10.3 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Przemyskie lwy obrońcy „Bramy Węgier”

aut. Jacek Błoński, „Nasz Przemyśl”, kwiecień 2007 (Nr 31)

Podczas zwiedzania stolicy Węgier – Budapesztu uwagę turysty zwraca monumentalny pomnik lwa nad brzegiem modrego Dunaju. Pomnik ten znajduje się w części miasta zwanej Budą, nieopodal słynnego mostu Małgorzaty. Na cokole monumentu umieszczono napis: „Przemyśl 1914-1915”. Po drugiej stronie umieszczono inną inskrypcję: „Walczyli jak lwy w Bramie Węgier. Niech przykład ich będzie wieczny”. Potężna figura przemyskiego lwa przypomina potomkom węgierskich honvedów z 23 dywizji o tysiącach zabitych żołnierzach, którzy oddali swe życie w obronie Przemyśla- bramy do ich ojczyzny. Pomnik został zlokalizowany przed domem ich dowódcy, zastępcy komendanta Twierdzy Przemyśl w czasie I i II oblężenia Arpada Tamásyego. Uroczyste odsłonięcie monumentu miało miejsce w 1932 roku.

Znaczną część ponad stu trzydziestotysięcznej załogi twierdzy stanowili Węgrzy. Oprócz węgierskich oddziałów robotniczych trzon wojsk broniących przemyskich fortów tworzyły oddziały 23 Dywizji Honvedów, czyli  węgierskiej obrony krajowej. W skład dywizji wchodziły następujące jednostki: 45 brygada piechoty (7p.p. i 8p.p.) pod dowództwem gen. brygady Rezsö Seide, 46 brygada (2p.p. i 5p.p.) pod dowództwem pułk. Gyuli Létaya, 3 i 4 pułk jazdy honvedów oraz  baterie artylerii.

Oficerowie  sztabu 8 pp. Honvedów wł. MNZP.jpeg

W związku z tak liczną obecnością w mieście węgierskich żołnierzy powstał swoisty „Węgierski Przemyśl”. Chociaż ówczesne miasto przypominało wieżę Babel, na którego ulicach można było usłyszeć wszystkie języki monarchii austro-węgierskiej, to obok języka polskiego w wielu miejscach dominował język węgierski. W kościołach odprawiano msze w  rodzinnej mowie honwedów. W wielu sklepach, restauracjach i kawiarniach wisiały tabliczki z napisem: „Tu obsługuje się w języku węgierskim”. Współczesnym może wydawać się dość dziwne, lecz w nawet okresie  zaciętych walk w Przemyślu tętniło bogate życie kulturalne. Odbywały się koncerty muzyki klasycznej w wykonaniu artystów z najlepszych budapeszteńskich orkiestr filharmonicznych, odbywających służbę w twierdzy. W rynku przemyskim dość często koncertowała orkiestra węgierskiego królewskiego 5 sygetyńskiego pułku piechoty. Od 4 października 1914 roku, a więc w trakcie I oblężenia rozpoczęto wydawanie węgierskiej gazety dla żołnierzy pt.: „Tábori Ujság” czyli „Gazeta Obozowa”. Ponadto  była również drukowana satyryczna kilku stronicowa gazetka, w której umieszczono żartobliwe teksty, wiersze i rysunki obrazujące codzienne życie honvedów w oblężonej twierdzy. Zamieszczano w niej również reklamy przeróżnych miejsc rozrywki dla znękanych trudami wojny żołnierzy.

Gazetka satyryczna dla    żołnierzy węgierskich wydawana w przemyskiej twierdzy w czasie walk, wł.jpeg

