11.8 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

W cieniu Marszałka Piłsudskiego Mieczysław i Bolesław Ziemiańscy – ojciec i syn.

aut. Jan Krzysztof Mudryk - Wiślicki, „Nasz Przemyśl”, maj 2009 (Nr 56)

Po raz pierwszy ppłk. Bolesława Z. Ziemiańskiego zobaczyłem w 1970 roku. Miałem wówczas 13 lat. Mama ubrała mnie w garnitur i pojechaliśmy na ulicę Szarą 14, aby przekazać jakąś bardzo ważną, rodzinną wiadomość od rodziny z Przemyśla. Nie wiem dlaczego, ale miałem duszę na ramieniu, gdy słyszałem powtarzane mi słowa mojej mamy o Marszałku Piłsudskim i B. Z. Ziemiańskim. Był to wysoki, niezwykle postawny mężczyzna. Wyglądem, swoimi ruchami przypominał postacie z archiwalnych filmów ukazujących przedwojenny Paryż północy, czyli Warszawę. Była w tej sylwetce dystynkcja połączona powolnością ruchów spowodowaną chorobą. W korytarzu paliło się słabe światło. Ziemiański przywitał się z moją mamą i patrząc mi w oczy zapytał : „A Janek nie wejdzie do środka?” . Jego spojrzenie i te sekundy  bardzo dobrze zapamiętałem, ponieważ chciałem być obecny przy rozmowie i przypatrzeć się z bliska człowiekowi, który na co dzień był w pobliżu historycznej postaci. Wbrew moim oczekiwaniom mama powiedziała, że obecność syna nie będzie wskazana. Wizyta nasza trwała około 20 minut. Siedziałem na krzesełku w korytarzu i czekałem, kiedy otworzą się drzwi. Tak poznałem szefa osobistej ochrony Józefa Piłsudskiego. Pozostałem na wiele lat z obrazem tego przedwojennego oficera. Twarz jego, w miarę upływu czasu zaczynała się rozmywać. Jednakże,  gdy gdziekolwiek pojawiała się postać Komendanta łączyłem ją z przemyska rodziną Ziemiańskich. W żadnym  ze znanych mi archiwalnych  filmów, na żadnym przedwojennym zdjęciu oraz w niezbyt wielu współczesnych wydaniach albumowych  przedstawiających międzywojenne  sceny np. z Sulejówka, z życia legionowego, z Belwederu, Zamku  nie przedstawiały kapitana Ziemiańskiego, zaś niektóre wmawiały błędnie czytelnikom, że to jest właśnie kpt. Bolesław Ziemiański.

Natomiast wiele zdjęć rodzinnych przedstawiało jego brata, Józefa A. Ziemiańskiego studenta profesorów: Longchmpsa de Berier, Chlamtacza, Balzera z Wydziału Prawa UJK we Lwowie. Notabene profesor Longchamps de Berier dojeżdżał do Lublina na KUL, gdzie z uczelni znał dobrze mego stryjecznego dziadka, w okresie międzywojennym jednego z wybitnych znawców prawa kanonicznego  ks. prof. dr Jana Wiślickiego. „Jóźku Czuchraj”, jak nazywał go żartobliwie Bolesław, zwykle lubił być fotografowany w ogrodzie moich pradziadków przy Głębokiej 7 (dziś Grażyny 7) na Bakończycach  ze swą żoną Jasią, z rodzeństwem Wiślickich w ich nieistniejącym już, na wpół zbombardowanym przez Niemców domu  położonym w głębi ogrodu, w czasie sylwestrowego przyjęcia z roku 1938, z wzajemnych popołudniowych wycieczek nad Wiar. Józef z Janiną mieszkali na Bakończycach przy Głębokiej z rodzicami Janiny, Maria Pauliną Wałek i jej mężem Józefem. Przebywali tu od 1936  do 1946 roku. Dwa lata w tym okresie spędzili w Sanoku, gdy zastała ich wojna. W 1947 przenieśli się do mieszkania przy ulicy Moniuszki 5.

Janina Ziemiańska z d. Wałek z mężem Józefem , ul. Franciszkańska, Przemysl 1934.jpeg

Janina Ziemiańska z d. Wałek z mężem Józefem , ul. Franciszkańska, Przemyśl 1934

Po kilku latach, w październiku 1976 roku, zapukał energicznie do naszego warszawskiego mieszkania siwy mężczyzna ubrany w prochowiec, mówiąc niewyraźnie swe nazwisko: „Proszę przekazać rodzicom, że Pan Bolesław Ziemiański nie żyje. Msza będzie w kościele św. Trójcy na Solcu, a pogrzeb na Powązkach Wojskowych, zapraszają koledzy i żona”.

Na pogrzeb nie poszliśmy. Było deszczowo, wilgotno i  mama wolała, bym z uwagi na swe częste przeziębienia poleżał w domu. Dziesięć lat temu z fotografii umieszczonej w książce „Byłem z Marszałkiem” rozpoznałem tamtego mężczyznę. Był to jej autor  płk Antoni Dudziński,  jeden z kilku wtajemniczonych w ucieczkę Marszałka Edwarda Rydza – Śmigłego z Rumunii. Fotografię pokazałem mamie, która z miejsca wskazała mi na innym zdjęciu oprócz Bolesława, także jego siostrę Genowefę Nowak: „To przecież jest Gena, Gena Nowakowa!”. W 1989 roku w  warszawskiej księgarni natrafiłem na „Pamiętnik adiutanta Marszałka Piłsudskiego” pióra Mieczysława Lepeckiego w brzydkiej szacie graficznej. Czytając, przenosiłem się myślami do Przemyśla i w okolice  Belwederu, obok którego wielokrotnie chodziliśmy na rodzinne, niedzielne spacery Alejami Ujazdowskimi. Przypominały się Druskieniki i Pikieliszki, o których mówiła mi babcia w związku z wyjazdami Bolesława z Marszałkiem Piłsudskim.

