-2 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

GWIAZDY warszawskich kabaretów w przedwojennym Przemyślu

aut. Zenon Andrzejewski, „Nasz Przemyśl”, kwiecień 2011 (Nr 79)

W okresie XX-lecia międzywojennego centrum polskiej rozrywki była Warszawa, nazywana Paryżem Północy. To właśnie w stolicy, w „szalonych latach dwudziestych i trzydziestych” ubiegłego wieku, nastąpił istny wysyp kabaretów i teatrzyków rewiowych, z których największą sławę zdobyły Qui Pro Quo i Perskie Oko, przemianowane później na Morskie Oko.

W tych przybytkach lekkiej muzy występowała cała plejada ówczesnych gwiazd polskiej estrady: Zula Pogorzelska, Hanka Ordonówna, Mira Zimińska, Stefcia Górska, Tola Mankiewiczówna, Lucyna Messal, Zofia Terné, Loda Halama, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza, Kazimierz Krukowski, Ludwik Sempoliński, a także słynne jazz-bandy braci Goldów i Petersburskich oraz chóry Dana i Juranda. Nazwiska te były magnesem przyciągającym do teatrów tłumy publiczności.

Teksty piosenek, skeczy, monologów i niezapomnianych szmoncesów pisali dla Qui Pro Quo i Morskiego Oka tacy mistrzowie pióra jak Julian Tuwim, Marian Hemar, Andrzej Włast, Antoni Słonimski, Konrad Tom, by wymienić tych największych, a komponowali wszyscy liczący się wówczas twórcy muzyki rozrywkowej: Zygmunt Wiehler, Jerzy Petersburski, Artur Gold, Henryk Wars, Władysław Daniłowski, Zygmunt Karasiński…

W Qui Pro Quo i Morskim Oku rodziły się szlagiery, które grano później w kawiarniach, restauracjach, na dancingach, i które śpiewała cała Polska.

Na scenach tych legendarnych kabaretów lansowano modne tańce towarzyskie i estradowe jak: tango, fokstrot, slow-fox, shimmy czy one-step, a Zula Pogorzelska w roku 1926 zaprezentowała w Perskim Oku po raz pierwszy w Polsce charlestona, odnosząc nieprawdopodobny sukces.

W okresie letnim, po zamknięciu sezonu w stolicy, warszawscy artyści wyruszali na tournée po polskiej prowincji. Na trasie ich koncertowych wojaży pojawiał się regularnie Przemyśl, do którego przyjeżdżali też chętnie w ciągu roku z indywidualnymi recitalami. Każdy przyjazd warszawskich gwiazd do naszego miasta poprzedzany był głośną reklamą w lokalnej prasie, która zapowiadała występy gości ze stolicy jako wydarzenie kulturalne i artystyczne, czy wręcz sensacyjne, a spojrzenia przemyślan przyciągały rozlepione na mieście ogromne afisze z wizerunkami gwiazd i programami ich występów.

 Początki

Pierwsze kontakty warszawskich kabaretów z Przemyślem zaczęły się w roku 1922. „Nowy Głos Przemyski” z 23 lipca tego roku, w numerze 30, donosił: W ogrodzie restauracji „Wiktoria” przy ul. Mickiewicza 18, wielką atrakcją dla publiczności jest kabaret Qui Pro Quo, a to dzięki doskonałemu programowi. Dyrektor T. Ordoński w swoim repertuarze zespala wszelkie odcienie produkcji nadscenkowej: od utworów poważnych, poprzez pogodne, ku satyrze głębokiej i celnej (…).

13 września 1924 roku, w sali Teatru Polskiego w Domu Robotniczym na Zasaniu (obecnie budynek Wyższej Szkoły Prawa i Administracji) odbył się drugi występ Qui Pro Quo, w którego składzie znaleźli się: L. Rogińska, W. Jastrzębiec, Latajner-Lawiński, M. Rentgen, M. Windheim oraz para baletowa J. Szymbortówna i E. Wojnar. Ten sam kabaret zjechał do Przemyśla 20 lipca 1926 roku, ale gwiazdy pierwszej wielkości pojawiły się nad Sanem dopiero rok później, 6 lipca. Wydany z tej okazji plakat tak anonsował przyjazd warszawskich artystów: „Tego jeszcze nie było! Tylko 1 występ ulubieńców Warszawy, artystów Teatru Perskie Oko. Udział biorą: Zula Pogorzelska – urocza gwiazda polskiej revue, Konrad Tom – autor niezliczonych szlagierów, reżyser
i konferansjer, Eugeniusz Bodo – premier Teatru Perskie Oko i Qui Pro Quo, tzw. człowiek o stu twarzach, Alina Konopka – europejskiej sławy tancerka”.