W „Tábori Ujság” publikowali znani węgierscy poeci, na czele z  jednym z najwybitniejszym poetów węgierskich pierwszej połowy XX w. Gézą Gyónim, zwanym „przemyskim Homerem”. W twierdzy służył jako zwykły saper-pionier. Do jego zadań najczęściej należała naprawa przerwanych linii telegraficznych i telefonicznych. W czasie trwania najcięższych walk w I oblężeniu Gyóni dokonywał napraw pod ogniem artyleryjskim na przedpolu fortu VI „Helicha” i był świadkiem dantejskich scen, rozgrywających się przed jego oczami. Ten wybitny-poeta żołnierz- ochotnik pod wpływem scen śmierci i bohaterskiej walki swoich wspóltowarzyszy broni stworzył utwory poetyckie, zawarte w tomiku pt.: „Lengyel mezökön tabortüz mellet” („Na polskich łąkach przy ogniskach polowych”), który miał aż jedenaście wydań  w samej Twierdzy Przemyśl. Po upadku Przemyśla 22 marca 1915 roku poeta podzielił los tysięcy Węgrów i dostał się do niewoli rosyjskiej. Trafił do obozu w Krasnojarsku, gdzie zmarł z wycieńczenia w 1917 roku. W poezji Gyóniego z tzw.: „okresu przemyskiego” widoczna jest tęsknota za stronami rodzinnymi, świadomości z bezsensu wojny, a jednocześnie duma z bohaterskiej walki na obcej, polskiej ziemi. Oto fragment jednego z najtragiczniejszych wierszy pt: „Na jedną noc przynajmniej”:

Na jedną noc przynajmniej poślijcie tamtędy

Sceptyków gromadzących plon z paskarskiej grzędy,

Na jedną noc przynajmniej:

Gdy otworzy się gardziel płonącego piekła,

A krew po ziemi z murów i drzew będzie ciekła,

Gdy w wichrze namiot jęczy płachtą postrzępioną,

A konający honved wzdycha: synu…żono…

 

Na jedną noc przynajmniej poślijcie tamtędy

Patriotów tasiemcowe snujących gawędy,

Na jedną noc przynajmniej:

Gdy gwiazd oślepiających światła się zajarzą,

Niechaj w zwierciadle Sanu przyjrzą się swym twarzom,

Gdy w oparach węgierską krew pocznie unosić,

I niech z płaczem zakrzykną: - O Boże, już dosyć!

przekład Jerzy Zagórski

 

Inny węgierski żołnierz-poeta Béla Horkay w wierszu pt: „A wstanie Polska znów” opublikowanym również w „Tábori Ujság” pisał, że była to wspólna polsko-węgierska wojna o wolność. Oto ostatnia zwrotka:

Teraz walczymy razem,

Dziś wspólna nasza broń:

I Węgrów i Polaków

Wspomóż Boże i chroń!

Przed twymi ołtarzami

Słuchaj modlitwy sług:

Dozwólże nam zwyciężyć

A wstanie Polska znów!

Przekład T. Worowska

 

Kolejnym wybitnym Węgrem broniącym „Bramy Węgier” był lekarz wojskowy Róbert Bárány, który już po dostaniu się do niewoli rosyjskiej w marcu 1915 roku dowiedział się, że otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za rok 1914. Bárány, będąc pierwszym węgierskim laureatem nagrody Nobla otrzymał szansę wydostania się z niewoli. Pod koniec 1916 roku osobiście odebrał nagrodę  szwedzkiego Instytutu im.Karoliny.

Jednak oprócz znanych artystów, muzyków i naukowców swoje życie oddawali w obronie Przemyśla zwykli chłopi i pasterze z węgierskiej puszty, mieszkańcy Budapesztu, Egeru, Miszkolca i wielu innych miast węgierskich.

W krótkich przerwach pomiędzy walkami honwedzi, stacjonujący w samym mieście i na fortach wokół niego próbowali urozmaicić dość skromny jadłospis. Dochodziło niekiedy do wielu zabawnych scen. Oczami wyobraźni możemy ujrzeć postać wąsatego, węgierskiego chłopa, uporczywie targującego się z przekupką bądź żydowskim, ulicznym handlarzem za pomocą języka gestów i przekleństw w rodzimym języku. Do legend już przeszły opowieści mieszkańców Przemyśla o gorącej krwi naszych bratanków z nad Dunaju. Dość często zdarzało się, że wyżsi oficerowie przekazywali dowództwo nad kompaniami honwedów Polakom. Jeden z nich, rodowity przemyślanin, porucznik Tyro tak opisał jeden z wyczynów honvedów w swoich wspomnieniach: „Opowiadali mi naoczni świadkowie o  zdarzeniu, nie pozbawionym w tym smutnym okresie oblężenia pewnego rodzaju humoru. Bohaterami opowiadania trzej honwedzi.