LATA PRZEMYSKIE

Przyszły szef ochrony Belwederu niemalże całe swe dzieciństwo, aż po wiek maturzysty, spędził w grodzie nad Sanem. Kariera wojskowa, jakby wynikała z miejsca jego urodzenia i była mu przeznaczona: koszary,  właściwie „baraki wojskowe” w Skołoszowie. Syn pierworodny Mieczysława R. Ziemiańskiego i Anieli Małgorzaty z d. Nűrnberger został wpisany w księgę urodzeń z datą 18 czerwca 1901 roku w Skołoszowie pod Radymnem z adnotacją o owych „barakach wojskowych”. Rodzicami chrzestnymi byli Bolesław Ludwik Ziemiański brat ojca, kwestor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz Bronisława Ziemiańska z Leszczyńskich, druga żona Zygmunta Karola Ziemiańskiego, kolejnego brata Mieczysława, pracującego w Rzeszowie na stanowisku urzędnika magistratu. W kilku publikacjach, opracowaniach historycznych oraz w personalnych listach wojskowych, w których jest opis służby wojskowej B. Z. Ziemiańskiego powtarza się najczęściej data 1900 r. Zdarza się też, że i miejsce urodzenia np. Radymno. Sam Ziemiański zapewne celowo zmieniał swą datę urodzenia, np. w  kwestionariuszu wypełnionym w 1932  roku dla Biura Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości,  jako rok swego urodzenia podał 1898 a jako miejsce urodzenia… Sarajewo. W protokołach śledczych z okresu stalinowskiego podawał imię matki Aurelia zamiast Aniela a nazwisko panieńskie Nürnberger zamieniał na nazwisko Mazanowska.

W przemyskim mieszkaniu  przy Mickiewicza 63 opracowywał tematy szkolne  przed przystąpieniem do szkoły powszechnej. W roku 1910 uczęszczał do  Szkoły Wydziałowej męskiej im. A. Mickiewicza w Stryju. Było to spowodowane oddelegowaniem ojca, podurzędnika kolejowego do pracy w tym mieście.Otrzymał tam pierwszą Nagrodę Pilności za ukończenie roku, niewielką książeczkę krakowskiego wydawnictwa  „Czas”, pt. „W pięćsetletnią rocznicę 1410- 1910”. Po powrocie do Przemyśla został zapisany do Szkoły Powszechnej im. Stanisława Konarskiego. Nazwisko Ziemiańskiego pojawia się w katalogu głównym (dzienniku) Gimnazjum im. J. Słowackiego w Przemyślu w roku 1912, w którym związał się ze skautingiem. Był uczniem 64 osobowej klasy I „b”, gdy dyrektorem był prof. Władysław Bojarski. Wśród nauczycieli gimnazjalisty byli między innymi profesorowie: historii i geografii Apolinary Garlicki, matematyk dr Filip Axer. Kolegami z ławki szkolnej m.in.: Konrad Czyński, Leonard Ekert.

Bolesław Z. Ziemiański uczeń Gimnazjum im. J.Słowackiego ok.1918 r.jpeg

Bolesław Z. Ziemiański uczeń Gimnazjum im. J.Słowackiego ok.1918 r


W 1914 roku  w klasie II wstępuje do drużyny „Strzelca”. W czasie działań wojennych z uczniami pozostają profesorowie m.in. T. Trella, A. Münnich, A. Zmora. Niektórzy uczniowie kończą klasę w Wiedniu, Tarnopolu. Bolesław Ziemiański wraz ze swym kolegą Bronisławem Preschem ”ukończył klasę III w r. 1915 w Pradze (…)”. Nad nimi opiekę sprawowało  „Koło  praskie  Samarytanina Polskiego pod wezwaniem św. Wincentego a’ Paolo”.

Według kilku rożnych źródeł w okresie od 1915 roku do 1918 roku Bolesław Ziemiański służy w 2 pułku piechoty Legionów. Do Polskiej Organizacji Wojskowej Lwów – Kraków wstępuje w 1917 r. Na terenie Przemyśla pełnił funkcję dowódcy drużyny liczącej siedmiu członków, którymi byli uczniowie Gimnazjum. Miał w tym czasie stopień kaprala i prowadził ćwiczenia wojskowe oraz uczył ich terenoznawstwa.

W 1918 roku od kwietnia zostaje wysłany na trwający 4 miesiące kurs szturmowy, po czym zostaje urlopowany ze względu na kontuzje. Z końcem października 1918 roku wstępuje do 18 Pułku Strzelców Przemyskich i przydzielony zostaje do 1 kompanii szturmowej na Zasaniu, której dowódcą był ppor. Zygmunt Nowakiewicz. Ziemiański, jako datę swego wstąpienia do Wojska Polskiego w Przemyślu podał w swym przebiegu służby dzień 1 listopada 1918 roku. Od tej daty do 15 marca 1921 roku służbę wojskową przeszedł w stopniu szeregowca. Po 1921 roku był jeszcze  podporucznikiem (dowódcą kompanii). Egzamin dojrzałości złożył na Zasaniu w 1923 r. w III Gimnazjum, gdy był oficerem.     

Interesujący jest wątek dotyczący bezpośredniego udziału Bolesława Ziemiańskiego w walkach o Przemyśl, znajdujący się we wniosku z maja 1921 r. o odznaczenie Krzyżem Walecznych po raz drugi B. Z. Ziemiańskiego, skierowanym przez Kazimierza M. Osińskiego,  byłego  komendanta  Placu z 1918 roku w Przemyślu w walkach polsko-ukraińskich: „Podczas zdobywania miasta, atakował brawurowo na karabin maszynowy na moście żelaznym przyczem został ciężko ranny w obie nogi i piersi lewe w której po dziś dzień kula pozostała. Przyczynił się jednak do zamilknięcia tegoż.(…)”. Wniosek Kazimierza  Osińskiego opatrzony był pieczęcią „PIERWSZA OBRONA PRZEMYŚLA”. Pod nim podpisali się: „popieram” z wykrzyknikami: kpt. Marian Doskowski wówczas dowódca baonu, por. Leon Kozubski wówczas komendant 18 Pułku Strzelców w Przemyślu oraz mjr Julian Stachiewicz wówczas dowódca Odsieczy Przemyśla. We wniosku do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości z 1932 roku o odznaczenie Ziemiańskiego jest następująca informacja: „(…) Dnia 1 listopada 1918 r. stanął na czele plutonu studenckiego P.O.W.(…)”. Sam Ziemiański opisuje swoje działania w listopadzie 1918 roku następująco: „ (…) Ze sformowanymi oddziałami 10 pułku piechoty brałem udział w walkach z Ukraińcami i dn. 11 listopada 1918 w miejscowości Zasanie zostałem ranny w obie nogi i odszedłem do szpitala. Po wyzdrowieniu w dn. 29 lub 30 grudnia wróciłem do swojego oddziału i zostałem przydzielony do obsługi grupy pociągów pancernych. Z pociągiem pancernym „Śmiały” wyjechaliśmy pod Lwów i dnia 8 lutego 1919 roku zostałem ranny w lewą pierś i głowę, a następnie odszedłem do szpitala zapasowego nr. 8 do Krakowa.(…).”  W 10 pułku piechoty walczącym o Przemyśl był najpierw kapralem a później plutonowym w ramach POW. W zachowanym rodzinnym biogramie znajduje się następujący zapis: „(…) Z końcem października 1918 roku zorganizował oddział złożony z Peowiaków i uczniów gimnazjalnych, z którymi wystąpił z bronią 1. XI 1918 r. tworząc trzon kompanii szturmowej 10 pp (…)”.W pierwszych dniach listopada ginie jeden z jego przyjaciół z Gimnazjum Bronek Presch. Ziemiański znowu zostaje ranny, tym razem w lewe przedramię, pod Stawczanami w czasie przebijania się wojsk do Lwowa, będąc już w 37 pp. przemianowanym z 10 pp.

