12 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Poczciwy tobołek - Renault 17 FT

aut. Lucjan Fac, „Nasz Przemyśl”, marzec 2011 (Nr 78)

Zimą 1921 r. do tworzącego się Okręgu Korpusu nr X w Przemyślu skierowano czołgi. Był to moment, kiedy mieszkańcy  Przemyśla mogli zobaczyć tę nową broń, wynalazek Wielkiej Wojny na własne oczy. Chyba nikt wtedy nie przypuszczał, że zadomowią się one w przemyskim garnizonie na dobre i dotrwają do wybuchu II wojny światowej. Ich symbolem, a jednocześnie godłem, z dumą noszonym na rękawie bluzy mundurowej, był smok.

Stacjonując w pobliskiej Żurawicy, czołgi wchodziły w skład wielu oddziałów i pododdziałów, wielokrotnie restrukturyzowanych w dwudziestoleciu międzywojennym.  Wtedy, w pierwszych miesiącach 1921 r., trafił do Żurawicy II batalion czołgów, który z Białegostoku, najpierw skierowany do Krakowa, ostatecznie wylądował właśnie w Żurawicy. 1 pułk czołgów (1-er Regiment des Chars Blindes Polonais) sformowany został we Francji w armii gen. J. Hallera. Powstał na bazie francuskiego 505 pułku przekazanego Polakom wraz z obsługą i sprzętem.

Fot. 2 Smok-odznaka pułku i następnie wszyst010.jpeg

W 1923 r. ponownie połączono wszystkie trzy bataliony w jeden pułk, lokując go całkowicie w Żurawicy, gdzie w całości stacjonował aż do 1930 roku. W wyniku reorganizacji z Żurawicy zabrano dwa bataliony, pozostawiając 2 batalion oraz dywizjon samochodów pancernych, które po połączeniu w 1931 r.utworzyły 2 pułk pancerny. Dwa lata później rozkazem M.S.Wojsk. z 19 XII 1933 r. podczas nowej reorganizacji broni pancernej, oddział ten przemianowano na 2 batalion czołgów i samochodów pancernych. Kolejna reorganizacja miała miejsce w roku 1935. Wtedy to w myśl rozkazu M.S.Wojsk. Bataliony Czołgów i Samochodów Pancernych przemianowano na bataliony pancerne. W Żurawicy bez zmian nadal pozostał 2 batalion pancerny. Mimo że brzmi to paradoksalnie, 2 batalion był jednostką o wiele większą niż wcześniejszy pułk. 2 batalion mobilizował łącznie dziewięć kompanii czołgów, jedną kolumnę samochodów ciężarowych, dwie kolumny sanitarne oraz Ośrodek Zapasowy Nr 3.

Fot. 5 Kolumna R 17 FT na drodze z Żurawicy 013.jpeg

Na stanie batalionu znajdowało się łącznie 185 czołgów, co stanowiło blisko 23% wszystkich czołgów WP. W koszarach 2 batalionu znajdowały się na wyposażeniu jego oddziałów wszystkie typy polskich czołgów. Od najstarszych Renault R -17 FT, poprzez czołgi rozpoznawcze – tankietki TK, TK-3, TKF, TKS, po Vickersy E i najnowocześniejsze 7 TP. Najnowszy sprzęt zaczął jednak do Żurawicy trafiać dopiero w latach trzydziestych, do tego czasu królowały całkowicie Renault 17 FT. Do ich widoku przyzwyczaili się mieszkańcy Przemyśla z racji wielokrotnych parad, świąt narodowych, bo potrafiły na ulice miasta wyprowadzić nieraz całą kompanię „renówek”. Były one symbolem nowoczesności, siły, budziły szacunek i napawały dumą. Warto przy okazji podkreślić, że w latach dwudziestych byliśmy pod tym względem jedną z najlepiej wyposażonych armii na świecie, zajmując 4 miejce po Francji, Wielkiej Brytanii i USA! Czas jednak robił swoje i renówki coraz bardziej odstawały od nowoczesnych konstrukcji pojawiających się na świecie. Mimo to pozostawione w armii wzięły czynny udział w wojnie obronnej 1939 r. Coraz częściej w obliczu nowych konstrukcji sami pancerniacy, widząc ich proces starzenia, dopieszczali je różnymi określeniami. Najczęściej stosowanymi w Żurawicy były „krówki” i „tobołki”.

