31.3 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Powrót majora

aut. Zenon Andrzejewski, „Nasz Przemyśl”, maj 2007 (Nr 32)

12 kwietnia 2007 r., słonecznym wczesnym popołudniem, na Cmentarzu Głównym w Przemyślu odbył się pogrzeb zmarłego w Anglii mjra rez. pil. Stefana Tadeusza Chmielewskiego, jednego z ostatnich już lotników słynnego w latach II wojny światowej 300. Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej”. Zmarłego żegnała najbliższa rodzina, delegacja zarządu Towarzystwa Dramatycznego „Fredreum”, prezes Okręgowego Zarządu Związku Kombatantów RP i byłych Więźniów Politycznych w Przemyślu oraz grupka znajomych i przyjaciół. Ceremonii pogrzebowej przewodniczył kapelan Wojska Polskiego o. ppłk Andrzej Gut.

NP52.jpeg
Stefan Tadeusz Chmielewski urodził się 13.01.1921 r. w Rzeszowie, jako syn Bolesława i Jadwigi z d. Holinkowskiej. Ojciec był inżynierem wodnym po Politechnice Lwowskiej i jako c.k. starszy inżynier kierował regulacją Sanu i Skawy. W roku 1908 pracował z c.k. młodszym inżynierem Władysławem Sikorskim, który po skończeniu Politechniki Lwowskiej zajmował się pomiarami Sanu w Nisku i jego okolicach. Charakter pracy zmuszał inż. Chmielewskiego co kilka lat do zmiany miejsca zamieszkania. Wkrótce po urodzeniu się syna Stefana został przeniesiony z Rzeszowa do Przemyśla na stanowisko kierownika Państwowego Zarządu Wodnego, na którym pracował aż do przejścia na emeryturę. W Przemyślu był personą znaną i szanowaną. Przyjaźnił się z inż. Kazimierzem M. Osińskim, któremu podarował do Muzeum Ziemi Przemyskiej sztylet w lasce, po swoim dziadku Ferdynandzie Franciszku Suchodolskim, oficerze ordynansowym gen. Załuskiego, w okresie powstania listopadowego. Natomiast matka Stefana, Jadwiga, ofiarowała do zbiorów muzealnych siodło kozaka dońskiego, zdobyte przez jej brata mjra Stefana Tadeusza Holinkowskiego w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r.

 

Dzieciństwo
i wczesna młodość Stefana

 Po przybyciu rodziców do Przemyśla chłopiec został ochrzczony w parafii św. Józefa, w kościele Salezjanów na Zasaniu. W roku szkolnym 1927/28 rozpoczął naukę w Szkole Ćwiczeń, działającej przy Państwowym Seminarium Nauczycielskim Żeńskim. Do klas II i III uczęszczał w latach 1928-1930 w Publicznej Szkole Powszechnej im. św. Jana Kantego. Klasę IV ukończył w roku szk. 1930/31 w Publicznej Szkole Powszechnej Męskiej im. St. Konarskiego. Mieszkał wówczas przy ul. Potockiego 19. W roku szk. 1931/32 został uczniem Państwowego Gimnazjum I Męskiego im. J. Słowackiego w Przemyślu, do którego uczęszczał przez trzy lata. W czasach gimnazjalnych należał do Związku Harcerstwa Polskiego. Rozkazem Komendy Hufca nr 14/33 z dn. 31.08.1933 r. otrzymał przydział do IV drużyny zuchowej, jako drugi przyboczny 2. drużyny przygotowawczej „Wiernej Służby” im. K. Pułaskiego, z której przeszedł do II Drużyny Harcerskiej.

W roku 1934 wstąpił do Korpusu Kadetów nr 1 we Lwowie, otrzymując przydział do 3. kompanii. W korpusie ukończył kurs teoretyczny pilotażu szybowcowego z wynikiem celującym. 2.01.1936 r. został członkiem Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Przemyślu oraz należał do Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego. Pod koniec czerwca 1937 r. zapisał się do Koła Szybowcowego w Przemyślu, któremu prezesował gen. Boruta-Spiechowicz. Loty szkoleniowe odbywał na szybowisku w Drozdowicach k. Hermanowic. 31.08.1937 r. zdobył kategorię „A” pilota szybowcowego.