Wokół miejsca postoju ich oddziałów roztacza się miła woń pieczonego chleba:; drażni ich nożdża, wprowadza do ust ślinkę i niepokoi nerwy zgłodniałego żołnierza. Tam w tej chacie piecze się chleb, już prawie gotowy; lecz jak go tu dostać? Wejście do chaty strzegą na przyzbie dwie kobiety. Naradzają się żołnierze, jak przyjść w posiadanie pieczonego chleba. Największego sprytu jednak uczy człowieka głód i miłość i oto jeden z nich wyłazi na komin chaty i tam różne zaczyna pokazywać figle. Kobiety, śledzą każdy ruch żołnierza-cyrkowca. Jeden z pozostałych na ziemi żołnierzy stara się podtrzymać zainteresowanie kobiet, które patrząc na miny sztukmistrza-komika, zanoszą się od śmiechu. Czyni to w tym celu, by odwrócić uwagę kobiet od pieczonego chleba. Tymczasem dwaj inni żołnierze zachodzą do chaty od tyłu, wybierają chleb z pieca i chyłkiem unoszą cenną zdobycz w bezpieczne miejsce. Rzecz nieetyczna…ale praktyczna.”

Honvedzi w przemyskiej twierdzy wł. prywatna.jpeg

O waleczności honvedów wśród żołnierzy rosyjskich krążyły legendy. Ich waleczność i odwagę w boju przerażały oblegających Twierdzę Przemyśl. Wielu prostych Rosjan pisało w listach do swych najbliższych, że Węgrzy chyba są z samym diabłem sprzymierzeni. Tylko w ten sposób potrafili sobie wytłumaczyć, że pomimo wielokrotnych ataków dziesiątek tysięcy żołnierzy rosyjskich w I oblężeniu honvedzi broniący poszczególnych fortów niczym diabły z furią odpierali ataki wroga, pomimo zmęczenia i przewagi atakujących. Legenda ta i sława dzielnych Madziarów wzrosła po krwawym szturmie na fort I/1 Łysiczka w dniu 7 października, kiedy pomimo, że Rosjanom udało się wedrzeć do samego fortu, broniący go honwedzi z okrzykiem: Rajta! Rajta! (tłum.: do ataku) i „Elöre! Ěljen a Kiraly!  ( tłum.: Naprzód, Niech żyje król!).odparli szturm, nie dopuszczając do zajęcia fortu.

Piechota honvedów odpiera atak kozaków.jpeg

Po zakończeniu I oblężenia, którego koniec uroczyście ogłoszono we wszystkich świątyniach chrześcijańskich i synagogach Przemyśla 11 października oddziały 23 dywizji Honwedów, wcielone w skład 3 armii, brały udział w krwawych bojach o wzgórze Magiera na południe od miasta, gdzie w trudnym, górzystym terenie zginęło wielu żołnierzy węgierskich.

Również w II oblężeniu jednostki węgierskiej dywizji stanowiły główną rezerwę i siłę uderzeniową załogi Twierdzy Przemyśl. Już 14 listopada jej żołnierze na rozkaz Tamásyego przeprowadzili atak w kierunku Tapina siłą 15 batalionów, połową szwadronu kawalerii i 8 bateriami artylerii w celu związania wycofujących się na front wschodni jednostek rosyjskich. Po wykonaniu zadania honvedzi na rozkaz swego generała wrócili w obręb twierdzy. O oswojeniu się z tragedią wojny i jej ofiarami wśród honvedów świadczy krótki, lakoniczny zapis w pamiętniku nieznanego oficera 8 pp. Honvedów pod datą 21 grudnia: „Nic szczególnego. Straty 8 pułku wynoszą 60%.”

artyleria w boju -pocztówka z okresu walk o Twierdzę Przemyśl.jpeg

W następnym miesiącu honvedzi kilkakrotnie wykonywali wypady poza linie własnej obrony. W walkach tych Węgrzy stracili setki poległych. 10 grudnia duże straty poniósł 7 pułk Honvedów, między innymi od pocisków własnej artylerii. Pięć dni później rozpoczął się kolejny wypad, którego celem było przerwanie frontu i połączenie się z austriacką grupą wojsk Krautwalda. Honvedom  7 pp udało się zdobyć wzgórze 428 zagradzające drogę na  Birczę, a honvedom 5 pp. udało się dokonać głęboki wyłom w liniach obronnych wroga. Pomimo, że 23 dywizja straciła blisko tysiąc zabitych i rannych, 17 grudnia w wyniku zmiany rozkazów z dowództwa 3 armii  komendant Kusmanek wydał polecenie odwrotu do twierdzy. Do stanowisk własnych wojsk węgierskim lwom zabrakło zaledwie 30-40 kilometrów.

