12.8 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Dni klęski. Dni chwały.

aut. Lucjan Fac, „Nasz Przemyśl”, wrzesień 2007 (Nr 36)

Przemyśl od czasów austriackich był potężnym miastem garnizonowym. Jako stolica Okręgu Korpusu nr X (powołany w 1919 r. jeszcze jako Okręg Generalny), przepełniony był nie tylko instytucjami wojskowymi, warsztatami, szpitalami, składnicami, itd., ale był miejscem stacjonowania wielu oddziałów liniowych. Ich żołnierze przez dwadzieścia lat II Rzeczypospolitej wrośli w krajobraz miasta. Stali się jego trwałym elementem uczestnicząc w jego życiu, obstawiając wszystkie uroczystości państwowe i religijne, współpracując z przemyskimi szkołami, czy też pracując na rzecz miasta (np. budowa jazu na Sanie). Z dumą przemyślanie spoglądali na żołnierzy i oficerów 5 pułku strzelców podhalańskich, który stacjonował w koszarach przy ulicy Słowackiego. Ich peleryny, kapelusze z orlim piórem, dziarski krok i marsowy wygląd napawały przecież dumą i poczuciem bezpieczeństwa. Ulubieńcami całego miasta i regionu byli stacjonujący w koszarach przy ulicy 29 listopada żołnierze 38 pułku piechoty imienia Strzelców Lwowskich. Pełno w mieście było również artylerzystów, a to za przyczyną 22 pułku artylerii lekkiej stacjonującego w koszarach przy ulicy Lwowskiej oraz 10 pułku artylerii ciężkiej stacjonującego w pikulickich koszarach (obecnie ulica Herburtów). Byli również saperzy z 4 pułku z Zasania i szereg innych pomniejszych jednostek. Nieopodal w Żurawicy stacjonowała, wchodząc w skład garnizonu przemyskiego, 1/5 polskich sił pancernych (185 czołgów i tankietek), zebrana w 2 batalionie pancernym. Wojsko Polskie tworzone przez całe dwudziestolecie międzywojenne ogromnym nakładem sił i kosztów było dumą całego narodu. Prestiż i uznanie społeczne dawały mu najwyższy współczynnik zaufania społecznego. Wynikały z nich również nadzieje, jakie w wojsku pokładano. Dawało ono nie tylko poczucie, lecz wręcz gwarancję bezpieczeństwa. Rozczarowanie więc było bardzo głębokie. 

Kampania wrześniowa była klęską II Rzeczypospolitej, była klęską jej sił zbrojnych. Wojsko Polskie nie było w stanie obronić własnego narodu. Z takim trudem wywalczona niepodległość zaledwie po dwudziestu latach została zamieniona w mrok hitlerowskiej i sowieckiej okupacji. Klęska armii polskiej była tym bardziej dotkliwa, że nie znano jej przyczyn. Nikt w tym czasie nie znał szczegółów blitzkriegu. Nieznane były kulisy dyplomacji francuskiej i angielskiej, a więc naszych sojuszników. Nikt, łącznie z Francuzami i Anglikami nie zdawał sobie sprawy z faktu, do jakiego stopnia również armie tych mocarstw nie są przygotowane do nowoczesnej, wojny błyskawicznej, wojny totalnej. Ocena wysiłku zbrojnego kampanii wrześniowej, z pierwszych miesięcy okupacji, była miażdżąca. Pozostawał tylko żal i smutek, ale jednocześnie niepokój o tych, którzy z przemyskich, pikulickich, żurawickich koszar wyruszyli na wojnę. Dopiero w miarę upływu czasu zaczęło się okazywać, że przeszli oni swoistą wrześniową gehennę. Że podjęli walkę, że swój obowiązek wykonali w warunkach zupełnie innej wojny, o wiele lepiej aniżeli chociażby dumni Francuzi.

 Ulubieńcy miasta
38 pułk piechoty
im. Strzelców Lwowskich.