 Zula Pogorzelska

andrz6.jpeg

występowała w kabaretach Qui Pro Quo oraz Perskim-Morskim Oku. Aktorka filmowa, piosenkarka i tancerka, była symbolem kobiety wyzwolonej od obyczajowych przesądów, łamiącej konwenanse. Słynne były jej nogi, uważane za najpiękniejsze w całej Warszawie. Pogorzelską śmiało można uznać za pierwszą polską seksbombę. Kazimierz Krukowski w „Małej antologii kabaretu” tak scharakteryzował znakomitą artystkę: „Zula Pogorzelska to Paryż, ustokrotniony Paryż, z całą jego elegancją, wdziękiem bulwarów, uśmiechem midinetek, cyganerią Montparnasse’u i frywolnością Montmartre’u. Najpiękniejsze nogi, najnowocześniejsze auto, najwspanialsze suknie, królowa mody, królowa balu… zawsze i wszędzie”.

Zula Pogorzelska śpiewała piosenki solo i w duetach, m. in, z E. Bodo i L. Sempolińskim. Wylansowała takie przeboje jak: Ja się boję sama spać, Mały gigolo, Panna Mania gra na mandolinie, Ta mała piła dziś, Ja nie mam co na siebie włożyć, Ja się boję utyć, Cała przyjemność po mojej stronie (z Sempolińskim), A ile mi dasz?, Ja chcę do mamy…

Jak już wcześniej wspomniano, artystka zainaugurowała występy w Przemyślu 6 lipca 1927 roku z zespołem Perskiego Oka. Jej przemyski debiut zakończył się oszałamiającym sukcesem. Czy i ile jeszcze razy warszawska diwa odwiedzała nasze miasto trudno powiedzieć, gdyż nie zachowały się kompletne roczniki przemyskiej prasy, która odnotowywała występy przyjezdnych artystów. Zula Pogorzelska zmarła w 1936 roku w rozkwicie talentu.

 Eugeniusz Bodo

andrz4.jpeg

podobnie jak Zula Pogorzelska należał do filarów kabaretów Qui Pro Quo oraz Perskiego i Morskiego Oka. Był artystą wszechstronnym: tańczył, śpiewał, wykonywał żywiołowo monologi, występował w komediach muzycznych, był gwiazdorem polskiego ekranu, rewii, bożyszczem kobiet. Miał znakomite warunki zewnętrzne, dużo szelmowskiego wdzięku i wielki temperament sceniczny. Wypromował m. in. takie hity jak: Umówiłem się z nią na dziewiątą, Zimny drań, Baby, ach te baby, Całuję twoją dłoń, madame, Zakochany złodziej, Tyle miłości, Tylko z tobą i dla ciebie, Najcudowniejsze nóżki, O’key, no i swój popisowy przebój, Sex appeal, który śpiewał w filmie „Piętro wyżej”, przebrany za kobietę. Nazywany był „polskim Chevalierem”.

Eugeniusz Bodo zadebiutował w Przemyślu 6 lipca 1927 roku jako sceniczny partner Zuli Pogorzelskiej. Po spektaklu recenzent „Nowego Głosu Przemyskiego” napisał: (…) Był to w ścisłym tego słowa znaczeniu kabaret, ale o wysoce artystycznym stylu (…). I kabaret może być sztuką, to nam wykazali powyżsi artyści. Był bowiem dobry dowcip, dobry taniec, dobra piosenka, szczera wesołość, a przy tym wprost doskonała gra (…).