Po zdaniu „małej matury” w Korpusie Kadetów we Lwowie powrócił do Przemyśla i od roku 1937/38 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im.J. Słowackiego, o profilu przyrodniczym. W liceum zgłosił się do PW Lotniczego. Podczas wakacji roku 1938 ukończył kurs szybowcowy P.W. w Ustianowej na modelu Wrona-bis. Należał również do Harcerskiego Klubu Sportowego „Czuwaj” w Przemyślu, w którym grywał na pozycji bramkarza w drużynie piłki nożnej, a ponadto uprawiał lekkoatletykę i był członkiem sekcji siatkówki, koszykówki, „szczypiórniaka” i hokeja.

24 maja 1939 r. zdał w Liceum J. Słowackiego egzamin dojrzałości. Na poborze wojskowym otrzymał skierowanie do Szkoły Podchorążych Rezerwy Lotnictwa w Dęblinie. W lipcu 1939 r. wyjechał do Szkoły Pilotów w Stanisławowie na kurs pilotażu motorowego na RWD-8, po którym uzyskał 2. kategorię pilota turystycznego. W połowie sierpnia 1939 r. wrócił ze Stanisławowa do Przemyśla i zgłosił się do RKU, gdzie kazano mu czekać na powołanie. Tymczasem

 

wojna niemiecko-polska

pokrzyżowała jego życiowe plany. Zamiast do dęblińskiej „Szkoły Orląt” trafił do placówki obrony przeciwlotniczej, mieszczącej się w Prywatnym Liceum Handlowym przy ul. Kilińskiego 10. Placówka obejmowała swoim zasięgiem sektor Przemyśl-Bakończyce. Ze wspomnień S. Chmielewskiego: „(...) W liceum przeszedłem przeszkolenie gońca-obserwatora w tym samym sektorze. Widziałem pierwszy nalot na Przemyśl 7 września. Widziałem samolot Heinkel-111 i skutek wybuchu pierwszych bomb. Padły one w rejonie stacji Przemyśl-Bakończyce (pole „Saka” i szopa obok stacji). Zabitych było dwóch kolejarzy i kilka koni. Wspomniany samolot leciał od strony Zniesienia, inne widziałem na horyzoncie. Osobiście składałem telefoniczny raport ówczesnemu prezydentowi miasta p. Chrzanowskiemu. W międzyczasie zostało niespodziewanie ewakuowane DOK X i KRU. Wiedziałem, że powołania już nie otrzymam, a uważając za swój obowiązek zgłoszenie się do służby wojskowej, wyruszyłem piechotą do Lwowa. Tam polecono mi zgłosić się w Brzeżanach, gdzie rzekomo miała być szkółka zapasowa 6. Pułku Lotniczego. Na miejscu okazało się, że i tu panuje zamieszanie i trwają przygotowania do ewakuacji. Ostatecznie udałem się na piechotę do Buczacza, gdzie przybyłem w niedzielę 17 września 1939 r. Miałem możność ewakuowania się z lotnikami do Rumunii. Postanowiłem jednak wrócić do Przemyśla (...)”.

Wstępuje do tworzących się na terenie miasta struktur ZWZ, organizuje „piątki”, bierze udział w akcjach kolportowania ulotek i poszukiwania broni zakopanej przez wycofujące się oddziały polskie.

 

Na „polskich drogach”

 Kiedy ziemia zaczyna mu się palić pod nogami, we czwartek 14 grudnia 1939 r. ucieka na Węgry i po otrzymaniu dokumentów i ubrania w polskim konsulacie w Budapeszcie wyjeżdża do Francji, gdzie wstępuje do odradzającej się Armii Polskiej. Otrzymuje przydział do 2. Warszawskiego Pułku Artylerii Lekkiej formującego się w Thenezay. Ze wspomnień S. Chmielewskiego: „(...) W początkowej fazie formowania się jednostki i po wcieleniu poborowych emigrantów z Francji pełniłem funkcję instruktora. Później złożyłem podanie do podchorążówki artylerii i w jej ramach ukończyłem kurs działonowych, otrzymując stopień bombardiera. W maju 1940 r. zostałem przeniesiony do bazy zapasowej polskiego lotnictwa w Lyon-Bron. Po załamaniu się Francji nasze władze wojskowe zarządziły ewakuację do Wielkiej Brytanii. Po wielu tarapatach dobrnęliśmy do małego portu St. Jean-de-Luz, w którym załadowaliśmy się na statek „Arandora Star” i 27 czerwca 1940 r. konwój nasz dobił do Liverpoolu (...)”.