Fot. 7 R-17 FT w żurawickich koszarach. Na p015.jpeg

Tak faktycznie Renault 17 FT to była zupełnie niezwykła konstrukcja. Dzisiaj gdy patrzymy na współczesne czołgi,  pomykające z zawrotną prędkością po poligonach, amerykańskie „Abramsy”,  brytyjskie „Challengery”, niemieckie „Leopardy”, francuskie  „Leclerci” , rosyjskie T-80, czy T-90, jakoś do głowy nam nie przychodzi, że protoplastą podstawowych założeń, według których zbudowane są te współczesne kilkudziesięciotonowe kolosy był ten mały, niepozorny czołg konstrukcji Louisa Renaulta. Nie był to pierwszy czołg Wielkiej Wojny. Jak powszechnie wiadomo palma pierwszeństwa w tym względzie przypadła Brytyjczykom. Jednak ciężkie , duże i powolne konstrukcje Brytyjczyków nie za bardzo przypadły do gustu Francuzom, chociaż pierwotnie poszli w tym samym kierunku, konstruując ciężkie czołgi Schneider CA, Saint Chamond M 16. Już po kilku walkach na froncie zachodnim  ujawniła się większość  wad i zalet tych konstrukcji, stało się też jasne, że wojsko potrzebuje obok dużych czołgów - małych, zwrotnych i niedrogich pojazdów pancernych, które mogą być masowo produkowane i używane w dużych ilościach.

Fot. 6 Renault 17 FT uswietniają swoją obecn014.jpeg

Gorącym orędownikiem takiego rozwiązania  był francuski generał Jaen-Babtiste Estienne i to dzięki niemu i Luisowi Renault powstała ta, pod każdym względem  przełomowa, konstrukcja. Koncepcja czołgu z obrotową jedną wieżą utrzymała się do dziś. FT-17 uznany  został za najskuteczniejszą broń pancerną I wojny i nie tylko. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku, spisując się w niej zupełnie przyzwoicie, mimo że użyty został w najbardziej niekorzystnych dla siebie warunkach, które zupełnie odbiegały od przewidywanych przez jego konstruktorów. Założenia jakie zostały sformułowane przez  pułkownika Estienne dla tego nowego pojazdu stanowiły duże wyzwanie dla ówczesnych konstruktorów.  Czołg powinien stanowić możliwie jak najmniejszy cel, przez to jego rozmiary musiały być maksymalnie małe. Powinien być zwrotny i dostatecznie szybki w tak trudnym terenie jak zryte okopami i lejami po pociskach oraz poprzecinane zasiekami pole walki.  Musiał też być wystarczająco dobrze uzbrojony, by likwidować stanowiska obrony nieprzyjaciela. Opancerzenie miało chronić załogę przed pociskami karabinów maszynowych i odłamkami pocisków artyleryjskich. Te wyśrubowane wymagania spełnił projekt Louisa  Renault, a właściwie utalentowanego młodziutkiego inżyniera Rodolphe’a  Ernsta-Metzmaiera  przedstawiony w lutym 1916 roku. Prototyp ukończono i testowano już w lutym 1917 roku. Wszystkie testy wypadły na tyle dobrze, że 22 lutego 1917 roku armia francuska zamówiła pierwsze 150 sztuk pojazdu oznaczonego jako Char Leger Renault FT Modele 1917. W maju 1917 zamówienie zwiększono do 1000 sztuk. I tak już pozostało.

Fot. 8 Pole manewrowe Żurawica Górna. Żołnie016.jpeg

 FT 17 był pierwszą „klasyczną” konstrukcją wozu bojowego. Był  lekki, prosty w konstrukcji i wytwarzany przez przemysł samochodowy, co zadecydowało  w dużym stopniu o jego sukcesie, notabene przesądziło również o ogromnych pieniądzach, jakie zainkasowały zakłady Renault. Dzięki tym środkom zakład Louisa Renaulta mógł przetrwać w przyszłości lata kryzysu i na trwałe wypracować sobie miejsce na rynku samochodowym, ku radości wielu m.in. Roberta Kubicy.

Czołg ten, o masie ok 6500 kg, miał kadłub zbudowany z płyt pancernych o grubości od 6 - 16 mm przyśrubowanych do klatki ze stalowych kątowników. Zawieszenie składało się z czterech wózków jezdnych, pierwszy wózek z trzema rolkami jezdnymi, pozostałe z dwoma, po każdej stronie połączonych wzdłużną belką, która amortyzowana była resorem piórowym. Gąsienica podtrzymywana była na 6 rolkach, połączonych listwą resorowaną spiralną sprężyną. Koła napędowe znajdowały się z tyłu czołgu, napinające (drewniane ze stalowym okuciem, o średnicy znacznie większej od kół napędowych)  umieszczone były z przodu. Gąsienicę miały szerokość 343 mm i składały się z 32 dużych ogniw.