 Wyruszył na wojnę pod dowództwem ppłk dypl. Franciszka Grabowskiego, w sile trzech batalionów. Walczył w składzie 24 Dywizji Piechoty Armii „Karpaty”. O udziale 38 pp w kampanii wrześniowej pisał R. Dalecki: Wyładowany w rejonie na południe od Tarnowa pułk obsadza obronnie Dunajec na linii  Zakliczyn – Wróblowice, którego dzielnie broni w dniach 5-6 września, przy wydatnym wsparciu 60 dywizjonu artylerii ciężkiej majora Stanisława Rogóża, przed atakami czołgów i piechoty zmotoryzowanej niemieckiej 4 Dywizji Lekkiej gen. Hubickiego. Pułk ponosi ciężkie straty. Szczególnie były one wysokie w II batalionie mjra Bruno Rolke broniącym rejonu miejscowości Wróblowice nad Dunajcem. O świcie 7 września na rozkaz dowódcy Armii „Karpaty” następuje odwrót na linię Wisłoki pod Dębicą. Około południa pułk został dopadnięty pod Tuchowem przez czołgi 4 DLek. I po walce uległ poważnemu rozproszeniu. Stosunkowo najlepiej wyszedł z opresji III batalion mjra Józefa Böhma, który zbierając po drodze rozbitków z I batalionu mjra Józefa Jazienieckiego i II batalionu mjra Rolke, skierował się do Dębicy. Następnie po walce o to miasto batalion ruszył na San w rejon Jawornika Ruskiego przekraczając rzekę szczęśliwie i obsadzając jej wschodni brzeg. 11 września dowództwo nad zbiorowym 38 pp, mocno już uszczuplonym, obejmuje  ppłk Władysław Ziętkiewicz, były dowódca 1pp KOP „Karpaty”. W następnym dniu pułk toczy całodzienny ciężki bój na wschód od Birczy z niemiecką 2 DG gen. Feursteina. Ranny zostaje m.in. dowódca 5. kompanii kpt. Józef Nosalik. Dnia 14 września zbiorczy batalion 38 pp dowodzony przez mjra Böhma wspólnie z innymi oddziałami 24 DP przeciwnanciera w trudnym terenie leśnym pod Boratyczami na niemiecką 2 DG, która podeszła od Niżankowic, a 17 września bierze udział w obronie lasu „Na Chmurowem” w kompleksie lasów Janowskich. W dniu 18 września w rejonie Rzęsny Ruskiej podjęto nieudaną próbę przebicia się do oblężonego Lwowa. Następną próbę podjęto 19 września z kierunku Hołosko. Również i ona zakończyła się niepowodzeniem. Były to ostatnie walki żołnierzy 38 Pułku Piechoty Strzelców Lwowskich. Oddziały pułku w walkach pozostają do 20 września, kiedy to na rozkaz gen. Sosnkowskiego nastąpiło ich rozwiązanie, a żołnierze podejmują próby przedarcia się do Lwowa, Rumunii lub na Węgry. Część pozostała na terenie kraju w wielu przypadkach podejmuje działalność konspiracyjną.

 

Duma Przemyśla

5 pułk strzelców podhalańskich

5 pułk strzelców podhalańskich wyruszył na wojnę pod dowództwem ppłk Antoniego Żółkiewskiego w składzie 22 Dywizji Piechoty Górskiej. Pierwotnie była ona przeznaczona dla Armii „Łódź”. Jednak zagrożenie atakiem z kierunku zachodniej Słowacji spowodowało jej przekazanie Armii „Kraków”. W ten sposób 5 psp (konkretnie I i II batalion) wyładowany już z transportów kolejowych w rejonie Dębicy został ponownie załadowany i skierowany w rejon Krakowa i ostatecznie wyładowany w rejonie Trzebinia- Krzeszowice, skąd przeszedł w rejon Olkusza. Stąd. 6 września oba bataliony przemaszerowały w rejon Racławic. W nocy z 6 na 7 września Pułk w rejonie Złota i Jurkowa osłaniał przeprawę dywizji przez Nidę. W dniu 8 września walczył pod miejscowością Owczary, a 9 września pod Broniną, gdzie poniósł znaczne straty. W dniu następnym w trakcie marszu na Staszów 22 Dywizja Piechoty Górskiej została rozproszona. 11 września Pułk wchodzi w skład zgrupowania płk. Woźnikowskiego, wraz z którym przeprawił się przez Wisłę pod Połańcem i skierował się w kierunku Rozwadowa, aby w dniu 12 września stoczyć walkę w Jaślanach. W dniu 18 września Pułk wobec okrążenia i niemożności prowadzenia dalszych walk został rozwiązany. Natomiast 3. batalion Pułku, który odłączył się w dniu 2 września od Pułku wszedł w skład 156 Pułku Piechoty, wraz z którym walczył do dnia 9 września, gdy w okolicach Paszyna rozstał rozbity i prawie przestał istnieć.