Żona Mieczysława Aniela ze swą matką Ludwiką i rodzeństwo pozostawało w ciągłym strachu i lęku o życie dwóch najstarszych mężczyzn, swego męża Mieczysława i syna Bolesława. W kartce pocztowej wysłanej z Przemyśla 1919 roku do szpitala w Krakowie mieszczącego się  „Pod Baranami”, Maria siostra Bolesława napisała do niego: ” (…) Ażeby Pan Bóg zaślepionych rusnaków i kluków cesarskich opamiętał, bo trudno wytrzymać tego wzajemnego mordowania się, to ludzie bez serca podobni do rzeźników.” Brat w kwietniu 1919 r. wraca do Przemyśla, do swego oddziału tj. do 37 pułku piechoty, gdzie zostaje przeniesiony do batalionu zapasowego z funkcją instruktora plutonu.

3 lipca 1919 roku Mieczysław R. Ziemiański, ojciec pięciorga dzieci, wystosował do magistratu przemyskiego pismo o poparcie  „przyjęcia syna Bolesława do szkoły podchorążych wojsk polskich w Warszawie” które zostało uwzględnione i podpisane osobiście przez burmistrza Józefa Kostrzewskiego. Bolesław Szkołę Podchorążych przy Alejach Ujazdowskich ukończył w listopadzie 1919 roku i mianowany został podporucznikiem z dniem 1 grudnia  i przydziałem do 2 pułku piechoty Legionów. Od 29 listopada walczy z wojskami bolszewickimi  m.in. pod Borysowem na froncie litewsko-białoruskim, gdzie dowódcami byli: pułku Stanisław Zosik – Tessaro, zaś brygady a potem dywizji Michał Żymierski. W walkach przeciwko nim w 1919 i 1920 r. w 2 pp Leg. pełnił funkcję dowódcy plutonu a po pół roku został dowódcą 8 kompanii. Z pułkiem przeszedł całą kampanię w jej najważniejszych bitwach: w walce odwrotowej od Berezyny aż pod Warszawę, dnia 2 września 1920 r. na froncie pod Trzeszczanami. W czasie Bitwy Warszawskiej odnosi poważną kontuzję w krwawej walce z oddziałami Konarmi Siemiona Budionnego, następnie walczy pod Hrubieszowem, Zamościem, w grupie pościgowej pod Mołodecznem, gdzie wziął udział w zdobyciu miasta.
W ofensywie gen. Wacława Iwaszkiewicza dotarł „(…) aż po Zbrucz we wschodniej Małopolsce (…)”.Dowództwo wniosło o odznaczenie Ziemiańskiego Krzyżem Virtuti Militari. W listopadzie 1920 roku wraca do 2pp Legionów, który przebywał na linii demarkacyjnej  litewsko - polskiej Druskieniki - Grodno.

Ojciec zaniepokojony brakiem wieści przed zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia pisze do Bolesława 20 grudnia 1920 r. z Przemyśla: „Kochany Synu, Dlaczego tak uporczywie milczysz? Należałoby parę słów do rodziców przynajmniej raz na tydzień napisać. Jesteśmy zaniepokojeni tem milczeniem i oczekujemy z dnia na dzień wiadomości od Ciebie lecz na darmo. Na ostatni mój list wcale nie odpisałeś. Zdrowi jesteśmy, nowin żadnych, dobrego nic. Wobec tego, że nie wiemy gdzie się obracasz, i czy w ogóle zamierzasz być w domu na święta przesyłamy Ci opłatek by jeżeli nie tutaj to tam podzielić się z Tobą radosną nowiną Bożego Narodzenia. Bóg najświętszy niech Cię ma w swej opiece, darzy zdrowiem i szczęściem zachowa, od wszystkiego złego i wynagrodzi Ci za Twe trudy, byś żył zdrowo i szczęśliwy setne lata w wolnej i niepodległej Polsce. Do próśb i życzeń ojca, dołączyła się matka, żaląca się, że „(…) drugie B. Narodzenie obchodzimy bez Ciebie. Każdy stara się by był na świętach z rodzicami, a Ty jak byś ich nie  miał. Staraj się przyjechać na Nowy Rok, bo Tato jest bardzo zmartwiony i przygnębiony. (…)Niech Cię Bóg darzy wszystkim czego sobie życzysz. Ściskam i całuję serdecznie. Twa Matka Aniela”. Pozostawiony w liście opłatek dla Bolka przetrwał do dnia dzisiejszego, czyli 89 lat w dobrym stanie. To nim  podzielili się rodzice ze swym pierworodnym synem.

Troskę o los syna stale nieobecnego przy rodzicach przenosiła matka na młodsze dzieci Marię, Genowefę, Kazimierza i 8 letniego Józefa a także na sieroty wojenne, którymi opiekowała się będąc w Komitecie Diecezjalnym Opieki nad Sierotami Obrządku Łacińskiego w Przemyślu, działając w Kole Polek przy Narodowej Organizacji Polek. Zachowała się  jej prośba o pomoc  u uz roku 1922 dla osamotnionych dzieci do ks. Wł. Sarny? (podpis nieczytelny - J.K.W.): „Najprzewielebniejszy Ks. Prałacie! Służebnice Serca Jezusowego proszą łaskawie o zapomogę od czasu do czasu dla sześciu sierót niżej wymienionych, które utrzymujemy w naszej Ochronce nie mając żadnych stałych funduszów. W takich warunkach trudno nam te sieroty wyżywić i przyodziać, a nie można je bez opieki pozostawić, gdyż są to zupełne sieroty nie mające żadnej bliższej rodziny. To też liczymy na dobroć  i łaskawość Najprzewielebniejszego Ks. Prałata i prosimy łaskawie, by raczył pamiętać o naszych sierotach. Przełożona siostra Emilia. Za Koło Polek Aniela Ziemiańska. Prośbę niniejszą bardzo popieram i gorąco polecam ks. Adam Leja.”