andrz2.jpeg

Ponownie zawitał Bodo do Przemyśla 10 marca 1930 roku, partnerując na scenie Teatru Polskiego na Zasaniu Hance Ordonównie, a po raz kolejny wystąpił w naszym mieście we wtorek 28 kwietnia 1931 roku jako jedyny i bezkonkurencyjny w swoim repertuarze. Spektakl odbył się o godzinie 20. 30 („o 8.30 wieczorem”, jak wówczas pisano), już tradycyjnie w Teatrze Polskim. Przedsprzedaż biletów prowadziła drukarnia Józefa Styfiego, Rynek 18. Ostatni raz artysta bawił w Przemyślu w sobotę 12 marca 1938 roku, występując dwukrotnie w sali teatru „Fredreum” na Zamku w angielskiej farsie Brandona Thomasa „Ciotka Karola”. W sztuce tej, podobnie jak w filmowej komedii „Piętro wyżej”, zabawiał publiczność w przebraniu kobiecym.

 Hanka Ordonówna

andrz3.jpeg

była świetną tancerką, aktorką teatralną i amantką filmową, znakomitą parodystką, a przede wszystkim piosenkarką. Miała charakterystyczny timbre głosu i stworzyła własny styl interpretacji piosenek, tzw. melorecytację. Spopularyzowała takie przeboje jak: Ja śpiewam piosenki, Sam mi mówiłeś, Uliczka w Barcelonie, Piosenka o zagubionym sercu, Na pierwszy znak, Nikt, tylko ty, Miły, Trudno, Kniaginiuszka, Nie dziś – to jutro, W tę noc upalną, oraz swój największy hit, Miłość ci wszystko wybaczy, pochodzący z filmu „Szpieg w masce”.

Ordonówna darzyła Przemyśl szczególną sympatią i sentymentem. Jak podaje zachowana prasa przemyska z lat 1930-1936, primadonna teatru Qui Pro Quo dała w naszym mieście siedem piosenkarskich recitali. Zazwyczaj artystka występowała na deskach Teatru Polskiego w Domu Robotniczym na Zasaniu. Po raz pierwszy zaprezentowała się przemyskiej publiczności w poniedziałek 10 marca 1930 roku, tuż przed wyjazdem na zagraniczne tournée. Wystąpiła wówczas w duecie z Eugeniuszem Bodo, swoim kolegą z Morskiego Oka. Wydarzenie to upamiętnia plakat zachowany w Archiwum Państwowym w Przemyślu.

Artystka przyjmowana była w  naszym mieście niezwykle entuzjastycznie. 

 Oto recenzja, jaka ukazała się w „Tygodniku Przemyskim” z 15 marca 1930 roku nr 11: Pisać o występie Ordonówny to znaczy podjąć się przy pomocy węgla wymalować szereg epizodycznych, o wysokiej wartości artystycznej obrazów, tryskających kaskadą mieniących się w zawrotnym tempie barw, obrazów przepojonych bujną siłą ekspresji i wyrazu, przenoszących nas kolejno z dziedziny współczesnego realizmu w świat czystej i subtelnej poezji. Tego rodzaju obrazy wyczarowała przed oczami widzów p. Hanka Ordonówna, dysponując z finezyjną łatwością klejnotami swego niewyczerpanego w bogactwie talentu, stawiając równocześnie poszczególne punkty programu na wyżynie prawdziwego artyzmu (…). Godnym partnerem p. Ordonówny okazał się p. Bodo, darząc publiczność doskonałym, utrzymanym w wytwornym tonie dowcipem. Toteż wprowadzona w zachwyt licznie zebrana w sali Domu Robotniczego publiczność przemyska przyjmowała świetnych i sympatycznych artystów warszawskich wprost entuzjastycznie, dając wyraz swemu dla nich uwielbieniu przez żywiołowe i niemilknące oklaski.