Walki w rejonie Owczar miały swój szczególnie tragiczny wymiar, bowiem oddziały pułku poniosły tutaj bardzo dotkliwe straty, niestety również w wyniku błędów w dowodzeniu popełnionych przez dowódcę dywizji płk. dypl. Leopolda Endela-Ragisa, który zresztą później usiłował popełnić samobójstwo. O walkach w rejonie Owczar pisał kapitan Bętkowski: Obok mnie naciera kompania 2-ga, w odwodzie kompania 3-cia. Kompanie rozczłonkowane, ruszają przez podmokłą łąkę w ogniu dalekim artylerii i ckm. Strzelcy idą z brawurą. Dopadamy domków przy szosie. Bierzemy do niewoli 1-go Czecha, 18 letniego chłopaka, który nie wykazywał chęci do bicia się za Hitlera. Szybko oczyszczamy domki i dopadamy wzgórz. Jest już widno. Znajdujemy się w ogniu artylerii npla i ckm. Strzelcy jednak prą szybko naprzód i opanowujemy wzgórze. Naprzeciw siebie mamy następne wzgórza, na których znajduje się npl okopany. Posuwanie się dalsze jest niemożliwe ze względu na teren. Kompania zatrzymuje się i okopuje. Odległość od stanowiska npla wynosi około 600 metrów. Zaczyna się robić gorąco. Kompania znajduje się na szczycie wzgórza. Przed naszymi stanowiskami ciągnie się głęboka dolina nad którą panuje nieprzyjaciel. Na tym grzbiecie ugania się konno kpt. Różański d-ca kompanii ppanc. Z lewej strony szosa, na której ukazują się auta pancerne i czołgi niemieckie. Jednocześnie prawie, otrzymuje kompania z tyłu ogień własnych ckm oraz własnej artylerii, która strzela za krótko. Coraz więcej zabitych i rannych. Sygnału rakietą do wydłużenia ognia nie mogę podać gdyż dowódca  pocztu z rakietami gdzieś przepadł. Znaki ręką zawodzą-gońcy nie docierają do dowódcy batalionu, o którym nie wiem gdzie jest. Widzę w kompanii zdenerwowanie. Ze zdobycznego kb niemieckiego zaczynam strzelać do Niemców. Strzelcy podają mi amunicję. Chwalą mnie za celność gdyż 7-miu upadło. To trochę uspokaja kompanię. Zaczynamy opatrywać rannych. Z radością widzę, że z tyłu wychodzi natarcie sąsiedniego pułku. Radość szybko zamienia się w przerażenie, albowiem wzięto nas za Niemców i pułk otworzył na nas ogień.[prawdopodobnie były to oddziały 6 pułku strzelców podhalańskich z Sambora] W kompanii jest już co najmniej 13 zabitych. Usiłuję kompanię przesunąć w lewo na grzbiet lecz nie udaje się, to i strzelcy w popłochu wycofują się do lasu. W lesie udało mi się kompanie zatrzymać i uporządkować. Brak mi dowódców plutonów. Stan kompanii zmniejszył się prawie do połowy. Napotykam zabitego kapitana (nazwiska nie pamiętam), majora Wilczaka postrzelonego na wylot. Bitwa zaczyna słabnąć. Zabrakło wojskowego szczęścia przemyskim podhalańczykom, podobnie jak strzelcom 38 pp. Niestety również 22 pułk artylerii lekkiej okupił swój udział w kampanii ciężkimi stratami.

 

