-2 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Wigilia Legionów 1914 r.

aut. Lucjan Fac, „Nasz Przemyśl”, styczeń 2011 (Nr 76)

Pierwszy rok Wielkiej Wojny, pierwsza wigilia, pierwsze święta Bożego Narodzenia, … najbardziej polskie i najbardziej rodzinne święta. Święta, które nam Polakom przyszło obchodzić w warunkach ogromnych oczekiwań i wyzwań, jakie stawiała pozostająca wielką niewiadomą przyszłość. Obecna była świadomość, że los daje Polakom wielką szansę i być może to jest ta wojna, o której w Księgach Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego pisał Adam Mickiewicz. Wierzył on mocno, że Polska się odrodzi, zmartwychwstanie jak Chrystus, ale  modląc się o wojnę powszechną ludów, nawoływał, że najważniejszą rzeczą jest, aby naród polski był do tej wojny przygotowany, by posiadał przede wszystkim broń i szukał oparcia o własne siły.

W tak wielu domach polskich od tylu lat niewoli czytane były te proroctwa, zapładniając umysły młodych a starszych skłaniając do poświęcenia. Patos, wzruszenie a jednocześnie niepewność, czy to właśnie ta wojna? Czy może kolejna ułuda, kolejna iskra nadziei, która rozpłynie się w poświacie wstającego poranka. A jeżeli to ta Wojna, to czy … tak jak chciał wieszcz, … jesteśmy do niej przygotowani? Czy mamy broń i siły?

Bo naród polski nie umarł, ciało jego leży w grobie, a dusza jego zstąpiła z ziemi, to jest z życia publicznego, do otchłani, to jest do życia domowego ludów cierpiących niewolę w kraju i za krajem, aby widzieć cierpienia ich. A trzeciego dnia dusza wróci do ciała, i naród zmartwychwstanie, i uwolni wszystkie ludy Europy z niewoli.

Czy to jest ten trzeci dzień? Gdy pomyślimy o młodym pokoleniu, naczytanych Trylogią  Kmiciców, Babiniczów, Skrzetuskich czy Kordianów ślepo wierzących w słowa Wieszcza, gdy do młodzieńczej niecierpliwości dodamy „całkowitą” pewność że to właśnie ta Wojna i nie można czekać tylko iść bo czas, to powstaje nam faktyczny obraz idealisty, młodego człowieka, który z bronią w ręku jesienią 1914 r. idzie na Wielką Wojnę nabuzowany strofami wierszy, poezji Władysława Bełzy, Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza. Młodość to jednak dom, rodzice, ciepło, wspólne święta. I przyszły te święta. I były najbardziej niezwykłe.

Łowczówek
22-25 grudzień 1914

W1 Łowczówek.jpeg

22 grudnia w rejon rosyjskiej ofensywy koło miejscowości Łowczów i Łowczówek weszły oddziały I Brygady Legionów. W niezwykle ciężkich, zimowych warunkach przyszło im stoczyć trwającą 4 dni i 3 noce bitwę, w której stracili 128 zabitych i 342  rannych. Było to traumatyczne przeżycie. Gustaw Łowczowski (późniejszy generał, dowódca 4 DP, zdobywca Bolonii, pochowany zresztą na cmentarzu w Łowczówku)  Z mojej pierwszej bitwy utkwiły mi w pamięci dwa fragmenty: wrażenie, jakie na mnie zrobił widok pierwszego trupa, i moment wahania się, czy iść naprzód. Przed moją pierwszą bitwą widziałem setki trupów na pobojowisku pod Limanową. Znoszono je właśnie i wrzucano do ogromnych wspólnych grobów. Patrzyłem szeroko otwartymi oczyma, ale nad grozą górowała ciekawość. Inaczej było w mojej pierwszej bitwie. Las grzmiał ogniem, gdy kompania nasza zaczęła nim schodzić w dolinę Białej. Na stromym zboczu, na lewo od ścieżki zobaczyłem pierwszego naszego zabitego. Leżał chłopczyna na wznak, bez czapki. Ściągnięte rysy jego tak strasznie bladej twarzy wryły mi się w pamięć, bo wtedy zdawały się krzyczeć: „Memento mori!” Patrz, co cię czeka!