Ta sama gazeta z 10 grudnia 1933 roku, w numerze 49, tak zapowiadała kolejny (czwarty z rzędu) przyjazd do Przemyśla warszawskiej gwiazdy: Hanka Ordonówna, ulubienica Przemyśla, najznakomitsza pieśniarka polska, porywająca publiczność nadzwyczajnym temperamentem, mimiką oraz wszechstronnością interpretacji, wystąpi gościnnie tylko jeden raz w sali Domu Robotniczego na Zasaniu we wtorek 12 grudnia 1933 r. Ale zachował się też inny komentarz anonsowanego występu H. Ordonówny w Przemyślu: W dniu 9 maja 1934 r. odbędzie się koncert znanej recytatorki i pieśniarki Hanki (Chaji?) Ordonówny. Czytając program tego „koncertu” wierzyć się wprost nie chce, by się polska artystka odważyć mogła karmić polskie społeczeństwo takimi „szmoncesami” żydowskimi  jak „Maj jidisze”, „Szulek” itp. Obecnie śpiewa nawet pieśni po hebrajsku. Szkoda, że p. Ordonówna nie została w Palestynie, gdzie przez dłuższy czas ostatnio przebywała i gdzie swym pięknym głosem zdobywała serca i kieszenie tamtejszych chaluców. Bardzo wielka szkoda. Społeczeństwo polskie wcale nie łaknie tego rodzaju imprez palestyńskich, które zaszczycą swoją obecnością jedynie mieszkańcy ul. Franciszkańskiej, Jagiellońskiej i Nachuma Sokołowa („Ziemia Przemyska” z 5 maja 1934 r., nr 18).

4 czerwca 1935 roku H. Ordonówna wystąpiła w sali teatru „Fredreum” z partnerem Igo Symem, amantem sceny i ekranu, który towarzyszył jej w recitalach i podróżach artystycznych. Z tym samym partnerem przyjechała „Kniaginiuszka” do Przemyśla jeszcze raz 12 kwietnia 1936 roku. Podczas recitalu zaśpiewała składankę piosenek do tekstów Tuwima, Hemara, Gałczyńskiego i Schlechtera, z których najbardziej podobały się: pełna ekspresji Piosenka o zagubionym sercu („Święty Antoni, Święty Antoni, serce zgubiłam pod miedzą…”), „esencjonalny skrót współczesnego życia” Dzień miejski, „mocna w kontrastach” Eviva i beztroski Książę walc z muzyką straussowską. Natomiast występ Igo Syma „Nowy Głos Przemyski” z 12 kwietnia 1936 r., nr 15, podsumował tak: (…) Sym mile „widziany”, zwłaszcza przez płeć piękną. Z głosem i interpretacją jest niedwuznacznie gorzej. Wykazał dużo dobrych chęci, nie potrafił jednak wydobyć ze śpiewanych piosenek właściwych akcentów i efektu. Warto może przypomnieć, iż tenże Igo Sym skończył nieciekawie. W okresie okupacji okazał się kolaborantem i konfidentem gestapo. Namierzony przez kontrwywiad ZWZ Okręgu Warszawa-Miasto, został zastrzelony przez grupę likwidacyjną 7 marca 1941 roku.

Jako ciekawostkę dodajmy, że przedsprzedaż biletów na wszystkie recitale

H. Ordonówny odbywała się w drukarni J. Styfiego, a każdy występ rozpoczynał się zwykle o godzinie 8 bądź 8.30 wieczorem.

 Adolf Dymsza („Dodek”)

andrz9.jpeg

Był aktorem charakterystycznym, teatralnym i filmowym, parodystą, wprowadził na scenę groteskowy typ humoru, grywał role ekscentryków. Jego specjalnością były typy z przedmieść Warszawy.

Pierwszy występ Dymszy w Przemyślu odbył się 10 marca 1934 roku, w sali „Sokoła” (dzisiejszy budynek „Centrum Kulturalnego”) o godz. 8.15 wieczorem. Przedsprzedaż biletów prowadził przemyski „Orbis”. „Tygodnik Przemyski”, anonsując przyjazd artysty, pisał z emfazą: Dymsza przyjeżdża! Przyjeżdża do nas osobiście z pierwszorzędnym zespołem i urządza najweselszy wieczór tego roku. Adolf Dymsza to król komików – najwybitniejszy gwiazdor ekranu i rewii, główny filar największych teatrów stołecznych, bohater najlepszych komedii dźwiękowych. Prasa stolicy, jak i szerokie koła publiczności, nazywają go najlepszym i najciekawszym artystą w całej Polsce. O tym najweselszym człowieku, którego popularność sięga wzdłuż i wszerz Rzeczypospolitej Polskiej, pisano już całe tomy. Piosenki odtwarza jak nikt inny, jego taniec jest bez konkurencji, a monologi rozśmieszają do łez (…).