 

GRODNO, WILNO, WARSZAWA

W grudniu 1920 roku podporucznik B. Z. Ziemiański zostaje wzięty na kurs przeszkolenia dla oficerów I Armii w Grodnie prowadzony pod kierunkiem Francuzów. W Grodnie pełnił funkcję dowódcy kompanii a następnie adiutanta dowódcy batalionu z awansem na porucznika w styczniu 1921 roku. Na czele dywizji stał gen. Michał Żymierski. Po kampanii do Przemyśla przyjeżdżał dwukrotnie w celach szkoleniowych przy DOK X na kurs oficerów żywnościowych w 1923 r. i w 1924 na kurs metodyczno-oświatowy. W 1924 r. zostaje przeniesiony z Pińczowa z 2 pp do 6 pułku piechoty Legionów w Wilnie na stanowisko dowódcy kompanii szkolnej. W 1925 pełni funkcję oficera materiałowego czuwającego nad całym uzbrojeniem pułkowym. W pierwszych dniach lutego 1926 roku umiera w Przemyślu niespodziewanie jego najstarsza siostra mająca zaledwie 22 lata. Powodem śmierci było zatrucie organizmu jadem pająka w mieszkaniu przy Mickiewicza, wtedy to Ziemiańscy zdecydowali się na postawienie dużego grobowca rodzinnego na Cmentarzu Głównym przy ul. Słowackiego. Szczyt krzyża usytuowanego na jego wierzchołku zdobił artystycznie wykonany wieniec o delikatnym i misternym wzorze zamówiony przez rodziców we Lwowie.

Bolesław Ziemiański przechodzi w Warszawie kolejne szkolenia, w tym najważniejszy dla jego przyszłej drogi wojskowej, półroczny kurs informacyjno - wywiadowczy przeprowadzony przez Oddział II Sztabu Głównego w lutym 1927 roku. W połowie marca zostaje skierowany na praktyczne przygotowanie do pracy w wywiadzie w Ekspozyturze Nr 1 Oddziału II w Wilnie. Ekspozytura ta skierowana była wywiadowczo na Rosję i Litwę oraz częściowo na Prusy Wschodnie. W Wilnie podczas pracy w Ekspozyturze poznał swą przyszłą żonę Janinę Mościbrodzką z Hrynkiewiczów, urodzoną w zaścianku Jakubowicze obwodu grodzieńskiego. Pochodziła z herbowej rodziny Jastrzębiec. Przed 1918 rokiem była członkiem POW. Janina pracowała w Kancelarii Ogólnej jako maszynistka. W czasie ich pracy w Ekspozyturze zawarli związek małżeński  ok. 1930 r.

Janina Ziemiańska z Mościbrodzkich z mężem Bolesławem, Krynica 1937 r..jpeg

Janina Ziemiańska z Mościbrodzkich z mężem Bolesławem, Krynica 1937 r.

Włączenie Ziemiańskiego do wywiadu nastąpiło w trakcie poważnych zmian organizacyjnych prowadzonych w Sztabie Generalnym WP w Oddziale II w latach 1926-1929. W tym czasie najbardziej istotnymi w pozyskiwaniu informacji dla polskich celów strategicznych były stworzone komórki studyjne wywiadu o nazwach Samodzielny Referat „Rosja” i Samodzielny Referat „Niemcy” prowadzone przez Stefana Mayera, któremu podlegało w latach 1930-1939 jako szefowi Wydziału II Wywiadowczego Oddziału II SG Biuro Szyfrów (m.in. zajmującego się sprawą „Enigmy”).

Kapitan Ziemiański cieszył się dużym zaufaniem mjr. dypl. Stefana Mayera oraz ppłk. Aleksandra Prystora prowadzącego  główną drogę awansów wyższych stopni wojskowych oraz zasadnicze sprawy personalne. Doceniali jego wysokie kwalifikacje w czasie pracy w Wilnie.

 

KIEROWNIK OCHRONY
PANA MARSZAŁKA

Na stanowisko kierownika ochrony osobistej Marszałka Józefa Piłsudskiego z ramienia Wydziału „B” (wywiadu) Oddziału II Szt. Gł. zostaje skierowany w grudniu, po świętach Bożego Narodzenia 1928 r. Polecenie dostał od szefa Wydziału Wywiadowczego majora Adama Studenckiego. Dotychczasową ochronę przejmował od kpt. Millera i mjr Buslera osobistego adiu-tanta Piłsudskiego, którzy wprowadzili go w stan bieżący bezpieczeństwa Marszałka oraz przedstawili mu wszystkich pracowników ochrony. Wśród nich znajdował się m.in. uczestnik zorganizowanego przez Piłsudskiego w 1908 r. napadu na pociąg pocztowy pod Bezdanami agent Wojciech Młynarski. W lutym 1929 roku został przeniesiony do Referatu „C” Centrali Oddziału II Sztabu Głównego, będąc na etacie służby zewnętrznej.

Ziemiański równolegle przygotowywał wiosną 1929 roku agenturę przeznaczoną dla ochrony tajemnicy wojskowej w Głównym Inspektoracie Sił Zbrojnych.

W styczniu 1929 sytuacja zastana przez Ziemiańskiego wskazywała,  że za zadania ochronne odpowiedzialny był dowódca 1. Dywizjonu Żandarmerii otrzymujący dotacje pieniężne z Oddziału II. Jednakże sam Oddział II nie miał wpływu na rozchód środków, kontroli personelu, szkoleń, czynności służbowych. Poza tym dowódca dyonu polegał na kierownikach grup, z którymi miał rzadki kontakt kontrolny spowodowany nieobecnością agentury w ramach wykonywania codziennych zadań.

