21.1 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Czarodziej z Zasania

aut. Jacek Błoński, „Nasz Przemyśl”, luty 2008 (Nr 41)

Poznając dzieje naszego miasta, możemy stworzyć wzorem znanego polskiego pisarza Waldemara Łysiaka własne, prywatne „Muzeum Wyobraźni Miasta Przemyśla”. w którym część sal powinna być poświęcona biografiom wybitnych mieszkańców. Wśród nich nie może zabraknąć postaci magicznych. Wśród wielkich uczonych, rycerzy i artystów znanych z kart historii w jednej z sal naszego muzeum wyobraźni moglibyśmy spostrzec nieco przygarbioną sylwetkę starszego pana z aksamitną czapeczką na głowie, o spojrzeniu, które właściwe jest tylko dzieciom, artystom i tym wszystkim, którzy przez całe swe życie poszukują nieznanych światów i lądów.

Kim był ów tajemniczy staruszek i dlaczego znalazł się w naszym nieistniejącym muzeum? Poważny, ale i uważny badacz historii Przemyśla powiedziałby, że  starszy pan był jednym z przemyskich rzemieślników, ale dla wielu mieszkańców naszego miasta, żyjących w drugiej połowie XIX wieku był on niezwykłym czarodziejem, którego kolejne machiny i dzicy lokatorzy jego ogrodu na Zasaniu pobudzały wyobraźnię oraz wprowadzały dziwny niepokój w monotonne życie statecznych  przemyskich mieszczan.

ATT00141.jpeg

Dla wielu przemyślan mieszkających na Zasaniu lub chodzących na spacery z prawobrzeżnej części miasta na ulicę 3-go Maja ogród mistrza stolarskiego Kleinlegera był. głównym celem popołudniowych spacerów i dziecięcych wypraw. Kleinleger był znanym i cenionym snycerzem w Przemyślu. Między innymi wykonał boczne ołtarze w kościele Franciszkanów poświęcone św. Annie i św. Józefowi (informacja umieszczona w „Echu Przemyskim z 22 IX 1898). Swoją pracę przy ołtarzach w kościele Franciszkanów złożył w intencji pomyślności w życiu jedynego syna. Lecz wykonywanie ławek, ozdobnych poręczy i konfesjonałów nie wystarczało na spełnienie wewnętrznej pasji rzemieślnika – artysty. Całymi dniami w jego pracowni powstawały dziwne machiny i urządzenia, o których krążyły legendy wśród mieszkańców miasta. Jak większość wynalazców przypuszczalnie nie potrafił znaleźć wspólnego języka z sąsiadami, którzy patrzyli ze zdziwieniem, ale i z ciekawością na dziwnego snycerza i jego wynalazki.

Do pracowni mistrza miał jednak wstęp każdy, kto podchodził ze zrozumieniem dla wynalazków i poszukiwań „czarodzieja” z Zasania. Na ogół zamknięty w sobie Kleinleger z nieodłączną aksamitną czapeczką na posiwiałych włosach, na pytania dotyczące jego machin momentalnie się ożywiał i z pasją objaśniał tajniki swoich skomplikowanych maszyn i odkrywał plany zbudowania takiej machiny, którą „świat w zdumienie wprowadzi”. Poznając bliżej mistrza można było zauważyć, że był to człowiek oczytany, uważnie śledzący wszystkie ówczesne osiągnięcia naukowe. Połączenie zdolności i wiedzy technicznej z niewątpliwym talentem i wrażliwością artysty, tak potrzebnymi w rzemiośle artystycznym, budziło podziw wielu przemyślan. Zapewne wzorem i inspiracją dla mistrza rzemiosła snycerskiego była osoba wielkiego Leonarda da Vinci. Dla młodszych mieszkańców miasta właściciel ogrodu z przedziwnymi wiatrakami i różnymi machinami, których przeznaczenia nikt z postronnych nie znał, Kleinleger był czarodziejem z tajemniczego ogrodu przy ul. 3-go Maja.

Wśród mieszkańców Przemyśla krążyło wiele anegdot i historii związanych z postacią Kleinlegera. Większość z nich poszła w niepamięć z biegiem lat. Jedną z tych zapomnianych historii jest budowa pierwszej w naszym mieście łodzi napędzanej mechanicznie.

