Słowaków i Rumunów, służących w węgierskich oddziałach. Jakiś oficer zdenerwowany, że jego automobil  został zatarasowany przez młodego rikszarza ze swoim wózkiem, machając krótkim pejczem, wykrzykiwał przekleństwa w pięknej mowie rodem ze słonecznej Italii.

Dowódca kompanii,  w której służył Fedor, porucznik Franz Holik rodem z czeskiego Brna pokręcił z niedowierzaniem głową i rzekł do swoich żołnierzy: - To jest jakieś wariactwo, to istna wieża Babel.

Wreszcie kompania Fedora dotarła do żelaznego mostu kołowego i przeszła przez miasto, nie zatrzymując się w nim na choćby krótki postój. Skierowano ich do fortu XIa „Cegielnia” w zewnętrznym pierścieniu twierdzy. Po przekroczeniu  podwójnych żelaznych fortecznych wrót i rozlokowaniu się w forcie Fedor zrozumiał, że wraz z dziesiątkami tysięcy innych żołnierzy stał się obrońcą jednej z najpotężniejszych twierdz austriackich – Twierdzy Przemyśl.

02.jpeg

Żołnierze austro-węgierscy zbierają ciała poległych żołnierzy podczas nieudanego szturmu wojsk rosyjskich na stanowiska obrońców Twierdzy Przemyśl., ilustracja z roku 1915 r.,kopia ze zbiorów prywatnych.

Pierwsze tygodnie służby przebiegały spokojnie. Dni upływały na kolejnych patrolach pomiędzy fortami, przemarszami do kolejnych werków, łącznie z potężnym fortem nr I „Salis Soglio”. Fedor szybko dał się poznać jako wzorowy żołnierz, zwykli żołnierze początkowo nie chcieli słuchać sierżanta o skrzeczącym głosie, lecz w nim samym było coś, że szybko potrafił wymusić dyscyplinę i posłuszeństwo w swoim plutonie. Kiedy końcem września rozpoczął się szturm oddziałów rosyjskich na Twierdzę Przemyśl, ich batalion brał udział w najbardziej krwawych walkach podczas obrony grupy fortów siedliskach i fortu III „Łuczyce”. Podczas licznych szturmów, częstych walk wręcz z Rosjanami Fedor okazał się niezwykle dzielnym żołnierzem. W czasie walki czeski goniec przeistaczał się w maszynę do zabijania. Kiedy inni już chcieli się wycofywać, oddając pole wrogowi, Fedor machając wielkim rewolwerem, podrywał do boju swoich towarzyszy.

Oficerowie, doceniając jego zasługi w boju, udawali, że nie dostrzegają pewnego procederu, który uprawiał sierżant. Otóż, podczas patroli na przedpolach twierdzy miał on zwyczaj szabrowania. Z pedantyczną dokładnością sprawdzał również "mieszoki" zabitych i rannych żołnierzy rosyjskich.

Po zakończeniu pierwszego oblężenia przemyskiej twierdzy oddział sierżanta Fedora wycofano do koszar w Siedliskach, gdzie żołnierze mogli odpocząć po ciężkich i krwawych walkach w pierwszych dniach października. Po kilku dniach odpoczynku 18 pułk landszturmu, którym dowodził pułkownik František Kralicek, został skierowany do Kuńkowiec. Dowództwo pułku zakwaterowano w pięknym dworze Władysława Łozińskiego, który niestety został niespełna  trzy tygodnie później spalony w celu przygotowaniu linii obronnych przed rozpoczynającym się kolejnym oblężeniem Twierdzy Przemyśl. Poszczególne kompanie III batalionu, w którym służył Fedor, rozlokowano wokół fortu VIII Łętownia. Nowym dowódcą batalionu został Polak kapitan Kazimierz Ładosz. Również wśród żołnierzy w tym czasie było wielu mieszkańców dawnej ziemi przemyskiej.  Porucznik Jan Vit dowódca III plutonu z 10 kompanii III batalionu, w której służył feldfebel Fedor, w swoich wspomnieniach pisze, że spora część zwykłych żołnierzy i podoficerów była z pochodzenia Polakami, kadra zaś oficerska składała się w dużej części z Czechów, Austriaków i w mniejszej  Polaków.