W2 Choinka.jpeg

A przecież to dzień Wigilii. Jak wiele lęków, wątpliwości i bólu. Felicjan Sławoj Składkowski późniejszy generał, premier, a wtedy lekarz I Brygady:  „Strzelanina, która wybuchła przy odbieraniu okopów, ustała. Gęsta mgła spadła na całą okolicę. Przypominamy sobie, że to Wigilia. Zaczęliśmy śpiewać kolędy, gospodarz i gospodyni z nami. Ranni w brzuch domagali się wody, chociaż „w ten święty wieczór, jeżeliśmy chrześcijanie”. Trzeba było im odmówić. Biedacy z zazdrością patrzyli, jak jeniec, praporszczyk, pił kawę.  W izbie coraz ciaśniej. Przychodzi wielu żołnierzy wycieńczonych, jak widma. Co mamy robić? Grzeją się chwilę, dostają trochę kawy i muszą wracać. Kładziemy spać koło pieca tylko gorączkujących - koło 39 stopni. I tych jest sporo. (…). Na podwórzu koło nas pękł w dzień granat. Wybił szyby i naodwalał tynku.  (…) Idziemy z drem Piestrzyńskim spać na paki z opatrunkami, ale znów cała noc bezsenna. Głodni, brudni, bez zdejmowania butów od czterech dni, uważamy się i tak za uprzywilejowanych wobec naszych chłopców, którzy te cztery dni siedzą w okopach, na zimnie, często o trzydzieści kroków od Moskali. W tę noc wigilijną chłopcy nasi w okopach zaczęli śpiewać „Bóg się rodzi”…  I oto z okopów rosyjskich Polacy, których dużo jest w dywizjach syberyjskich, podchwycili słowa pieśni i poszła w niebo z dwóch wrogich okopów! Gdy nasi po wspólnym odśpiewaniu kolęd krzyknęli: „Poddajcie się, tam, wy Polacy!” nastała chwila ciszy, a później - juz po rosyjsku: „Sibirskije striełki nie sdajutsia”.  Straszna jest wojna bratobójcza. Podobno jeden z naszych młodych chłopców wziął do niewoli ojca swego, którego zabrali do wojska rosyjskiego”.

W.4 Na pozycjach.jpeg

Rafajłowa
24-25 grudzień 1914 r.

W. 6 W drodze z Mołotkowa na Rafajłową.jpeg

Daleko na wschód od Łowczówka w warunkach jeszcze gorszych swoją Wigilię spędzali żołnierze II , nazwanej później „Żelazną” i „Karpacką”  Brygady. Zajmowany teren żołnierze sami nazwali Rzeczpospolitą Rafajłowską Działania prowadzone w tym terenie były bardzo nużące i wyczerpujące. Jeden z żołnierzy tzw. Kompanii zakopiańskiej I batalionu w liście do domu tak je scharakteryzował: Już taka tęsknota za Wami mnie ogarnęła, że rady sobie dać nie mogę. Przecież to już cztery miesiące jak wyjechałem z Zakopanego. Cały wiek! Jeszcze póki były marsze, kontrmarsze itd. Pół biedy A teraz żadnego ruchu. Kazano nam bronić jednego, skrawka wschodniej Galicyi- i trzymamy go ; oprócz Przemyśla, tylko my, część 3 pułku nie oddaliśmy tej zdobytej przez nas ostatnie w Galicyji Wschodniej wioski. Nazywamy ją Rzeczpospolitą Polską. Kilkanaście kwadratowych kilometrów lasów i gór .Zniszczone to okropnie.... Tylko my jedni jesteśmy w Galicyi, wszystko od dawna jest już poza granicą węgierską. Ale też nasz batalion już cztery tygodnie jest w ciągłym kontakcie z Moskalami. Nie ma prawie dnia, żeby nie było strzelaniny; nasze patrole podchodzą do nich, ich do nas i tak ciągle tańczymy. Specyficzny teren, specyficzne działania, ciężka i nużąca służba, koszmarne warunki terenowe i pogodowe. Plaga wszy, niedostatki aprowizacyjne. Wszyscy ciągle głodni, nawet docierający w niewystarczającej ilości ryż przesiąknięty był naftą. Fatalny stan umundurowania, rozpadające się obuwie, brak ciepłej bielizny. Mróz sięgający –300, temperatury poniżej 00 braki lekarstw, ... To była codzienność życia Rzeczpospolitej Rafajłowskiej. Do takich działań potrzebny był odpowiedni sprzęt i bardzo specjalistyczne wyszkolenie, a takiego ciągle brakowało. Wigilia roku 1914 na froncie rafajłowskim miała niezwykle surowy, ale podniosły i uroczysty charakter. Najpierw wieczerzę wigilijną zjadły oddziały pozostające w odwodzie. Major Bolesław Roja pisze: Przede wszystkim poszliśmy z Węglowskim, Tęczą, Krzaczyńskim, Rudzkim oraz częścią oficerów i szeregowych z bożym drzewkiem i z wieczerzą wigilijną w kociołkach na placówki. Był barszcz, śledzie przyprawiane z cebulą i kluski z makiem i kluski z powidłami i kluski z miodem i jeszcze coś tam (...) Z bożym drzewkiem i z kolędą chodzili nasi od placówki do placówki, a najdłużej kolędowali na placówce przy drodze do Maksymca, naprzeciw Moskali. Moskale nie oddali ani jednego strzału, chociaż właśnie tu z reguły odbywała się strzelanina. Drzewko z płonącymi świeczkami zostawili na drodze.