Mimo entuzjastycznych tytułów w prasie, jak „Idziemy na Dymszę!” czy „Najweselszy wieczór z Dymszą”, występ bożyszcza Warszawy w Przemyślu zakończył się zupełną klapą. „Ziemia Przemyska” z 17 marca 1934 roku, nr 11, pisała z rozczarowaniem i wyraźną dezaprobatą: Dymsza zupełnie zawiódł. Nie chcemy wcale kwestionować walorów artystycznych Dymszy, ale to, co dał 10 marca 1934 r. w Przemyślu, było chyba nieporozumieniem. Był nonszalancki, niedowcipny, a choć złotówek wziął sporo, bo „Sokół” był doszczętnie wypełniony, zbywał publiczność marnymi kawałami (…). Ogółem należy powiedzieć, że na bardzo długo Przemyśl ma Dymszy dość.

Warszawski gwiazdor ponownie wystąpił w Przemyślu w niedzielę 13 grudnia 1936 roku, z kabaretem Cyrulik Warszawski, kreując główną rolę w satyrycznym wodewilu Hemara i Tuwima pt. „Kariera Alfa i Omegi”. Partnerowali mu nie mniej znakomici: Michał Znicz, Janina Brochwiczówna, Tadeusz Olsza i Stefania Górska. Reżyserem przedstawienia był ulubieniec warszawskiej publiczności, legendarny konferansjer Fryderyk Járosy, a choreografię przygotował Eugeniusz Koszutski. Spektakl odbył się w sali „Sokoła” o godz. 8 wieczorem. Przedsprzedaż biletów prowadziła cukiernia „Mascotte” T. Kozłowskiego, przy ul. Franciszkańskiej 17. Z tego występu mistrza polskiej komedii nie zachowała się żadna recenzja.

Loda Halama

andrz8.jpeg

Uznanymi gwiazdami teatru rewiowego Morskie Oko były tancerki siostry Halama (Punia, Loda i Zizi), ale primabaleriną w tym tercecie była zdecydowanie Loda, prekursorka tańca akrobatycznego, która „tańczyła jak anioł”. Ta fenomenalna baletnica była też solistką Teatru Wielkiego w Warszawie i znakomitą aktorką filmową.

Zachowana prasa lokalna odnotowała cztery występy sióstr Halama w Przemyślu. W poniedziałek 19 maja 1930 roku artystki zaprezentowały się w sali Teatru Polskiego w Domu Robotniczym, a zapowiedź ich przyjazdu do naszego miasta uznana była za „sensację artystyczną pierwszorzędnej doniosłości”. Rewelacyjnym siostrom towarzyszyli: Niuta Bolska – znakomita artystka, pieśniarka scen warszawskich i Wacław Zdanowicz – utalentowany estradowiec i dowcipny konferansjer.

andrz5.jpeg

Recenzje z popisu warszawskich artystów zawierały same superlatywy. „Tygodnik Przemyski” z 24 maja 1930 r., nr 21, nazwał występ „niezwykłą i niepowszednią atrakcją”. „Ziemia Przemyska” z 25 maja 1930 r., nr 32, pisała, że: Loda Halama posiada nieporównany dziewczęcy urok, żywiołowy temperament rozhukanego chłopca i przemiłą aparycję (…), Pierwszorzędna diseusa Niuta Bolska  (…) schodząc z estrady w tłum budziła wprost niepokój zatrwożonych małżonek, natomiast „konferansjer p. Zdanowicz tryskał humorem i pienił dowcipem jak szampan (…), a „Nowy Głos Przemyski” z 1 czerwca 1930 r., nr 22 tak oceniał taniec Halamy: (…) to przedziwna choreograficzna apasjonata, na którą zdobyć się może tylko tancerka o tak renomowanej marce” (…).