Pierwsze tygodnie służby w forcie VIII i w wartowniach polowych były spokojne, żołnierze zdołali podreperować nadwątlone zdrowie. Jedyny kłopot sprawiała ludność okolicznych wsi, która nie chciała wracać do opuszczonych wcześniej domów. Fedor wraz z innymi otrzymali pierwsze regularnie przysłane listy z domu. Niestety, nadchodzący listopad przyniósł straszliwą zmianę. W dniu 1 listopada w święto Wszystkich Świętych sierżant Fedor wraz ze swoimi żołnierzami, pełniąc służbę w wartowni na drodze w Kuńkowcach, obserwował jak jednostki armii polowych opuszczają twierdzę w kierunku Sanoka. Zaledwie dzień wcześniej cały batalion postawiono na nogi, ponieważ z Komendy Twierdzy przyszedł rozkaz przygotowania się na powitanie arcyksięcia Karola, który przybył do Przemyśla w celu wizytacji bohaterskiej załogi twierdzy. Teraz weterani walk o forty siedliskie patrzyli z goryczą na przechodzące kolumny żołnierzy jednostek liniowych, którzy ze śmiechem pozdrawiali „dziadków” z landszturmu. Fedor, paląc powoli fajkę nabitą zdobyczną rosyjską „machorką”, splunął na ziemię -Niech to diabli! Znowu my sami. Za parę dni ruskie będą pod werkami.  Doktor Blech z II batalionu mówił mi, że kiedy był rano w mieście po medykamenty, dowiedział się od znajomego oficera, że ruskie lada dzień podejdą na przedpole twierdzy. Rozmawiał również z jakimś chłopem, który do niego przed wojną  do Przemyśla jeździł leczyć się. Chłop ten widział kozackie patrole zaledwie koło Babic.

03.jpeg

Ranny żołnierz austro-węgierski prosi o pomoc swego towarzysza broni, fragment pocztówki z czasów I wojny światowej, fot. ze zbiorów prywatnych.

Ich rozgoryczenie pogłębił rozkaz, który przyszedł dzień później, że mają spalić zabudowania Kuńkowiec, Łętowni i Bełwina. Z dymem poszły domy tych samych chłopów, których jeszcze dwa tygodnie wcześniej namawiali, żeby wrócili do swych chałup.

W nocy z 4 na 5 listopada Rosjanie zamknęli żelazne kleszcze wokół przemyskich fortów. Rozpoczęło się drugie oblężenie, Fedor wielokrotnie w ciągu następnych miesięcy prowadził patrole w kierunku Krzywczy i wąwozu bełwińskiego. Jednym z najbardziej niebezpiecznych zadań, wykonywanych przez żołnierzy, były patrole „polowaniem na niedźwiedzia”. Polegały one na dosłownym polowaniu na wrogich żołnierzy bez żadnego pardonu i litości. Według dowództwa taka forma walki miała przynieść poczucie ciągłego zagrożenia u żołnierzy wroga. Jak łatwo się domyśleć, Rosjanie próbowali odpłacić się obrońcom pięknym za nadobne. „Polowanie na niedźwiedzia” polegało na tym, że patrol żołnierzy austro-węgierskich urządzał zasadzkę w miejscu, w którym zazwyczaj przechodziły patrole carskich żołnierzy. Gdy tylko wróg zbliżył się na odległość strzału, żołnierze zaczynali strzelać do wszystkiego, co się ruszało. Głównym celem patroli był „Bukowy Garb”, wzgórze o wysokości 409 m.n.p.m. pomiędzy wsiami Średnią  a Wolą Makowską, położonymi pomiędzy pozycjami walczących stron. Wieczorne patrole prowadzili podoficerowie, a poranne oficerowie.