Tłem powołania Bolesława Ziemiańskiego na to odpowiedzialne stanowisko był m.in. głośny incydent zastrzelenia pełniącego służbę  wachmistrza żandarmerii Franciszka Koryzmy na tarasie parku belwederskiego, co miało także skutek szczególnego określenia w czyich kompetencjach miało spoczywać bezpieczeństwo na pierwszej osobie w państwie. Z pamiętnika kpt. Mieczysława Lepeckiego wydawać by się mogło, że ochroną Marszałka zajmowała się niewielka grupka ludzi, którą kierował kapitan Ziemiański, faktycznie rola kierownicza i organizacyjna Ziemiańskiego była o wiele znacznie szersza i bardziej odpowiedzialna. W zakresie zapewnienia bezpieczeństwa podjęte przez niego działania wybiegały poza utarte schematy i przewidywały mogące zaistnieć niebezpieczne sytuacje w kwestii ochrony Józefa Piłsudskiego. Jak chroniono Marszałka?

Zdaniem kpt. Ziemiańskiego sytuacja bezpieczeństwa Marszałka Piłsudskiego a także GISZ -u przypominała „bezkrólewie”. Nie oznaczało to, że tej ochrony brakowało, lecz że zajmowało się nią kilka instytucji, które powodowały chaos kompetencyjny. Ochrona Belwederu i GISZ -u np. nie posiadała swego etatu oficjalnego, co bardzo komplikowało zadania, jak również nie zapewniała personelowi bezpiecznych warunków egzystencji, w służbie zaś nie umożliwiała występowania na zewnątrz jako samodzielnej jednostce organizacyjnej w/w instytucji. Sprawa była na tyle skomplikowana, że organizacyjnie to co działo się w Belwederze i GISZ-u faktycznie ustalał osobiście sam Piłsudski, nieuznający ochrony. Ziemiański wiedział z własnej pracy, że Marszałek przeciwdziałał ochronie na każdym kroku i był wściekły, kiedy nie mógł się o niej nic dowiedzieć. Ochrona musiała się chronić przed samym ochranianym, co utrudniało organizacyjne, etatowe  ujęcie ochrony Oddz. II na terenie i w zakresie swej wykonywanej pracy. Kierownik ochrony nie miał żadnych ułatwień personalnych ani specjalnych prerogatyw a wszelkie pozytywne i negatywne oceny pracy jego i zespołu schodziły na anonimowy Oddział II Szt. Gł. W roku 1932 i 1933 agentura ochrony Marszałka Piłsudskiego i agentura GISZ przemianowana została na Centralną Agenturę Wydziału II „B” (zadania kontrwywiadowcze) gdzie powołany został Samodzielny Referat  prowadzony przez kapitana Ziemiańskiego, który określił podział funkcji w nowym systemie ochrony i przedstawiał się następująco:

1.Ochrona Belwederu wewnątrz i terenu belwederskiego – odpowiedzialnym był mjr Kazimierz Busler przełożony adiutantów i komendant warty belwederskiej żandarmerii. Buslerowi podlegały także XI Brygada Warszawskiego Urzędu Śledczego i agentura Oddz. II. 2. Ochrona GISZ-u wewnątrz i w administracji GISZ -u – odpowiedzialnym był  Szef Biura Inspekcji przełożony oficerów do zleceń i plutonu żandarmerii oraz agentury Oddziału II. Z organami Policji Państwowej nie miał związku, jednakże miał możliwość ich dysponowaniem. 3. Ochrona poza terenami jak wyżej. A) Sulejówek, jak pkt. 1., B) w drodze, w czasie spacerów, przejść do biura GISZ -u lub do M. S. Wojskowych, w czasie wyjazdów na terenie Warszawy lub okolicy – kierownik agentury Oddziału II w ścisłej współpracy z kierownikiem XI Bryg. Policji., C) wyjazdy poza te tereny – kierownik agentury Oddziału II, który w czasie podróży mógł zażądać pomocy aparatu Oddziału II i Policji Państwowej przez miejscowe organa bezpieczeństwa., D) w budynkach: Zamek Królewski, Prezydium Rady Ministrów – odpowiedzialne były lokalne organa ochrony.

I. Do składu ochrony należały: XI Brygada Warszawskiego Urzędu Śledczego od 80 do 50 ludzi. W skład wchodził patrol konny, który za dnia patrolował Aleje Ujazdowskie od Belwederu do GISZ -u w nocy przemieniając się na ruchomy dookoła Belwederu i GISZ -u, na wysepce przed Belwederem i w Alei Szucha róg Litewskiej. Posterunki cywilne w Łazienkach i dookoła Belwederu z siecią łączności telefonicznej i alarmowej, około 6-u, posterunek cywilny w Alejach Ujazdowskich w rejonie Belwederu z telefonem na dyżurkę i zarazem biuro Brygady, które mieściło się w Łazienkach w pobliżu wyjścia na ulice Parkową. W nocy do Parku Łazienkowskiego, co jakiś czas wpuszczano psy śledcze. Posterunki pełniące służbę w parku były przebrane za dozorców parkowych, jednak po pewnym czasie, jak zauważył Ziemiański ludzi tych nie można było użyć np. na trasie ulicznej, gdyż się zdradzali swą funkcją i niektórzy stali obserwatorzy życia Marszałka orientowali się po ich zachowaniu, że mogą spodziewać się jego przejazdu. XI Brygada utrzymywała w czasie letnim i świąt posterunek 1+4, który patrolował rejon ogrodu belwederskiego od zewnątrz, oraz wejścia, korzystając z posiłków od miejscowego posterunku Policji Państwowej. W czasie kierowania całością ochrony przez Ziemiańskiego  kierownikiem tej Brygady był nadkomisarz Włodzimierz Pitułej, po nim komisarz Kazimierz Wiśniewski. Ludzie dobierani byli selektywnie z szeregów Policji Państwowej przy współudziale Komendanta Gł. Komendy Głównej Policji Państwowej. XI Brygada podlegała nie tylko Buslerowi, ale też naczelnikowi  Urzędu Śledczego, naczelnikowi Wydz. Bezpieczeństwa oraz Komendantowi Głównemu osobiście dokonującemu inspekcji. II. Szwadron Ochrony Żandarmerii, który podlegał płk Bałabanowi i dowódcy 1. Dywizjonu Żandarmerii płk Popowiczowi z obsadą 120 -130 żołnierzy mieszczących się w GISZ -u od strony Alei Szucha, oraz od 1-2 oficerów młodszych z częstymi zmianami. Rolą Szwadronu było: wystawianie  wszystkich zabezpieczających wart i posterunków kontrolnych w M. S. Wojsk., GISZ -u., Belwederu, Sztabu Głównego,  prowadzenie listy interesantów, wydawanie przepustek. Na terenie GISZ -u poza posterunkami stałymi na dziedzińcu i wewnątrz budynku chodzili żandarmi obchodowi, do których należało doglądanie sprzątaczek i palenie papierów z koszów. Do budynku belwederskiego Szwadron wystawiał wartę w liczbie ok. 20 żołnierzy, która wystawiała stałe posterunki w parku i na tarasie ogrodu, połączone telefonem z wartownią. Nocą posterunki podchodziły bliżej Belwederu. W ciągu dnia dyskretnie usuwały się zwiedzającym  na boczne ścieżki.