22 pal- artyleryjskie
wsparcie podhalańczyków

 W kampanii wrześniowej Pułk pod dowództwem ppłk Mariana Surmana, wziął udział w ramach 22 Dywizji Piechoty Górskiej, a jego poszczególne dywizjony zostały przydzielone do pułków tejżeż dywizji.  I tak: I  dywizjon – do  6 Pułku Strzelców Podhalańskich,  II – do 5 Pułku Strzelców Podhalańskich, III – do 2 Pułku Strzelców Podhalańskich. 3 września 1939 pułk wraz z całą 22 Dywizją Piechoty Górskiej zajął pozycje obronne w rejonie Olkusza na linii Klucze – Bolesław. Następnie w nocy 4 września rozpoczyna odwrót przez Wolbrom, Działoszyce, Skalbmierz nad rzekę Nidę. 6 września walczył z niemieckimi podjazdami pancernymi w rejonie Racławic. 7 września powstrzymywał natarcie wojsk niemieckich nad rzeką Nidą. W dniach 8-10 września prowadził wspólnie z jednostkami dywizji ciężkie walki w rejonie Jurkowa, Bronina, Owczar i Rytwina. 10 września dywizja w rejonie Rytwina poniosła tak ciężkie straty, że przestaje istnieć jako wielka jednostka. Resztki oddziałów piechoty i artylerii przeprawiły się przez Wisłę i walczyły w dniu 19 września w Puszczy Sandomierskiej, a 22 września 1939 w rejonie Bojanowa, gdzie nastąpiło rozwiązanie resztek pułku wraz z pozostałościami dywizji. 3 bateria I dywizjonu po przekroczeniu Wisły weszła w skład 23 Pułku Artylerii Lekkiej i 19 września brała udział w bitwie pod Tomaszowem Lubelskim. Pierwszy kontakt z nieprzyjacielem zapowiadał się obiecująco. Kilkakrotnie baterie poszczególnych dywizjonów udzielały wsparcia, w tym 5 i 6 pułkom strzelców podhalańskich. Jednak szybko okazało się, że blitzkrieg opierał się na szybkości i zaskoczeniu. Kilkakrotnie oddział znalazł się w momencie przegrupowywania pod nawałą ogniową artylerii niemieckiej. Dla pułku o trakcji konnej była to najgorsza sytuacja z możliwych. Potężna nawała ogniowa, która nieoczekiwanie spadła na Owczary, wywołała panikę trudną do opisania. Jeden z pierwszych pocisków trafił w działon artylerii ciężkiej, zabijając na miejscu całą obsługę. Część jezdnych ogarnięta paniką zaczęła uciekać, porzucając sprzęt i walczących kolegów. Ostatecznie panikę na stanowiskach ogniowych zdołano opanować i rozpoczęło się wycofywanie w kierunku Stopnicy przez Skotniki i Szczaworyż. Niezwykłą energią i odwagą wykazał się podoficer zwiadowczy 8 baterii, plutonowy Niedzielski, który w silnym ogniu artylerii niemieckiej pomagał wyciągać działa pozostawione na stanowiskach. W wyniku niemieckiej nawały artyleryjskiej II dywizjon 22 pal stracił w Owczarach 5 armat, zaś III dywizjon 2 haubice, obydwie w 8 baterii. Ocalałe działony wyprowadził z Owczar dowódca 22 pal – ppłk Surman. W najgorszej sytuacji znalazły się jednak działony I dywizjonu w rejonie Broniny, na które wyszło bezpośrednie natarcie niemieckie. 1 bateria, strzelająca z odkrytych stanowisk na szosie, straciła w wyniku nawały artyleryjskiej wszystkie działa. Obsługi zdołały wymontować zamki, które zatopiono w pobliskim stawie. 2 bateria straciła rozbite 2 działa. Pozostałe dwa dołączyły do wycofującej się piechoty i jeszcze tego samego dnia wzięły udział w walce z Niemcami w rejonie Prus i Skrobaczowa. I tak przez cały czas. Ciągłe nawały ogniowe artylerii niemieckiej, ataki Luftwaffe, która w szczególny sposób wypatrywała na drogach kolumn artylerii i co jakiś czas pojawiające się wypady niemieckiej broni pancernej. Kilkanaście razy działony 22 pal odpierały ataki czołgów niemieckich ogniem na wprost. Przykładem mogą być niezwykle ciężkie walki w rejonie Łosiniec, gdzie 18 września, według relacji, dowodzącego w tym czasie resztkami 22 DPG ppłk Szlaszewskiego wspierające natarcie działony 22 pal działały ponad wszelkie pochwały. Wtedy to zresztą w walce z niemieckimi czołgami skończyły się resztki amunicji. W nocy z 18 na 19 września działony 22 pal wycofały się do lasu Podlesia, stąd pod Sołokije koło Bełżca, gdzie 21 września zdemontowano działa, a z obsług utworzono plutony jezdnych, które nadal podejmowały próby przedarcia się do Lwowa.