W.8 Msza_polowa_w_Rafajłowej.jpeg

Polskie kolędy słychać było i po drugiej stronie w okopach rosyjskich.  To tutaj jednym z batalionów 283 pułku piechoty dowodził kpt. Stefan Taborski. Z kolei dowódcą jednego z batalionów 281 pułku, również wchodzącego w skład rosyjskiej 71 Dywizji Piechoty, był kpt. Kwieciński. Wydarzenia nocy wigilijnej znalazły epilog w wierszu napisanym przez ojca jednego z legionistów Karola Łepkowskiego. Wiersz oddaje jedną z największych tragedii I wojny światowej, walkę Polaków w mundurach armii zaborczych.

W. 7 Na pozycjach pod Zieloną.jpeg

Świerkowe drzewko ścięte w lesie,

Starym zwyczajem, w iskier snopach,

Sam major Roja w ręku niesie,

Stawia wysoko... na okopach...

Aż potem świeczki jasne płoną

Nad Rafajłową i Zieloną....

 

Ustała walka! Z drugiej strony-

Także w okopach, w mrocznej dali,

Ten sam śpiew słychać ulubiony,

W szeregach wroga- u Moskal!

I tam kolędy płyną zwrotki

Przez śnieżne pola i opłotki ... !

Ktoś ty ... ? zapytał major Roja-

Ktoś ty .. ? skąd rodem? Jaka wiara ?-

Ta sama pewnie co i twoja...

Ot- Polak, jeno w służbie cara...

Ot ... kula może jutro spotka...

 Śpiewajmy razem, śliczna zwrotka ... !

 

„Wśród nocnej ciszy”- O mój Boże...

„Głos się rozchodzi”- jak na Litwie...

-Pan legionista ... ? To się może

Spotkamy jutro razem w bitwie...

Teraz śpiewajmy ... nic nie szkodzi...

Z których okolic Pan Dobrodziej ?

 

„Z Krakowa rodem matka moja-

A ja z guberni jestem Mińskiej...”

Tak się poznali: major Roja

I sztabskapitan pan Kwieciński !

Kraków i Litwa, wielkie słowo:

Zielona w walce z Rafajłową...!

Nazajutrz ledwie zorze błysły,

Przerwana nadal wrzała bitwa...

Górą Polacy- hej znad Wisły,         

Górą legiony... Ruś i Litwa ...!           

 A niechaj zginie wróg rosyjski...

 ... Ugodzon kulą padł Kwieciński ... !

 

Krew go zalała... towarzyszy

Walczyło wielu w służbie cara-

Zginęli wszyscy... „ W nocnej ciszy”

„Głos się rozchodzi”... sen czy mara... ?

-Znasz tę kolędę- rzekł do Roji-

Niech żyje Polska ! bracia moi!