W hallu Belwederu był zawsze starszy żandarm lub wachmistrz, na zmianę ci sami, wyrobieni, znający rząd i orientujący się w interesantach, którzy prowadzili książkę interesantów i gości (od 1923 roku zaufanym Marszałka był wachmistrz a później chorąży Walenty Wójcik, o którym, jak pisał w liście do mnie jego syn prof. Zbigniew Wójcik, Ziemiański zachowywał wdzięczną pamięć,  uczestnicząc w 1970 r. w warszawskiej Mszy św. w 30. rocznicę tragicznej śmierci żołnierza w czasie bombardowania Londynu, a później goszcząc profesora kilkakrotnie w swym mieszkaniu przy ul. Szarej). To oni meldowali do adiutantury przybywających, i im podlegał posterunek na bramie Belwederu, który jako pierwszy kierował interesantów i dawał wjazd pojazdom, ponieważ nie wszystkie auta mogły wjeżdżać z uwagi na niewielką przestrzeń przed budynkiem. Posterunek w hallu należał do opieki adiutantury i musiał wiedzieć o wszystkim, co dzieje się w pałacu. Podczas pobytu w Sulejówku willa Marszałka była chroniona przez posterunek żandarmerii 1 + 3 mieszczący się w okresie letnim na terenie tej posesji.

 III. Agentura Oddziału II Szt. Głównego: Po objęciu przez kpt. Ziemiańskiego funkcji i przeprowadzeniu redukcji personalnej, gdyż agentura była za stara wiekiem i nie wszyscy z agentów zaaprobowali nowe wymogi i wyrażali niechęć do przejścia do pracy w Oddziale II, byli niechętnie usposobieni do Oddziału jako socjaliści (wielu z nich było bojowcami PPS-u). Stan agentów wynosił 8-9 ludzi, ale po zmianach  nie byli czynni. Lokal dyżurny  agentów mieścił się naprzeciw wejścia do Belwederu, róg ul. Klonowej. Wielu spośród nich było towarzyszami Piłsudskiego z jego akcji bojowych, doskonali strzelcy z broni wszelkiego kalibru, przywiązani do służby którą pełnili. Uważali, że zabezpieczenie dają z bronią w ręku, a inna praca jak wywiad, obserwacja, etc. nie są już dla nich. Ziemiański musiał wiele czasu poświęcić na przestawienie agentury i dodanie młodych ludzi. Na agenturę spadała bezpośrednia ochrona. Wg Ziemiańskiego nigdy a w zasadzie rzadko było wiadomo, kiedy będzie Piłsudski robił jakiś ruch, bądź jakie ma plany i w jakim miejscu, dlatego jeden agent miał stały dyżur u wylotu ul. Klonowej i jeśli adiutantura nie zdołała zaalarmować dyżurki, on alarmował i cała zmiana wyskakiwała na ulice tworząc odpowiedni bądź pierścień posuwający się na niedużym dystansie lub na odległości bliskiej rozstawiając się, i w momencie odpowiednim krążąc tak po linii, aby wymijać bądź od tyłu bądź od przodu. Posterunki konny i pieszy, pierwszy naprzód jezdnią, a drugi w tyle posuwały się w kierunku marszu. Gdy takie przejście lub spacer był uprzednio znany, łącznie z cywilami z XI Brygady rozstawiani byli ludzie według przepracowanych wzorów, aby z chwilą ukazania się rozpocząć cyrkulację sięgającą na przykład aż do ulicy Agrikoli w wypadku przechodzenia lub spaceru Marszałka z Belwederu do GISZ -u. Wszystkie przejścia Ziemiański z agentami wyczekiwał godzinami, często adiutantura nie będąca zorientowaną i sądząc po pozorach trzymała grupę godzinami w stanie gotowym na przejście. Czas zawsze mógł być aktualny na ruchy, były godziny 9.30 do 1.00 w nocy, gdyż już po piątej godzinie nie następowały zmiany miejsc na nocleg. W okresie pełnienia funkcji komendanta ochrony przez Ziemiańskiego wyjazdy w kraju i za granicę (poza Maderę) były obsługiwane przez agenturę, jak również herbatka w Belwederze, teatr, raut, etc, co wymagało od agentów i prezencji osobistej i odpowiedniego ubioru. Często agenci musieli korzystać z uniformów (np. kolejowych), gdy nie było innego pretekstu do przebywania w pobliżu np. przetaczania salonki i jazda na stopniach.

 Według kpt. Bolesława Ziemiańskiego  problem ochrony miał dwa aspekty: ochrony i ochrony własnej, co wymagało napięcia i kalkulacji, czy wytworzona sytuacja ochronna jest naturalna, czy nie wzbudza podejrzenia, iż może być to trik ochrony. Dlatego każdy z agentów umiał posiadać  inicjatywę  i wyczucie osobiste jak zachować się, gdyż nikt nie mógł go obronić przed skandalem jaki z tego powodu powstawał, a każdy rozpoznany przez  Piłsudskiego agent nie mógł się więcej pokazać, gdyż miał Marszałek doskonałą pamięć. Maksymalna grupa do podróży to było 5 agentów do zabezpieczenia salonki na postojach i patrolowania pociągu. Sposób postępowania Piłsudskiego, iż nie mówił zwykle kiedy pojedzie i gdzie a tylko można się było uprzednio domyślać, gdyż dyspozycje były zwykle w ostatnim czasie konieczne im do wykonania podawane, stanowił duży czynnik bezpieczeństwa. Przyjazd na dworzec na przykład, w ostatniej chwili, powodował, że przeważnie nie tylko pasażerowie, ale ich odprowadzający nie zdążyli zauważyć. Kwestia punktualnych przyjazdów była opracowana z szoferem Zygmuntem Malinowskim, który jeździł szybko i każdy sprawnie współdziałał z drugim samochodem ochrony, jeżdżącym w tyle, z kierownikiem i przeważnie z drugim agentem Oddziału II Szt. Gł.
W przejazdach w mieście zawsze Ziemiański stosował dwie trasy, tj. powrót inną trasą i dobrego opanowania tych skrzyżowań ulic, gdzie powstają zatory publiczności. W tym celu w punktach takich był ktoś z ludzi ochrony, który zauważywszy samochody podchodził do posterunku kierującego ruchem ulicznym i nie dawał czekać.