 NP51.jpeg

W Anglii

S. Chmielewski został skierowany do Stacji Zbornej lotnictwa polskiego w Blackpool. Podczas rocznego pobytu w tej bazie ukończył kurs teoretyczny, którego program obejmował naukę języka angielskiego, poznawanie terminologii lotniczej, wykłady z zakresu budowy silników i samolotów, meteorologii i fotografii lotniczej oraz nawigacji. 12 lipca 1941 r. został wysłany do 15. Elementary Flying Training School w Carlisle na kurs pilotażu początkowego. Na końcowym egzaminie teoretycznym 23.08.1941 r. uzyskał pierwszą lokatę i awans na kaprala. 31.08.1941 r. rozpoczął kolejny etap szkolenia w 3. Service Flying Training School w South Cerney. Szkoła ta prowadziła kursy pilotażu podstawowego dla pilotów bombowych. Po pomyślnym zdaniu egzaminów końcowych (teoretycznego ponownie z pierwszą lokatą) i otrzymaniu stopnia sierżanta RAF-u (Sergeant), 13.12.1941 r. został odkomenderowany do 18. Operational Training Unit w Bramcote, gdzie znajdował się ośrodek doskonalenia bojowego załóg bombowych. Po ponad półrocznym szkoleniu na samolotach „Wellington”, 23.06.1942 r. sierż. pil. Stefan Chmielewski osiągnął gotowość do samodzielnego wykonywania zadań bojowych i otrzymał przydział służbowy do 300. Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej”, w którym wykonał 23 nocne loty bojowe, o łącznym czasie trwania 126 godzin i 5 minut. Brał udział w nalotach na Essen, Bremę, Kolonię, Hamburg, Rostock, Krefeld, Aachen, Frankfurt nad Menem, Kassel, Osnabrück, Saarbrücken, Düsseldorf i Mediolan. Uczestniczył w operacjach minowania Brestu, St. Nazaire i Wysp Fryzyjskich.

 

8 listopada 1942 r.

o godz. 20.00 Sgt. S. Chmielewski wystartował z lotniska Ingham na samolocie Vickers Armstrong „Wellington” Mk-IV BH-L (Z 1343) z zadaniem minowania cieśniny duńskiej Mały Bełt. Oprócz niego załogę samolotu stanowili: F/O (por.) L. Borowicz – nawigator, Sgt. M. Dadej – strzelec przedni, Sgt. (kpr.) Z. Rausiński – radiotelegrafista, Sgt. (st. szer.) J. L. Cieszyński-Nałęcz – strzelec tylny. Oto relacja Sgt. S. Chmielewskiego z przebiegu tego lotu:

„Poleciałem na ten lot jako ochotnik. Pilot por. Włodarczyk poprosił mnie w ostatniej chwili o zastępstwo. Samolot był uzbrojony w jedną minę magnetyczną i wyposażony w dodatkowy zbiornik paliwa o pojemności 80 galonów. Podczas lotu zauważyłem nadmierne grzanie się prawego silnika, ale nie był to powód do zawrócenia, gdyż posiadałem zapas paliwa i starałem się chłodzić silnik bogatą mieszanką. Nad portem Vejle przeleciałem bardzo nisko, tuż nad małymi statkami. Niebo było bezchmurne i gwiaździste. Widoczność bardzo dobra. Po minięciu Półwyspu Jutlandzkiego zszedłem nad powierzchnię morza, by sprawdzić ciśnienie barometryczne QFE. Było dokładnie jak przewidzieli na odprawie: 1017 mb. Lecąc wzdłuż fiordu Vejle podciągnąłem maszynę na wysokość około 200 stóp. Gdybym leciał w dalszym ciągu nisko, sylwetka samolotu odbijałaby się nad taflą wody, zaś wyżej płomienie spalin silnika byłyby łatwo dostrzegalne z brzegu. Podczas lotu miałem otwarte boczne okienko, by bezpośrednio obserwować teren, nad którym przelatywałem. Cel naszej wyprawy był widoczny jak na dłoni i zamierzałem podciągnąć maszynę na wysokość 400 stóp, przepisaną do zrzucenia miny. Ostrzegł mnie jednak nawigator o silnej obronie przeciwlotniczej na prawym brzegu fiordu. Nie zmieniając więc wysokości leciałem dalej i przekazałem mu, że w drodze powrotnej ominiemy port i miasto Vejle po stronie północnej. W pewnym momencie poczułem, że samolot zaczyna gwałtownie tracić wysokość i wali się bezładnie w dół. Dochodziła godzina 20.55. Odruchowo ściągnąłem knypel... Przytomność odzyskałem kilka metrów pod wodą. Życie zawdzięczam uderzeniu o powierzchnię morza prawym płatem, gdyż uniknąłem w ten sposób czołowego impaktu głową. Strumień morskiej wody ocucił mnie. Odruchowo stanąłem na siedzeniu, wyrwałem wtyczkę telefonu pokładowego i wypchnąłem ręką górne drzwiczki. Gdy wypłynąłem na powierzchnię, zauważyłem pochylony w prawo koniec pionowego steru maszyny. Zacząłem płynąć w kierunku północnym, orientując się po gwiazdach. Woda bardzo fosforyzowała, więc wyrzuciłem z buta latarkę. Po chwili usłyszałem z ciemności powtarzający się co jakiś czas jęk. Zawróciłem i ujrzałem utrzymującego się na powierzchni nawigatora por. Borowicza, który odpłynął od miejsca kraksy na pewną odległość. Gdy podpłynąłem, złapał mnie kurczowo za rękę. Nadmuchałem mu sprężonym powietrzem kamizelkę ratunkową, tzw. „westkę”, i ręką wskazałem kierunek, w którym należało płynąć. Por. Borowicz jakby przytakiwał głową. Jęk, który słyszałem, w dalszym ciągu się powtarzał, stając się coraz słabszy. Skierowałem się w tamtym kierunku i gdy wpłynąłem w plamę rozlanej benzyny, zauważyłem postać, która to się wynurzała, to znikała pod powierzchnią wody. Gdy się zbliżyłem, stwierdziłem, że jest to sierż. Dadej, który cudem wydostał się ze swojej wieżyczki i ranny zaczął się topić. Podpłynąłem do niego i nadmuchałem mu kamizelkę ratunkową. Miał zakrwawioną twarz. Zacząłem płynąć na wznak, holując sierż. Dadeja pod rękę. Niestety, metoda ta nie była skuteczna. Holowany zaczął się krztusić morską wodą. Ułożyłem go więc „na trupka” i podpływając od strony nóg żabką, popychałem jego stopy rękami. Płynąc na północ, zauważyłem po pewnym czasie zarysy brzegu, stale powiększającego się i naszpikowanego wieloma światełkami. Spostrzegłem również małą rybacką łódź, która podpłynęła do nas, wciągnęła na swój pokład sierż. Dadeja, i do której ja się z trudem wgramoliłem. Na brzegu była duża grupa kuracjuszy z pobliskiego Vejle Fiord Sanatorium, którzy wracali z przyjęcia i usłyszeli warkot silników zakończony potężnym wybuchem. Duńczycy wzięli nieprzytomnego Dadeja na barki i na przełaj zanieśli go do szpitala. Miał obrażenia na ciele i twarzy, i obrzękły od uderzenia o wodę brzuch. Ja zaś zostałem ulokowany w chacie rybackiej, wokół której przez cały czas kręcił się umundurowany policjant i niemiecki agent w cywilu. Gospodarze poczęstowali mnie szklanką brandy, wypiłem też kubek gorącego mleka i wymoczono mi nogi w gorącej wodzie, po czym zostałem przewieziony autem do pobliskiego sanatorium. Dostałem zastrzyk i rozebranego, półprzytomnego, umieszczono mnie w separatce. Ostatecznie, pod eskortą Wehrmachtu, zostałem przetransportowany do miasta Vejle, a stamtąd, po przejęciu przez Luftwaffe, nocnym pociągiem na lotnisko k. Esbjerg, gdzie osadzono mnie w areszcie. Sierżanci J. Cieszyński-Nałęcz i Z. Rausiński utonęli wraz z samolotem, natomiast por. naw. L. Borowicz zmarł wskutek obrażeń wewnętrznych. Mimo udzielonej mu pomocy nie zdołał dopłynąć do brzegu. Jego zwłoki wyłowili z morza duńscy rybacy. Jestem pewien, że przyczyną runięcia samolotu do morza była awaria prawego silnika”.

