14 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Zmarł mjr Aleksander Szymański ps. "Korab"

Z głębokim żalem informujemy, że 27 grudnia 2017 r. odszedł na Wieczną Wartę Mjr w st. spocz. Aleksander Szymański, ps. „Korab”.

Urodzony 12.12.1927 r. w Przemyślu w rodzinie patriotycznej, Harcerz, Żołnierz Armii Krajowej Obwodu Przemyskiego „Polana” w Oddziale Dyspozycyjnym „Lipowica” Komendy Obwodu Przemyśl, zajmującym się propagandą i małym sabotażem, uczestnik akcji „N”, łącznik i kolporter podziemnej prasy na trasie Przemyśl-Leżajsk-Przeworsk-Rzeszów w latach IV 1942 – IX 1943 r.

17.jpeg

Za przynależność i służbę w szeregach Armii Krajowej aresztowany przez Gestapo we wrześniu 1943 r. Więziony w więzieniu w Przemyślu i Tarnowie, skąd po nieudanych próbach wydostania z niemieckiego więzienia, czynionych przez bp. Franciszka Bardę, przetransportowany do KL Auschwitz, gdzie otrzymał nr obozowy 153 401. W grudniu 1943 r. jako 16-letni przedstawiciel pokolenia polskiej inteligencji przeniesiony do najcięższego z niemieckich obozów koncentracyjnych Mauthausen-Gusen, w którym żył naznaczony numerem 45 261. Został skierowany na niechybną śmierć do nadludzkiej pracy w kamieniołomach w Gusen. Uratowany przez dr. Władysława Gębika, trafił do fabryki produkującej kadłuby do samolotów Messerschmitta. Został wyzwolony przez wojska amerykańskie 5 maja 1945 r. o godzinie 17. Po wojnie powrócił do rodzinnego Przemyśla, gdzie zdał maturę w Liceum im. J. Słowackiego. Ukończył studia na Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Zawodowo pracował w Przedsiębiorstwie Budów Kolejowych.

30.jpeg

Był osobą wybitnie zaangażowaną w działalność społeczno-kombatancką. Zasiadał w Zarządzie Głównym Towarzystwa Opieki na Oświęcimiem i Zarządzie Głównym Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Przez dziesięciolecia piastował obowiązki prezesa rzeszowskiego Oddziału Polskiego Związku Byłych Więźniów Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Sprawował zaszczytną funkcję Męża Zaufania Stowarzyszenia Maximilian Kolbe Werk jako koordynator akcji charytatywnych i świadczących pomoc byłym kacetowcom i ich rodzinom. W 1989 r. zakładał struktury Okręgu Podkarpackiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, któremu przewodniczył na stanowisku prezesa przez 24 lata społecznej pracy związkowej. Należał także do Związku Inwalidów Wojennych. Za działalność na rzecz przetrwania pamięci i prawdy o niemieckich obozach koncentracyjnych został odznaczony Krzyżem Komandorskim, Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz tytułem Kustosza Pamięci Narodowej. O ofiarnej i oddanej służbie świadczą liczne odznaczenia i medale, m.in.: Krzyż Oświęcimski, Krzyż Partyzancki, Krzyż Armii Krajowej, Krzyż Więźnia Politycznego, Krzyż Wolności i Niepodległości, Złoty Krzyż Zasługi oraz wiele innych.

75_m.jpeg

Był człowiekiem wielkiej szlachetności i niespotykanej skromności, inspiratorem wielu cennych działań upamiętniających historię naszego narodu, przykładem bezinteresownej służby, bohaterem, nauczycielem i mistrzem dla młodego pokolenia, wzorem poświęcenia w trwaniu na straży pamięci wbrew chorobie i przeciwnościom losu. Odszedł Honorowy Obywatel Przemyśla, laureat Nagrody Honorowej „Świadek Historii”, Żołnierz do końca wierny swej akowskiej przysiędze i Najdroższy Przyjaciel.

W październiku 2017 r., na skutek ciężkiej choroby, zrezygnował z funkcji prezesa Okręgu Podkarpackiego ŚZŻAK. Żegnając się, napisał m.in.: „Niech mi wolno będzie złożyć Państwu moje najwyższe uszanowanie za lata wspólnej pracy, za słowa życzliwości, za wszelkie gesty wsparcia mojej osobistej działalności, którą wykonywałem, by spłacić mój dług wobec Ojczyzny. […] Deklaruję, że w miarę możliwości będę uczestniczył w życiu społeczno-kombatanckim naszego województwa, gdyż z żołnierskiej przysięgi zwolnić mnie może tylko jedno!”