Dochodzono do wprawy tak, że np. trasę Zamek – Belweder jeżdżono bardzo szybko i bez zatrzymywania, co było ważne, gdyż w użyciu były przeważnie samochody otwarte. Natomiast zupełnie niestosowane było używanie policji do obsadzania trasy, gdyż Piłsudski tego nie znosił i miało to zupełnie inny skutek niż ochronny, dlatego w Warszawie jeździło się bez ochrony trasy przez policję mundurową i śledczą, tej ostatniej jedynie używano przy dużych galówkach i w określonych bezpieczeństwa miejscach.

Ochrona w Druskienikach była całkowicie chroniona przez agentury Oddziału II, a posterunki oficjalne przy wejściu na noc w ogrodzie wystawiała miejscowa kompania Korpusu Ochrony Pogranicza, której dowódca dostawał osobiście rozkazy.
W Pikieliszkach służbę ochronną pełnili mundurowi policjanci z komendy wojewódzkiej i miejscowej (posterunki oficjalne), zaś miejscowy urząd śledczy wystawiał dwa na dzień i w noc patrol, zaś niemundurowa wystawiała kilka więcej w parku i nad stawem. Grupa Oddziału II nadzorowała dostęp od strony miasta i patrolowała kępy i zarośla, gdzie zwykle odbywały się spacery. We wrześniu 1930 r. Piłsudski wyjechał do Rumunii na miesięczny pobyt w miejscowości uzdrowiskowej Carmen Sylva,  gdzie Ziemiański i jego trzech pracowników strzegło osoby Marszałka. W grudniu Marszałek wyjechał na wyspę Maderę. Pojechał tam Ziemiański z mjr Stanisławem Kucharskim i Ignacym Harskim z Oddz. II Szt. Gł. Ochrona towarzyszyła tylko do Lizbony, ponieważ funkcje przejęli dalej Portugalczycy.

Wyjazdy do Rumunii na kuracje do Carmen Sylva i służbowo były chronione od granicy przez rumuńską policję śledczą ochronną, którą uważał Ziemiański za bardzo dobrze wyszkoloną w tym kierunku, zaś posterunki stale wystawiała żandarmeria a towarzysząca grupa Oddziału II (4 ludzi i kierownik) raczej dozorowali i kontrolowali posterunki rumuńskie, a gdy Piłsudski zatrzymywał się w ambasadzie to pełnili oni służbę wewnątrz budynku. Do Egiptu wyjechał Ziemiański jako kierownik ochrony i trzech agentów: Żarski, Kiciński i Jarosz. Ochronę po drodze pełnili oni na statku, a na miejscu w Heluanie wystawiali jeden posterunek w budynku mieszkalnym, 3 posterunki policji egipskiej, przy wejściu i dwa na tyłach ogrodu były zaciągnięte przed przyjazdem grupy Ziemiańskiego i tak pozostawały. Przejazdy do króla, na dworzec, etc. zabezpieczała miejscowa policja, przydzielając w tym celu oficera łącznikowego do Ziemiańskiego. Natomiast wyjazd Piłsudskiego do oazy na pustyni odbył się zupełnie bez ochrony egipskiej, jedynie Ziemiański i dwóch agentów podążało za autem poselstwa. Przed wyjazdem do Egiptu odbyły się konsultacje m. in. Ziemiańskiego z profesorem Kazimierzem Michałowskim, z którym przez wiele lat później utrzymywał serdeczne relacje. Z przyjęć i rewizyt egipskich gospodarzy zapamiętany był przez kapitana i przytaczany jako anegdota rodzinna dzień, w którym polscy goście mieli  przygotować  specjalną, typowo polską potrawę i podać na stół żywo zainteresowanym Egipcjanom. Na pięknie przygotowanym stole pojawił się staropolski bigos. Żołądki potomków faraonów jednak nie wytrzymały staropolskiej gościnności  i  z bladymi twarzami bardzo szybko odchodzili od stołu.

Agentura ochrony tajemnicy wojskowej GISZ zorganizowana przez Ziemiańskiego w 1929 roku składała się z pięciu agentów z Samodzielnego Referatu Informacyjnego DOK I lub z innych działów Oddziału II Sztabu Głównego, którzy zbierali wszelkie opinie z przeprowadzanych obserwacji personelu urzędniczego GISZ -u, również o ludziach przyjmowanych do pracy np. do prac sezonowych na terenie jednostki, również za interesantami przychodzącymi na teren placówki. W trakcie jego  pracy udało się natrafić na kilka osób związanych z wywiadem niemieckim, które w 1937 roku zostały zaaresztowane. W ramach pracy rozpracowywane były także osoby, co do których zachodziło podejrzenie o współpracę z wywiadem sowieckim. Agentura zbierała również opinie na temat kandydatów na wyższe stanowiska wojskowe. Na przełomie lat 1936/37 wraz ze współdziałaniem z Wydziałem Technicznym Oddziału II, Ziemiański wraz z majorem Harlandem na polecenie Oddziału II zorganizowali w każdym węzłowym urzędzie telekomunikacyjnym Polski stacje podsłuchowe na czas wojny przekazane odpowiednim urzędom telekomunikacyjnym jak również Dowództwom Okręgów Korpusu.

Kpt. Ziemiański stał na stanowisku, że ochrona jest koniecznym złem, gdyż we własnym państwie każdy powinien czuć się bezpiecznie, a swoją pracę wykonywał bez reklamy i hałasu, a opowiadane historie, jak to Marszałek „wyprowadził w pole” ochronę budowały tylko legendę Piłsudskiego. Bratanica Bolesława Ziemiańskiego Aniela 1. v. Fitowska, 2. v. Stankiewicz wspominała, że stryj stanowczo podkreślał, że jego „służba dla Pana Marszałka była całkowitym i bezwzględnym oddaniem na śmierć i życie”. W takim zakresie ofiarnej służby i kontekście całości zakresu pracy było niedopuszczalne pozostawienie Marszałka i rodziny bez ochrony.