18 września 1932 roku, w niedzielę, Loda Halama wystąpiła ponownie na deskach Teatru Polskiego na Zasaniu w repertuarze przygotowanym dla teatru „Montparnasse” w Paryżu. Sekundowali jej na scenie koledzy z Morskiego Oka – urocza Vera Bobrowska i Kamil Jerzy Welin. Niedzielny występ Lody Halamy, warszawskiej mistrzyni tańca, przyniósł nam wiele emocji i rozkoszy, na jakie miasto bez stałego teatru wyczekuje z upragnieniem – pisał recenzent „Ostatnich Wiadomości Przemyskich” z 21 września 1932 r., nr 28. Stroje, w jakich interpretowała Halama pomysły psychologiczne są dowodem głębokiego przemyślenia i uczucia estetycznego. Taniec Rosji carskiej i bolszewickiej był doskonałym uplastycznieniem tragedii tego kraju. Również taniec gruziński odsłaniał wnikliwość artystki, pełnej huraganowego temperamentu, życia i radości. Mazurek Szopena w stroju Zosi z „Pana Tadeusza”, pełen powiewu i porywczy „Kujawiak”, znalazły w odtwórczyni należyty wyraz. Halama rozporządza doskonałą techniką, której sprawność nie pozwala na żadne niedociągnięcia. (…) Porywa ona siłą swego temperamentu
i czarem uśmiechu, błyszczącego jak kryształ na tle tęczowych kolorów jej strojów, łamiących się ustawicznie w bajkowy sen na jawie.

W dwóch kolejnych występach w Przemyślu, w niedzielę 17 listopada 1935 roku i w poniedziałek 1 lutego 1937 roku, partnerem Lody Halamy był pierwszy baryton Opery Warszawskiej i laureat konkursu śpiewaczego w Wiedniu – Jerzy Czaplicki, który wykonywał pieśni i arie operowe. Sama artystka występowała tym razem jako primabalerina Teatru Wielkiego w Warszawie. Pierwszy występ warszawskich gości odbył się w sali kinoteatru „Casino” w Domu Robotniczym, natomiast drugi, w sali kinoteatru „Raj” w Narodnym Domu przy ul. Kościuszki 5. Bilety, w cenie od 1 do 3 zł, były do nabycia w cukierni „Mascotte”. Wszystkie spektakle rozpoczynały się o godz. „8.30 wieczorem”.

Kazimierz Krukowski („Lopek”)

andrz7.jpeg

Powiadano o nim, że urodził się na kabaretowej scenie. Był konferansjerem, wykonawcą piosenek i monologów, parodystą, autorem tekstów, poetą, kompozytorem-amatorem, czołowym odtwórcą  szmoncesowych skeczów, reżyserem, scenografem, wreszcie aktorem filmowym. Słowem – artystyczny omnibus. Należał do czołowych gwiazdorów teatru Qui Pro Quo. Ulubieniec warszawskiej publiczności spopularyzował takie piosenki jak: Śnieg (Puchowy śniegu tren), Wekselek, Jak się nie ma co się lubi, Nic takiego, Pani jest dziś bez koszulki, Marquita, Najpiękniejsza signorina, Madame, Rapaportiada. Artysta zwykł się przedstawiać: „Pan nie zna Lopka? Lopek i kropka!”

Niestety, w archiwalnych egzemplarzach prasy przemyskiej zostały odnotowane tylko dwa występy K. Krukowskiego w naszym mieście, a to: 10 marca i 17 sierpnia 1931 roku. Obydwa występy odbyły się w Teatrze Polskim w Domu Robotniczym. „Ziemia Przemyska” z 15 sierpnia 1931 r., nr 33, tak anonsowała przyjazd znakomitego artysty: Kazimierz Krukowski jest jednym z najulubieńszych artystów polskich i każda zapowiedź jego przyjazdu czyni we wszystkich domach rewolucję niejako, bowiem wszyscy tego dnia chcą pójść do teatru, nikt nie ma ochoty zostać w domu. O tak. Trudno się oprzeć pokusie ujrzenia i usłyszenia tego znakomitego Lopka (…).

Żałować należy, że z występów Kazimierza Krukowskiego w Przemyślu nie zachowały się żadne recenzje.

Opublikował: Witold Wołczyk | Data publikacji: 31-12-2019 10:35
|
×

Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w celu przesyłania newslettera. Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi. Jestem świadomy/ma iż mam możliwość ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Administratorem danych jest Gmina Miejska Przemyśl z siedzibą Rynek 1, 37-700 Przemyśl