 NP53.jpeg

W niewoli

Po przesłuchaniach przez porucznika Luftwaffe, sierż. Chmielewski został przetransportowany do obozu jenieckiego Dulag Luft 1 Frankfurt n. Menem, gdzie przez 9 dni był więziony w pojedynczej celi, głodzony i ustawicznie przesłuchiwany. Następnie został przeniesiony do obozu ogólnego i 1.12.1942 r. odesłany do Stalagu Luft I Barth Vogelgesang na Pomorzu. Z tego obozu, po dołączeniu grupy lotników polskich ze Stalagu Luft 3 Sagan, został przewieziony do Stalagu IV B Muehlberg w Saksonii. Ostatecznie, wraz z kolegami, dołączył do lotników w Stalagu Luft VI Heydekrug k. Memel w Prusach Wschodnich. Z początkiem roku 1944 wszystkich jeńców-lotników przewieziono koleją do Torunia, a po kilku tygodniach ponownie do Stalagu IV B Muehlberg i na koniec do Stalagu XI 357 Fallingbostel k. Celle, w rejonie Hanoweru. 8 kwietnia 1945 r. nastąpiła ewakuacja obozu na północny wschód. W okolicach Lubeki wachmani niespodziewanie uciekli, nadjechały angielskie czołgi, byli wolni. Własnym transportem dotarli do Lunaburga, skąd po spisaniu ewidencji i przejściu zabiegów higieniczno-sanitarnych zostali przewiezieni do Lubeki, a stamtąd samolotami do Anglii. 10 maja 1945 r. sierż. pil. Stefan Chmielewski, po dwóch latach i sześciu miesiącach pobytu w niewoli, powrócił do bazy Polskich Sił Powietrznych
w Blackpool. 1.09.1945 r. awansował do stopnia sierżanta w PSP, natomiast w RAF-ie dosłużył się stopnia chorążego (Warrant Officer).

 

Po wojnie

1 listopada 1945 r. otrzymał od władz lotniczych roczny urlop na studia. Ukończył Szkołę Medyczną na Uniwersytecie w Leeds, gdzie też osiedlił się na stałe i przez kilka lat pracował jako laborant. Na ukończenie pełnych studiów nie pozwoliły kłopoty zdrowotne i brak funduszy. Na początku lat 60. nabył kilka nieruchomości i zajmował się ich utrzymaniem i administracją. W wolnych chwilach udzielał się w życiu kulturalnym i społecznym polskiej emigracji. Był stałym gościem klubu parafialnego w Leeds, członkiem, działaczem i aktorem amatorskiego teatru „Fredreum”, założonego pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku przez liczną grupę przemyślan osiadłych po wojnie w Leeds, występował też w miejscowym chórze „Harfa”.

Będąc oficerem rezerwy został awansowany przez polskie władze emigracyjne do stopnia majora pilota. Po zakończeniu II wojny światowej nie dane mu było wrócić do swego Przemyśla – miasta lat chłopięcych i wczesnej młodości, do którego tęsknił i wracał myślami przez całe swoje długie życie. Ziściło się to dopiero po jego śmierci. Mjr rez. pil. Stefan Chmielewski zmarł w Leeds 11 czerwca 2006 r. Urna z jego prochami została przewieziona do kraju i złożona w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Głównym w Przemyślu.

Był odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari V kl., trzykrotnie Krzyżem Walecznych i Medalem Lotniczym.