Pułkownik  Teodor Furgalski Szef Oddziału II w październiku 1932 r. wnioskował do gen. Janusza Gąsiorowskiego Szefa Sztabu Głównego o odznaczenie kapitana Orderem Polonia Restituta V. klasy. Według opinii Furgalskiego, Ziemiański „(…)zawsze na posterunku, zawsze czujny i przewidujący, obowiązki swoje wypełnia niezwykle sumiennie i precyzyjne. Doskonały informator, w lot rozpoznaje zawiłe sprawy ze swego odcinka pracy i umożliwia powzięcie właściwej decyzji w delikatnych sytuacjach. Pracuje nader ofiarnie, nie szczędząc sił i zdrowia. Wyniki pracy kpt. ZIEMIAŃSKIEGO muszą być ocenione jako wybitne. Ogólny poziom zasług kpt. ZIEMIAŃSKIEGO przekracza znacznie granice nawet wysokich wymagań.” Do uzasadnienia nadania odznaczenia Ziemiańskiemu dołączona została ocena gen. J. Gąsiorowskiego, który opinię Szefa II Oddziału podtrzymał w całości, gdyż „(…) pracy kpt. Ziemiańskiego miałem możliwość przyglądać się dokładnie na stanowisku Szefa Biura Insp. G.I.S.Z. Swoją sumiennością, dyskrecją, bezwzględnym oddaniem służbie i wynikami pracy zasługuje jak najbardziej na odznaczenie. Obecnie będąc poważnie chorym od miesiąca pełni bez przerwy służbę. Podpis Szef Sztabu Głównego J. Gąsiorowski – Generał Brygady.19.10.1932”.Stanowisko kierownika Centralnej Agentury w Wydz. II.B Ziemiański zajmował do czasu przeniesienia go w stan nieczynny w marcu 1938 roku. Małżonkowie Janina i Bolesław Ziemiańscy mieszkali przy ulicy Belwederskiej 53 w Warszawie. W domu tym mieszkali adiutanci: Walenty Wójcik, Lucjan Miładowski, Tadeusz Jandura. Skrzydło mieszkania Ziemiańskich z oknami wychodziło na Belweder.

W czasie pełnienia służby z Przemyśla przyszła do nich wieść o zaręczynach i ślubie Genowefy, drugiej siostry Bolesława z sędzią przemyskim Gustawem Nowakiem, bratem rodzonym księdza biskupa diecezji przemyskiej Anatola Nowaka. Niedługo potem w 1930 roku odbył się pogrzeb zmarłego nagle sędziego Nowaka, który został pochowany w grobowcu Ziemiańskich. Genowefa samotnie wychowywała syna, któremu nadano po śmierci ojca jego imię. Rodzina blisko związana z Kościołem przemyskim swe sympatie wiązała ze Stronnictwem Narodowym. W tym samym roku w Przemyślu zostaje wybrany na prezesa przemyskiego koła SN dr Adam Kropiński.  W skład zarządu powołanego wcześniej w lipcu 1930 r. wchodził m.in.  pierwszy burmistrz miasta Józef Kostrzewski,  Romuald Kwiatkowski i Mieczysław R. Ziemiański, ojciec Bolesława. Także w przemyskim Podokręgu Komitetu Młodych Stronnictwa Narodowego obok przewodniczącego Włodzimierza Bilana w strukturze kierowniczej  pełnił funkcję członka zarządu  Kazimierz Ziemiański absolwent Gimnazjum K. Morawskiego na Zasaniu i UJK Wydziału Historii we Lwowie, drugi syn Mieczysława. Brat jego Józef Ziemiański na dwa lata przed wojną otrzymał pracę w fabryce „Guma” w Sanoku na stanowisku wicedyrektora d/s ekonomicznych dokąd przeniósł się z żoną i córką Anielą Bogumiłą, gdzie mieszkał do wybuchu wojny. Tuż przed katastrofą wojenną mieszkanie było pod obserwacją niemieckiej guwernantki a faktycznie  szpiega. Niemka „przypadkowo” zamieszkała w tym samym budynku przy ulicy Dominikańskiej.

Po śmierci Marszałka Piłsudskiego w 1935 roku kpt. Bolesław Z. Ziemiański pozostaje szefem ochrony Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego w swoich kompetencjach. W czerwcu 1936 roku zastąpił go mjr Kazimierz Kaciukiewicz dowódca szwadronu żandarmerii. Ziemiański został kierownikiem Centralnej Agentury Wydziału II B. W stan spoczynku przeszedł 1 kwietnia 1939 roku  i podjął pracę najpierw w firmie eksportującej żywność Oskara Robinsona „Dal” następnie w Związku Bekonowym Wiktora Przedpełskiego, którego dobrze znał  w Warszawie. Stan nieczynny kończył się 1 XI 1939 i miał Ziemiański przejść na emeryturę. Następuje zmiana mieszkania z Belwederskiej na Rakowiecką 39, co mogło  być  podyktowane ochroną, czy zleceniem obserwacji tajnej Kwatery Głównej Naczelnego Wodza mieszczącą się również przy Rakowieckiej.

30 sierpnia 1939 roku stawił się z kartą mobilizacyjną do Komendy Miasta w Warszawie, gdzie został ponownie włączony w prace Oddziału II Wydziału II „B”, jako oficer sytuacyjny zajmujący się utrzymywaniem i zbieraniem informacji z DOK z terenu, związanych z przypadkami dywersji. Zostaje przydzielony do drugiego rzutu Sztabu Naczelnego Wodza. Nocą z 5 na 6 września ewakuował się wraz z całym Oddziałem II z Warszawy do Brześcia nad Bugiem podążając za Naczelnym Dowództwem do Uściłogu k/Włodzimierza Wołyńskiego, dalej do miejscowości Pistyń nad b. granicą polsko – rumuńską. 19 września wraz z całym sztabem zatrzymali się na terytorium Rumunii.

cdn.

×

Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w celu przesyłania newslettera. Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi. Jestem świadomy/ma iż mam możliwość ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Administratorem danych jest Gmina Miejska Przemyśl z siedzibą Rynek 1, 37-700 Przemyśl