 Z tyłu pojazdu znajdował się tzw. ogon, ułatwiał on pokonywanie rowów, ponadto w czasie przemarszu mógł on być wykorzystany do przewożenia ładunku lub „desantu” piechoty. Czołg napędzany był 4 - cylindrowym silnikiem gaźnikowym Renault o pojemności skokowej 4480 cm3 i mocy 39KM.Zapas paliwa - 100l. Układ napędowy zawiera następujące zespoły: sprzęgło główne, skrzynię biegów, sprzęgła boczne (jako mechanizmy skrętu), przekładnie boczne. Dwuosobowa załoga: kierowca i strzelec - dowódca, dysponowała dwoma włazami. Jeden umieszczony był z tyłu wieży, drugi był stosunkowo dużym lukiem umieszczonym przed stanowiskiem kierowcy. Samo wnętrze stało się „klasykiem” .  Podzielone było na trzy przedziały: w przednim umiejscowiono przedział kierowania, drugi  zajmował przedział bojowy (umieszczono w nim miejsce dowódcy - strzelca, nad przedziałem znajdowała się obrotowa wieża mieszcząca uzbrojenie czołgu), trzeci przedział, w tylnej części kadłuba, zajmował układ napędowy. Taki układ przedziałów wewnątrz czołgu, dzisiaj traktowany jako typowy, w owych czasach był rozwiązaniem prekursorskim.

Opancerzenie kadłuba zapewnia ochronę przed pociskami karabinowymi (przeciwpancernymi na odległość powyżej ok. 30m) oraz odłamkami granatów i pocisków artyleryjskich. Jego grubość jest zróżnicowana w zależności od ich umiejscowienia. Kadłub wykonany był z płyt o grubości: przód 8 - 16 mm, tył 16 mm, góra 8 mm, dno 6 mm. Wieża nitowana z płyt o grubości przód, boki 16 mm, jarzmo 16 mm, góra 8 mm, a w wersji odlewanej z elementów o grubości przód i boki 22 mm, jarzmo 16 mm, góra 16 mm. W części przedniej i tylnej pancerz jest dodatkowo wzmocniony płytkami staliwnymi. Załoga czołgu, od obserwacji na polu walki, dysponowała wyciętymi w pancerzu szczelinami obserwacyjnymi. Był one na tyle małe, że uniemożliwiały przedostanie się do środka pocisków karabinowych. Przedział załogi oddzielony był od przedziału napędowego stalową ścianką, w której znajdowały się dwa zakratowane otwory. Otwory te służyły do wentylacji, wykorzystywano w tym celu wentylator układu chłodzenia silnika. Załoga miała możliwość awaryjnego uruchomienia silnika z wnętrza pojazdu za pomocą korby. Czołg wyposażano w dwa warianty uzbrojenia: działko 37mm Puteaux SA 1918 [zapas amunicji 237nabojów w skrzynkach po 24szt.] (ta wersja nazywana była „tata”), lub karabin maszynowy Hotchkiss wz 1914 kal. 8 mm [szybkostrzelność praktyczna 400 strz./min. zasilany z taśmy o pojemności 251 nabojów, zapas amunicji 4800sztuk]. Czołgi znajdujące się ma wyposażeniu WP uzbrajano w km  Hotchkiss wz 25 o kalibrze 7,92mm.(wersja z karabinem maszynowym nazywana była „mamą”) [opisy techniczne za www.weu1918-1939.pl]

Najwyższy ilościowo stan czołgów Renault wszystkich odmian w WP przypadł na rok 1931 i stanowił 174 sztuk. Były to pojazdy następujących wersji: Renault FT M 1917 -112 sztuk ,Renault (radio) - 6 sztuk, Renault NC - 29 sztuk, Renault (CWS) - 27 sztuk.

 Starzejące się „tobołki” udało się sprzedać w ilości wystarczającej na wyposażenie ok. 4 kompanii za pośrednictwem spółki‚  ’SEPEWE’’ do Hiszpanii (za pośrednictwem Urugwaju) oraz do Chin. Uzyskane z ich sprzedaży  fundusze pozwoliły na zamówienie kilkunastu nowych czołgów 7TP.