 

10 pułk artylerii ciężkiej
- solidna pikulicka firma

10 pac pod dowództwem płk Jana Bokszczanina, w rzeczywistości stanowił jednostkę mobilizacyjną i na wypadek wojny miał wystawić pięć dywizjonów artylerii ciężkiej na potrzeby dywizji piechoty. I tak 2 dac (dywizjon artylerii ciężkiej) przekazano 2 DP Leg., 22 dac dla 22 DPG, 24 dac dla jarosławskiej 24 DP, 60 dac raczej w sposób przypadkowy poobdzielał swoimi bateriami i 24 DP i 11 Karpacką DP, a nawet 10 Brygadę Kawalerii Zmotoryzowanej płk Stanisława Maczka. Część działonów, które pozostały w pikulickich koszarach wzięła również udział w obronie Przemyśla. Ilość stoczonych walk przez baterie 10 pac zasługuje na oddzielną prezentację. Trzeba przyznać, że ta najcięższa przemyska formacja rodem z pilkulickich koszar, na wszystkich polach bitewnych kampanii wrześniowej zapisała się pełnymi chwały, ale krwawymi zgłoskami.

 Haubica 155 mm z 10 pułku artylerii ciężkiej podczas ostrego strzelania..jpeg

 

2 batalion pancerny Żurawica
-pomarańczowo-czarni -
początek pancernego szlaku

 Z koszar żurawickich do kampanii wrześniowej wyruszyło kilka jednostek. Były to 121 kompania czołgów lekkich „Vickers”, 101 kompania czołgów TKS, 301 batalion czołgów lekkich uzbrojony w najlepsze polskie czołgi 7 TP, 3 kompanie starych wolnobieżnych czołgów Renault R-17 FT, kompania czołgów rozpoznawczych, rzeszowskiego dywizjonu rozpoznawczego 10 BKZ i szereg mniejszych oddziałów. Największa jednostka 2 batalionu pancernego, czyli 2 batalion czołgów lekkich (nr. 301) pod dowództwem mjr. E. Karpowa pierwotnie przewidziany był dla Armii Odwodowej „Prusy”. Jednak po wyładowaniu się na stacji Bednary k / Nieborowa dowódcy nie udało się nawiązać łączności z gen. Dębem-Biernackim, za to w pobliżu znalazł się sztab Armii „Łódź” gen. Juliusza Rómmla, u którego Karpow zameldował przybycie 2 batalionu. Szef sztabu Rómmla, płk. Pragłowski skwitował to krótko: „Skoro spadł nam jak z nieba, to trzeba go brać”. Od samego początku batalion Karpowa stał się przedmiotem sporów kompetencyjnych, pomiędzy Rómmlem a Dębem-Biernackim, co negatywnie wpłynęło na współpracę obu dowódców. Ostatecznie pozostawiony w składzie Armii „Łódź”, batalion stoczył jedną z największych bitew pancernych kampanii wrześniowej. Była to akcja w ramach  Grupy Operacyjnej „Piotrków”, generała Wiktora Thomme. Przydzielający, gen. Juliusz Rómmel, zastrzegł,  że oddział może być użyty tylko „w całości i do przeciwnatarć”. Sytuacja taka zaistniała już 4 września. Wtedy i w dniu następnym batalion rozegrał tutaj na dalekich przedpolach Piotrkowa, nad rzeką Prudką pomiędzy Wolą Krzysztoporską, a Rozprzą, siłami dwóch kompanii swoją największą bitwę. 4 września walka rozegrała się w dwóch etapach. Po pierwszym nieudanym ataku Niemcy już o wiele lepiej przygotowani uderzyli ponownie. Wspomina podchorąży Mieczysław Białkiewicz z 1 kompanii: „Nie zdążyliśmy jeszcze odsapnąć, a tu znów na horyzoncie widać kłęby kurzu  - saperzy niemieccy w błyskawicznym tempie naprawili most .Kiedyż tamci wyjadą? No nareszcie ukazują się czołgi : jeden, drugi, trzeci i jeszcze dalsze. Zbliżają się. Już tylko 300 metrów, 200, … Czyżby nas nie widzieli ? Z napięciem czekamy na komendę. Dlaczego dowódca milczy? Wreszcie słychać przez radio: „Rysie tu Żbik .Otworzyć ogień, celować w klapy kierowców” Natychmiast biorę na cel drugiego z rzędu, podprowadzam na ciemną plamkę celownika i czekam, aż dostanie pierwszy. Na jego pancerzu widzę niebieskawy błysk, wóz skręca do