W. 12 Przełęcz Rogodze. Ekipa TVP Rzeszów.jpeg

W.10 Droga Legionów w 2009 r.jpeg

W.11 Podczas zdjęć tzw. Trylogii II Brygady 004.jpeg

Służba w Rzeczpospolitej Rafajłowskiej była bardzo żmudna i monotonna. Warunki pobytu niezwykle ciężkie. Ciągłe zimno, śnieg i problemy aprowizacyjne. Mnóstwo żołnierzy miało odmrożenia. Wyposażenie posiadane przez legiony nie nadawało się w ogóle do warunków górskich, a co dopiero do warunków górskich zimą! Codziennie w okresie adwentu o godzinie 6 odprawiane były roraty, na które tłumnie schodzili się wolni od służby legioniści. Powoli nadchodziła wigilia. Była to pierwsza wigilia na froncie. Mimo że z daleka od domów i od rodzin, to jednak bardzo rodzinnie. Półroczny okres przebywania razem, przywiązanie do swoich oddziałów, wspólne doświadczenia i przeżycia scaliły legionistów i zamieniły ją rzeczywiście w leguńską rodzinę. Wieczerza wigilijna odbyła się we wszystkich kompaniach nadzwyczaj uroczyście. Przy łamaniu opłatkiem jedno życzenie rozbrzmiewało powszechnie: „Obyśmy się jak najwcześniej doczekali wolnej Polski”. Nawet na pozycjach legioniści urządzali sobie choinki i śpiewali kolendy, których echo zwabiało  do nas  placówki rosyjskie. Pasterka odbyła się w kościele. Wojskowej parady ani szyku nie było, ale wszyscy przyszli hurmą i z tysiąca młodych piersi zabrzmiało donośnie: Wśród nocnej ciszy…” Po świętach ks. J. Panaś odbył kolędę we wszystkich oddziałach legionowych rozrzuconych po różnych pozycjach m.in. w dolinie Sałatruka. Wędrówkę odbył na nartach. Do niektórych pozycji tylko w ten sposób można się było dostać Następnie udał się za Pantyr w odwiedziny do rannych . Musiał przebyć drogę legionów. Góry były zasypane olbrzymią masą śniegów. Drożynka na szczyt Przełęczy Rogodzy była wprawdzie zaznaczona wyraźnie kopytami setki jucznych koni, które nam nosiły codziennie chleb powszedni, ale mimo to nie przestała być uciążliwą. Na prawo i lewo leżały tu dziesiątki trupów końskich, które padły ze zmęczenia i zamarzły. Mimo wojennego ruchu stanowiły one przynętę dla wilków i lisów, których tutaj była znaczna ilość. W trakcie kolędy szpitalnej Panaś odwiedził kilkanaście szpitali z polskimi rannymi. Przy okazji, niestety dokonał kilku pochówków. Podczas pobytu w szpitalu Vis, gdzie się spotkał przez przypadek z Hallerem, który wykorzystując urlop również odwiedzał rannych, dowiedziałem się, że w Rafajłowej toczą się walki. Natychmiast udałem się z powrotem, przybywając do Rafajłowej 25 stycznia po bardzo wyczerpującej podróży. Na następny dzień ks. Panaś odprawił uroczysty pogrzeb poległych legionistów, wśród których był m.in. por. Florian Węglowski. Podczas kolejnej ofensywy na froncie ruszono również oddziały w Rafajłowej W lutym podjęły one działania na Zieloną. Atak prowadziły trzy grupy. Czołowa dowodzona przez  kpt. Minkiewicza, działała w kierunku Zielonej na Maksymiec.

W.9 Panaś.jpeg

PS

Zima 1914/1915 była wyjątkowo ciężka. Walki II Brygady Legionów w Karpatach zasługują na najwyższe uznanie i podziw. Zrozumie to najszybciej każdy, komu nieobce są wędrówki po górach, szczególnie  zimą. W hołdzie i ku pamięci  żołnierzom „Żelaznej Brygady” ekipa TVP Rzeszów w składzie (A. Olejko, A. Gruszka, M. Krok, L. Fac, J. Obłąk) zrealizowała tzw. Trylogię „Żelaznej Brygady”. Trzy odcinki w cyklu Zakamarki przeszłości, który prowadzi prof. dr hab. Andrzej Olejko: Szlakiem Żelaznej Brygady, Rzeczpospolita Rafajłowska oraz Przełęcz Legionów. 

Bibliografia:

Mickiewicz A., Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego, Paryż 1832.

Sławoj Felicjan Składkowski „Moja służba w Brygadzie”, Warszawa 1990, s. 60.Gustaw Łowczowski G., Polak jako żołnierz, Londyn 1981. Lewartowski H., Pochmarski B., Teslar J.A., Szlakiem bojowym Legionów. Krótki zarys organizacji i dziejów 2. Brygady Legionów Polskich w Karpatach, Galicyi i na Bukowinie, Lwów 1915. August Krasicki, Dziennik
z kampanii rosyjskiej 1914-1916,
Warszawa 1988, s.128. Bolesław Roja, Legioniści w Karpatach 1914-1915 roku, Warszawa 1933.

Panaś J., My II Brygada, Katowice 1929. PRZEPOWIEDNIE a CZASY OBECNE

opracował

O. FLAWIAN NIEBIAŃSKI

Salwatorianin, 1943 r.

Nakładem: Ojcowie Salwatorianie, 1538 Roosevelt Street, Gary, Indiana

Imprimatur f JOANNES FRANCISCUS Episcopus Wayne-Castrensis Fort Wayne, Indiana, dnia 27 listopada 1942 r.

Opublikował: Witold Wołczyk | Data publikacji: 20-12-2019 15:26
|
×

Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w celu przesyłania newslettera. Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi. Jestem świadomy/ma iż mam możliwość ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Administratorem danych jest Gmina Miejska Przemyśl z siedzibą Rynek 1, 37-700 Przemyśl