Fot. 9 Zniszczone i zdobyte przez Niemców  R017.jpeg

W trakcie mobilizacji we wrześniu 1939 r. 32 „renówki” wykorzystano jako drezyny pancerne na podwoziach szynowych oraz sformowano trzy samodzielne kompanie (111, 112 i 113 kompanie, razem 45 czołgów)  wszystkie wystawione przez 2 batalion pancerny w Żurawicy. W działaniach wojennych użyte zostały  z niewielkim powodzeniem, a ich największym sukcesem  był udział w zakończonym zwycięstwem odparciu ataku XIX KPanc. dowodzonego przez H. Guderiana na Brześć. Próbujące się wycofać z Twierdzy Brześć „tobołki” zostały zniszczone przez swoje załogi z powodu braku paliwa i , drobnych niekiedy usterek, których naprawa w warunkach odwrotu stawała się niemożliwa. Do jakiego stopnia te przestarzałe, zużyte czołgi cieszyły się miłością swoich „pancernych” świadczy opis jednego z nich Zbigniewa Nagórskiego.

Fot.1 Jeden z żołnierzy pancernych. Na rękaw018.jpeg

Zygmunt Nagórski, Wspomnienia wrześniowe dowódcy 3 plutonu 112 samodzielnej kompanii czołgów wolnobieżnych sierż. pchor. ppor. Zygmunta Nagórskiego, oprac. A. Nawrocki, Rocznik Przemyski, t. XLII, 2006, Historia Wojskowości, z. 1. , s. 123-182.

niezgrabne dłonie głaskały pancerz, oczy jakoś dziwnie świeciły w ciemnościach. Pierwsze uderzenie odbiło się w głębi serc, zakłuło, zabolało fizycznie. Wszak ten sprzęt kupił Naród Polski za własną krwawicę, własną pracę, a teraz go niszczymy, grzesząc wobec Boga i ludzi. Nie wolno, nie mamy prawa bez ich wiedzy i zezwolenia. Pękła żelazna pokrywa, rozpadł się silnik na dwoje w potwornej męce zadanej ręką własnego pana. Wyciekła krew jego – benzyna. Ta sama ręka przytknęła zapałkę, zamieniając czołg w słup ognia. Odwrócony bokiem w poprzek szosy swoim nieruchomym cielskiem tamował ruch na drodze. Armata wymontowana z czołgu pojechała na najbliższej furmance. Amunicję rozrzucono po okolicznym polu. Myśl pozostawienia amunicji i wysadzenia jej wraz z czołgiem została zarzucona z obawy przed zranieniem własnych żołnierzy ciągle maszerujących tą drogą. Powoli, z ociąganiem i smutkiem w oczach odchodziliśmy z tego miejsca [...]. Drogę oświetlał wysoko buchający płomień. Przestałem się oglądać.   Nie upłynął kwadrans, gdy pierwszy czołg z mego plutonu, na skutek defektu silnika, odmówił posłuszeństwa. Usterka nie była skomplikowana, łatwa do usunięcia, potrzebny był tylko czas i benzyna, by móc ruszyć z miejsca. Ciężki młot – część składowa wyposażenia czołgowego – miał być teraz narzędziem śmierci. Kapral – dowódca czołgu – wziął go oburącz, podniósł do góry, zamachnął się i - opuścił. Spojrzał na mnie wymownie jakby z wyrzutem. Było mi tak samo głupio, tak samo smutno jak jemu. Bij chłopie, nie ma rady, tylko podziękuj mu za wszystko, przeproś za to, [co robisz]. Grube,

Maszerowaliśmy całą noc, znacząc drogę okaleczonymi trupami czołgów. Siedem z ocalonych dziewięciu nie zdołało pokonać pierwszego etapu marszu. Dwa dotarły do celu, którym był pobliski las. Tam dobrze ukryte z wymontowanymi częściami oraz zakopaną bronią i amunicją, czekają na nasz powrót. Z zawiązanymi oczami każdy z nas trafiłby dzisiaj do tego miejsca, zdawałoby się trudno dostępnego. Las był stary, a poszycie tak gęste, że niejednokrotnie trzeba było dużo wysiłku, aby się przedrzeć. Ale to nic, trafimy i wrócimy po was, byle byście tylko na nas czekały. Bądźcie cierpliwe, doczekacie jeszcze cudownego dnia triumfu.

Opublikował: Witold Wołczyk | Data publikacji: 13-12-2019 15:39
|