Kiedy żołnierze widzieli, że feldfebel Fedor na co dzień noszący zardzewiałą szablę i rewolwer zawadiacko noszony za pasem, uzbrojony był tylko w karabin, a przez ramię zawieszał torbę z nabojami, wiedzieli, że podoficer o skrzeczącym głosie poprowadzi oddział do walki. Jego podkomendni ruszali za swym dowódcą, zdając sobie sprawę, że jeśli napotkają większy oddział wroga, lub jeśli zostaną okrążeni, ich sierżant bez wahania  wyda rozkaz do ataku. Udowodnił to niejeden raz. Odważny podoficer przed wymarszem zawsze udawał się do jednego z oficerów z przechowania „skarbów” pozyskanych z opuszczonych chłopskich chat i trofeów wojennych. Kiedy wracał zmęczony na kwaterę, zapalał ulubioną fajkę, wypijał kieliszek samogonu i brał się za „jakąś robotę”, jak sam mawiał. Był on przysłowiową „złotą rączką”. Potrafił naprawić wszystko, wyrabiał ponadto buty ze słomy, ze znalezionych starych płócien szył maskujące białe peleryny, jakże potrzebne podczas polowań w zimowym otoczeniu.

04.jpeg

Obsługa stanowiska ciężkiego karabinu maszynowego Shwarzlose wz.07/12 kal. 8 mm w Twierdzy Przemyśl, ze zbiorów prywatnych.

Kolejne dni i tygodnie upływały na patrolach wzdłuż bełwińskiego wąwozu, służbie w wilgotnych murach fortu VIII, potyczkach z Rosjanami. Żołnierze III batalionu brali udział również w wypadach większych oddziałów załogi twierdzy. Podczas jednego z nich w dniu 8 grudnia 1914 doszło do nieudanej próby uderzenia na tyły pozycji rosyjskich w Woli Krzywieckiej, gdzie stacjonowały baterie artylerii wroga. Niestety, szturm został zatrzymany przez Rosjan na Bukowym Garbie. Po całodziennych bojach oddziały austro-węgierskie, ponosząc ciężkie straty, wróciły na pozycje wyjściowe. Fedor wraz z innymi brał udział w wielu patrolach i wypadach, za każdym razem odznaczając się odwagą. Z dnia na dzień sierżant cieszył się coraz większym poważaniem wśród żołnierzy. Wielu z nich pożegnał na polowych cmentarzach rozsianych wzdłuż frontu północnego przemyskich fortyfikacji. Po pogrzebie każdego żołnierza – współtowarzysza broni Fedor brał karabin i samotnie wyruszał, jak to określał na „spacer”. Podczas samotnych wędrówek czyhał na rosyjskich żołnierzy, którzy zbyt daleko zapędzali się w stronę pozycji obrońców twierdzy. Czasami siadał i rozmyślał o poległych żołnierzach, którzy pozostawili daleko, gdzieś w Czechach lub na Morawach swoje rodziny i spoczęli na zawsze w obcej ziemi. Pytany o rodzinę stawał się szorstki i szybko zmieniał temat. Choć przed innymi był walecznym podoficerem Landszturmu, gdzieś w głębi serca pozostawał ojcem siedmiorga dzieci i mężem. Dla generałów był tylko kolejnym bezimiennym żołnierzem, którego śmierć była wkalkulowana w straty i zyski działań wojennych.