8.jpeg

Agnieszka Iwaszek

sekretarz śp. Pana mjr. Aleksandra Szymańskiego

Ostatnie publiczne wystąpienie Pana mjr. Aleksandra Szymańskiego, wygłoszone podczas obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych w dniu 14 czerwca 2017 r.:

Nazywam się Aleksander Szymański. To imię i nazwisko identyfikuje mnie od 90 lat, z wyjątkiem dwóch, kiedy przestałem być sobą, a zaistniałem jako NUMER – haftling (po polsku: więzień) – numer 153 401 w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz. Pierwszy obozowy numer (miałem jeszcze dwa inne) 153 401 mam wytatuowany na lewym przedramieniu. To moja tożsamość w obozie, to sześć cyfr, dzięki którym się nie zagubię, to znak mojej przynależności do obozu, choćbym nie wiem jak bardzo chciał go opuścić i wymazać z pamięci…

Pomyślcie, moi drodzy, jak wielka różnica dzieli mnie – mój numer 153 401, zarejestrowany w Auschwitz we wrześniu 1943 r. – od numeru 33 – od Stanisława Ryniaka – pierwszego polskiego więźnia niemieckiego obozu Auschwitz, który otwierał listę ofiar niemieckiego obozu koncentracyjnego 14 czerwca 1940 r. To jest, jak szybko policzymy, 153 368 istnień ludzkich – nazwisk i imion – zarejestrowanych na przestrzeni zaledwie trzech lat funkcjonowania KL Auschwitz. A pamiętajmy, że KL Auschwitz-Birkenau istniał jako zbrodnicza fabryka śmierci do stycznia 1945 r. W Auschwitz, jak w każdym innym niemieckim obozie, rasa panów – niemiecka komendantura obozu –  dokonywała selekcji. Wybierano sobie, kto ma żyć. Pamiętam jak w Auschwitz każdy musiał przechodzić przez taki drewniany próg, na którym była ułożona deska; jeżeli przeszedł i się nie zachwiał, miał prawo żyć; jeżeli nie – trafiał od razu do krematorium. Pytam siebie, czy dzisiaj przeszedłbym po tej desce? Czy miałbym prawo żyć? Słabych, niepełnosprawnych, chorych i starych, bez rejestrowania, odsyłano do gazu. Któż więc zdoła bezbłędnie policzyć wszystkie ofiary niemieckiego ludobójstwa w Auschwitz-Birkenau? A to tylko jeden z kilkudziesięciu niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i obozów zagłady.

Są tu dziś ze mną, ale przede wszystkim dla was, moi zacni i wspaniali Przyjaciele, którzy przeżyli piekło obozowych lat.

Chodziliśmy ubrani w obozowe pasiaki z czerwonym winklem, oznaczającym więźniów politycznych. Obok nas żyli i umierali inni więźniowie polityczni, często nasi ojcowie, krewni, przyjaciele, bez litości ginęli z głodu i wycieńczenia więźniowie z różowym trójkątem na pasiaku, o innej orientacji na życie i światopoglądzie, tracili swoje człowieczeństwo także więźniowie z zielonym winklem – kryminalni…

Ja, haftling numer 153 401, musiałem skłaniać głowę przed największymi niemieckimi zbrodniarzami. Co dzień wczesnym rankiem maszerowałem wraz ze swoim komando do ciężkiej, ponadludzkiej pracy, najpierw w żwirowni przy Auschwitz, gdzie jesienią 1943 r., brodząc w Sole wydobywaliśmy żwir, później w kamieniołomach w Gusen, tocząc na lory ogromne głazy, najdłużej pracowałem dla Messerschmitta, niemieckiej fabryki samolotów, bombardujących wojenną Europę. Pracowałem w ponadludzkim wysiłku dla nadludzi – niemieckich panów życia i śmierci – za łyk wodnistej zupy z brukwi, którą Niemcy zwykli karmić świnie, za gliniasty chleb (nijak nie podobny do dzisiejszego najgorszego gatunku) i za… życie, tak za życie… upodlone i sponiewierane przez nienawiść, wzgardę i upokorzenie, ale w nadziei, że doczekam innego.

Ja, Aleksander Szymański, chcę Wam powiedzieć, mając w pamięci okrucieństwo Golgoty Zachodu, jak nazywa się niemieckie obozy koncentracyjne i gehennę wszystkich jej ofiar, ŻYCIE NASZE JEST DLA WAS PRZESTROGĄ, NIE LEGENDĄ!! To, co się stało w niemieckich obozach koncentracyjnych jest świadectwem największej wzgardy człowieka dla człowieka i największym dramatem dla ludzkości. Zastanówcie się jednak, czy nienawiść, nieposzanowanie życia innych, wzgarda dla słabości, nietolerancja wszelkiej odmienności, mniemanie o wyższości własnej racji  i nacji przeminęły wraz z obozami? Z tym pytaniem Was zostawiam. Pamiętajcie jednak: ŻYCIE NASZE JEST DLA WAS PRZESTROGĄ, NIE LEGENDĄ!!

Opublikował: Witold Wołczyk | Data publikacji: 29-12-2017 13:19