ATT00044.jpeg

Pewnego dnia ludzie spacerujący nad brzegiem Sanu ze osłupieniem zobaczyli dziwną scenę. Kilku robotników pod kierownictwem samego mistrza stolarskiego usiłowało zepchnąć do wody dziwną łódź o dość sporych rozmiarach. To, co wyróżniało ten „statek” od innych łodzi pływających po rzece, to były dwa wielkie koła zaopatrzone w szerokie łopaty. Po kilkudziesięciu minutach na pokład łodzi wkroczył sam Kleinleger w otoczeniu kilku młodych śmiałków. Następnie snycerz gromkim głosem wydał polecenie, aby odwiązać cumy (liny służące do mocowania lodzi lub statku) i dziwna łódź wyruszyła w swą pierwszą i jak się okazało ostatnią podróż, żegnana przez zdumionych dorosłych i zachwyconą dzieciarnię. Dokąd w swym dziewiczym rejsie chciał dopłynąć jej budowniczy, tego historia nam nie przekazała. Wiadomym jest tylko, że po niedługim czasie łódź osiadła na mieliźnie na wysokości dzielnicy Wilcze, a jej nowatorski, jak na tamte czasy, napęd uległ zniszczeniu. Ponieważ także kadłub uległ poważnym uszkodzeniom, „statek” Kleinlegera już nigdy nigdzie nie popłynął, podobnie jak jego konstruktor, który na tej przygodzie zakończył swoją dość krótką karierę żeglarską.

Na wiele lat przed powstaniem zwierzyńca w parku miejskim mistrz w aksamitnej czapeczce stworzył pierwsze miniaturowe „zoo”. Można przypuszczać, że dla wielu znanych i tych zapomnianych przez historię przemyślan wizyta w „tajemniczym ogrodzie” była wydarzeniem z rodzaju tych, które pamięta się przez cale życie. Dziennikarz sprzed ponad stu lat tak opisał ogród, zwany od nazwiska właściciela „kleinleglerówką”: „…Kleinleger, mistrz w swoim zawodzie, był wielce postępowym i miał skłonność do mechaniki […] Owóż w ogrodzie ustawił on wiatraki, młyny poruszane ukrytymi sprężynami i klatki, gdzie trzymał różne ptactwo, swojskie lisy i wilki. Podziwiano i tłumnie chodzono tam, aby podziwiać figle mechaniczne i miniaturowy zwierzyniec”.

ATT00143.jpeg

Niestety, pasja tworzenia nowych wynalazków z czasem spowodowała, że Kleinleger coraz mniej czasu poświęcał pracy zarobkowej. Twórcza potrzeba odkrywania nowych rozwiązań technicznych, utrzymanie i wykarmienie dość sporej gromadki czworonożnych podopiecznych wymagały sporych nakładów finansowych. Po pewnym czasie „czarodziej” z Zasania popadł w długi. Chcąc spłacić wierzycieli, Kleinleger musiał zrobić to, czego obawiał się najbardziej. Zlikwidował zwierzyniec, a następnie sprzedał ogród. Przedziwne machiny opuszczone przez swego twórcę w krótkim czasie uległy zniszczeniu, a sam mistrz przeprowadził się do prawobrzeżnego Przemyśla, gdzie przy ul. Wodnej przez pewien czas prowadził kawiarnię i gospodę. Pozbawiony snycerskiej pracowni, przytłoczony kłopotami przestał wymyślać nowe maszyny, a po kilku latach odszedł z tego świata. Jak przystało na „czarodzieja” zniknął po cichu. Dziś zapomniany krąży po naszym muzeum wyobraźni miasta Przemyśla i tylko spóźniony, nocny przechodzień być może zauważy starszego pana w aksamitnej czapeczce, poszukującego swego „tajemniczego ogrodu” i czarodziejskich machin.

×

Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w celu przesyłania newslettera. Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi. Jestem świadomy/ma iż mam możliwość ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Administratorem danych jest Gmina Miejska Przemyśl z siedzibą Rynek 1, 37-700 Przemyśl