Po chwilowym, nieformalnym zawieszeniu broni w okresie świąt i Nowego Roku Rosjanie zacieśnili pierścień oblężniczy wokół Twierdzy. W połowie czwartego miesiąca długiego oblężenia, tygodni walk, głodu w dniu 13 lutego oberleutnant Winkler, który dołączył do III batalionu już podczas drugiego oblężenia na czele trzydziestu żołnierzy i  feldfebla Fedora, wyruszył z Bełwina w kierunku Bukowego Garbu około trzeciej nad ranem w zupełnych ciemnościach. Przodem szli dwaj żołnierze jako czujka. Nagle zauważono sylwetki w długich szynelach i wysokich czapach na głowach. Oddział natychmiast zatrzymał się, rozproszył i zajął pozycje. Rosyjscy żołnierze, stanowiący przednią straż wojsk wroga, wpadli w zasadzkę. Tym razem na ich szczęście nie zarządzono „polowania na niedźwiedzia”. Żywi byli bardziej cenni. Błyskawicznie zostali otoczeni i rozbrojeni. Kiedy  Winkler zaczął ich przesłuchiwać, na jego oddział spadł grad pocisków. Serie z rosyjskich karabinów maszynowych Maksim ścinały gałęzie z drzew, kapral Gazda wciąż zajmujący pozycję na czele oddziału zginął trafiony w głowę. Jego towarzysz kapral Moskal ranny w nogę zdołał się wycofać do swoich. Przerażeni żołnierze rozproszyli się. Kiedy kolejny z nich strzelec Jan Szewczyk z podprzemyskich Łuczyc padł martwy na śnieg, zaczęli wycofywać się w bezładzie, stając się doskonałym celem dla rosyjskich strzelców. Winkler stracił panowanie nad oddziałem, na szczęście był tam Fedor. Widząc co się dzieje, swoim skrzeczącym głosem, nie szczędząc przekleństw, powstrzymał spanikowanych żołnierzy. Kazał wszystkim zająć pozycje pod osłoną lasu i czekać na rozkazy. Po chwili wśród strzelaniny usłyszeli jego skrzeczący głos: -Sprawdzić broń i nie strzelać. Plutonowy Katulka każcie ludziom rozproszyć się, bo nas w kupie Ruskie wystrzelają jak kaczki!

Po pewnym czasie Rosjanie, widząc wycofujących się w panice wrogów do lasu i nie słysząc żadnych strzałów, przerwali ogień, pewni że Austriacy się wycofali. Wiedzieli jednak, że za jakiś czas wróg uderzy większą siłą. Okopali się na skraju lasu na szczycie Bukowego Garbu i czekali. To przeświadczenie Rosjan, że oddział landszturmu w panice wycofał się i że ewentualny kontratak nastąpi z udziałem większej jednostki Fedor postanowił wykorzystać. Wraz z nadejściem poranka zebrał żołnierzy z patrolu, szerokim łukiem obszedł pozycje rosyjskie i kazał przygotować się swoim do ataku. Mając przed sobą pozycje wroga, który nie spodziewał się ataku od tej strony, poprawił rewolwer za pasem, przeładował karabin i wrzasnął na głos komendę: lebhaft shiessen! (szybki ogień). Lawina kul karabinowa zasypała Rosjan. Nie czekając, aż wróg się przegrupuje, Fedor założył bagnet na lufę, popatrzył na żołnierzy, wydał kolejną komendę: Wstrzymać ogień, bagnet na broń! Następnie wstał, wrzeszcząc na cało gardło: -Tyralierą do ataku marsz! Hurra!

Oddział ruszył do szturmu na przeciwnika. Rosjanie myśląc, że co najmniej cała kompania ich zaatakowała, w pośpiechu zaczęli uciekać, pozostawiając plecaki, łopaty i wiele innego sprzętu. Zdobycz bardzo się przydała żołnierzom, zwłaszcza doskonałe łopaty i filcowe, ciepłe buty. Wyczyn Fedora spotkał się z uznaniem przełożonych, a on sam zyskał sławę wśród żołnierzy. Jego samego najbardziej ucieszyły zdobyczne narzędzia oraz zdobyczna manierka pełna dobrej, rosyjskiej wódki.