rowu i tam pozostaje nieruchomy. Prawie jednocześnie naciskam pedał. Huk i taki sam błysk na pancerzu. Gadzina wpada na słup telegraficzny, przewraca go, staje. Gryziecki błyskawicznie ładuje działko. Poprawiam mu z lewej strony, jeszcze raz biję z działka. Za chwilę stanął w płomieniach. Spokojnie jak na poligonie waliłem z działka i cekaemu. Wtem znów odezwało się radio: trzeci pluton do natarcia: kierunek :prawy skraj wsi Jeżów. Po drodze likwidować pozostałe czołgi nieprzyjaciela i piechotę, potem rzucić się w pościg na prawym skrzydle kompanii”- krzyknął kpt. Próchniewicz. Momentalnie ruszyliśmy gazem przez szosę, a potem wzdłuż całej kolumny niemieckiej, z której połowa była unieszkodliwiona, ale reszta usiłowała się jeszcze bronić. Jak huragan przejechaliśmy się po Niemcach; potem ganialiśmy po polach jakąś piechotę z granatnikami i cekaemami. Do pościgu poszła także kompania Hajdenki”. Niestety bardzo szybko zabrakło paliwa i części zapasowych. Odwrót doprowadził do utraty prawie całego sprzętu. Niemniej jednak poziom dyscypliny żołnierzy pancernych zasługuje na uwagę. Oddziały żurawickich koszar prawie w całości dotarły do granicy z Węgrami i Rumunią. W większości wypadków kontynuowali oni walkę we Francji i w Anglii. Szczególnie wysoki poziom wyszkolenia polskich pancerniaków oraz ich dyscyplina ukazały się pod świetnym dowództwem Stanisława Maczka. Żurawickie oddziały, które weszły w skład dowodzonej przez niego Brygady (sami Niemcy nazywali ją „Czarną Brygadą”) całą praktycznie wrześniową trasę przeszły w walkach, niejednokrotnie dając przykład kapitalnego wyszkolenia, ogromnej odwagi i determinacji w walce. Atak 101 kompanii  czołgów rozpoznawczych (tankietek) porucznika  Ziemskiego na  Albigową uznano za jedną z najlepiej (wręcz wzorcowo ) przeprowadzonych  w kampanii wrześniowej akcji polskiej broni pancernej. Przyznał to zresztą sam Franciszek Skibiński: „Gdy na punkcie obserwacyjnym zameldował się dowódca TKS-ów por. Ziemski – Maczek dał mu krótki rozkaz bojowy. Pokazał mu po prostu w terenie swoich i nieprzyjaciela i powiedział : „Bij w skrzydło wzdłuż drogi!” Ziemski również nie tracił czasu na zbyt długie rozkazodawstwo i po minucie kompania TKS-ów na pełnym gazie wyjechała z południowego skraju miasta, rozwinęła się w marszu po obu stronach drogi z Łańcuta na Albigową i uderzyła w skrzydło Niemców, strzelając w ruchu i z krótkich przystanków ze swych najcięższych karabinów maszynowych. Rezultat kontrataku przeszedł najśmielsze oczekiwania. Niemcy zostali zaskoczeni w najbardziej absolutny sposób. Jeden i drugi czołg dostał skuteczne trafienia i nieprzyjaciel rozpoczął pośpieszny odwrót. Na ten widok dywizjon uderzył bagnetem na Albigową i odzyskał wieś w ciągu paru minut. Cała sprawa nie trwała dłużej niż pół godziny. Zagrożenie południowego skrzydła zostało błyskawicznie zażegnane ze znacznymi startami nieprzyjaciela, a kompania TKS-ów powróciła do odwodu bez straty jednej choćby tankietki”.

Udział jednostek przemyskiego garnizonu w kampanii wrześniowej, to powód do dumy każdego przemyślanina, to jednocześnie nakaz pamięci. W tak krótkiej prezentacji nie jestem w stanie przedstawić nawet znikomej części tego, co każdy historyk uznałby za ważne. Na oddzielne potraktowanie zasługują na przykład niezwykłe losy poszczególnych dywizjonów 10 pac, przy innej okazji może uda się wspomnieć przynajmniej o saperach przemyskich czy też żołnierzach tak wielu różnych instytucji, jakie znajdowały się w naszym mieście.