Waleczny sierżant po zwycięskim wypadzie na Bukowy Garb zamiast chodzić w aureoli bohatera zmarkotniał i stronił od towarzystwa. Kiedy kilka dni później nadszedł rozkaz kolejnego wypadu na wzgórze Nagrodzenie, Fedor poprosił o zwolnienie z udziału w akcji.  Dwa dni po pamiętnym ataku zasępiona twarz sierżanta nieco rozjaśniała. Powodem radości był fakt, że kolejny patrol na Bukowy Garb wyrusza bez niego.  Jego dowódca był bardzo zdziwiony, przecież Fedor nie tylko, że nie unikał wcześniej służby bojowej, a wręcz odwrotnie wielokrotnie sam się zgłaszał na ochotnika.

Oberleuntnant Holik, dowódca 10 kompanii zdziwiony popatrzył na Fedora: -Sierżancie, nie mogę was tak po prostu zwolnić. Przykro mi.

Fedor, patrząc na oficera rozbieganymi oczyma, jeszcze raz poprosił: - Panie oberleuntnant, proszę o zwolnienie z patrolu z powodu choroby.

Holik, zniecierpliwiony przedłużającą się rozmową, popatrzył w zmęczoną twarz swego podoficera i powiedział: -Sierżancie, bez zwolnienia lekarskiego nie mogę was zostawić. Poza tym żołnierze czekają - Fedor, że to właśnie ty ich poprowadzisz. Odmaszerować!

Pięć dni po pamiętnym boju na Bukowym Garbie cały pułk wczesnym rankiem wyruszył do wypadu, którego celem było odzyskanie utraconych odcinków obrony Twierdzy. Część pułku uderzyła na wzgórze Nagrodzenie o wysokości 358 m.n.p.m. położne na przedpolu fortu IX. Podczas marszu na pozycje wyjściowe do rozpoczęcia ataku na wroga milczący przez całą drogę sierżant Fedor obrócił się nagle do żołnierzy ze swojego plutonu i dziwnym głosem powiedział: - Gdybyśmy mieli nawet rękami ich wybić, to i tak na nich pójdziemy. Po czym stało się coś bardzo dziwnego, Fedor wciąż patrząc na żołnierzy, wybuchł głośnym płaczem, potem zamilkł i przeładował karabin. Ruszyli do ataku. Rozpoczęła się straszliwa walka, wokół ginęli żołnierze, wszędzie słychać jęk rannych. Fedor ze łzami w oczach strzelał do Rosjan, jakby był w transie. W pewnym momencie przerwał, popatrzył jeszcze raz na żołnierzy i złożył się do strzału. Po chwili powoli osunął się na zmarzniętą ziemię. Sierżant patrzył szklanym wzrokiem w niebo nad przemyską twierdzą, w czole widniała potężna rana po rosyjskiej kuli. W bitwie na Nadgrodzeniu zginęło bądź zostało rannych 350 żołnierzy i 9 oficerów, ale tylko jeden żołnierz wiedział, że będzie to jego ostatnia walka. Tym żołnierzem był feldfebel Fedor. Być może jego ciało ostatecznie pochowano na cmentarzu wojennym na Lipowicy, gdzie obok niego spoczywa tysiące jemu podobnych, Polaków, Czechów, Austriaków, Rusinów, Węgrów, Włochów, którym przyszło zginąć za austriacką twierdzę. Historia sierżanta Fedora i innych Czechów walczących i poległych w obronie Przemyśla zadaje kłam austriackiej i niemieckiej propagandzie o tchórzliwych, czeskich żołnierzach.

PS

Postać sierżanta Fedora jest autentyczna, jak również inne postacie i przebieg działań wojennych. Tragiczna historia Fedora opisana została przez czeskiego oficera por. Jana Vitta, oficera 10 kompanii III batalionu 18 pułku Obrony Krajowej „Przemyśl” w jego pamiętniku „Wspomnienia z mojego pobytu w Przemyślu podczas oblężenia rosyjskiego 1914-1915” Przemyśl 1995

Opublikował: Witold Wołczyk | Data publikacji: 14-02-2020 16:25