W kolejnych miesiącach II oblężenia węgierscy żołnierze niejednokrotnie dawali przykład męstwa w bojach wokół Przemyśla, lecz największa próba przyszła 19 marca, kiedy to komendant Twierdzy Przemyśl wydał rozkaz przeprowadzenie ataku w kierunku Mościsk, zdobycia tam zapasów żywności, a następnie zniszczenia zaplecza wroga. Był to iście szaleńczy pomysł, zważając na  fakt, że większość obrońców miasta była wygłodzona i wyczerpana wielomiesięcznymi walkami. Rankiem 19 marca pierwsze oddziały Węgrów uderzyły na pozycje Rosjan na szosie w kierunku Medyki. Po siedmiu godzinach krwawej i nierównej walki oddziały obrońców wróciły do twierdzy. W czasie bitwy żołnierze masowo ginęli od kul rosyjskich karabinów maszynowych w odsłoniętym, płaskim terenie. Część żołnierzy padała z wyczerpania, zamarzając w rowach. Po godzinie 14.00 ostatnie pododdziały przekroczyły zbawczą linię własnych pozycji. 23 dywizja Honvedów straciła ponad 68% żołnierzy. Na przedpolu wschodniego odcinka obrony Przemyśla zostało około dziesięć tysięcy zabitych i rannych. Dwa dni później Twierdza Przemyśl skapitulowała. Oddając się w rosyjską niewolę tysiące węgierskich Honvedów wraz pozostałymi obrońcami przemyskich fortów i miasta, mogli z dumą powiedzieć, że  nie zostali pokonani w walce. Przegrali z głodem, wyczerpaniem ponad stu trzydziestu dni oblężenia. Wielu z nich nie wróciło nigdy do swej ojczyzny, której bram tak dzielnie bronili. Zmarli w morderczych warunkach rosyjskiej niewoli, tysiące kilometrów od własnych domów.

Tajemnicą dziejów twierdzy Przemyśl pozostanie wizyta węgierskich oficerów w 1923 roku. Wiadomo również, że owi wojskowi dość szczegółowo zwiedzali ruiny przemyskich fortów. Odpowiedź na pytanie, czego szukano wówczas, pozostanie jeszcze długo kolejnym sekretem Twierdzy Przemyśl. Być pewne światło na tajmniczą wizytę Węgrów w Przemyślu rzuciło odkrycie w mieszkaniu na jednej  z ulic grodu nad Sanem, którym w czasie II oblężenia mieszkał Elek Molnár.

Początkiem lat 60-tych w kamienicy przy obecnej ulicy Sowińskiego 4 robotnicy natrafili na spory zbiór starych dokumentów i gazet w języku węgierskim. Było to słynne Przypuszczalnie ów zbiór był celem wizyty Węgrów w 1923 roku. Elek Péterfalvi Molnár był, jak już wyżej wspomniano dowódcą 8 pułku Honvedów 23 Dywizji. Na zawsze pozostanie tajemnicą, dlaczego archiwum nie zostało zniszczone zgodnie z rozkazem Kusmanka. Po zachowanych dokumentach można przypuszczać, że właścicielem  tajemniczego zbioru był anonimowy oficer 23 dywizji w stopniu porucznika bądź kapitana. Jest on widoczny na zachowanych fotografiach obok ppł Molnára, naczelnego redaktora „Tábori Ujság” – kapitana Kálmána Molnára oraz adiutanta 8 pp. Honvedów porucznika Majzika. W odnalezionym archiwum obok prywatnej korespondencji ppł. Molnára zachowały się liczne szkice sytuacyjne, meldunki, zdjęcia, mapy, a także ponad sto kompletnych numerów „Tábori Ujság”. Sporo informacji na temat życia w oblężonej twierdzy przekazuje współczesnym  dziennik , w którym nieznany autor opisuje kolejne dni walk, a także wiele szczegółów z życia codziennego obrońców.

Oficerowie węgierscy przed sklepem w Przemyślu, fotografia z Archiwum Molnara wł.MNZP.jpeg

Nam – obecnym mieszkańcom Przemyśla pozostanie pamięć o lwach Przemyśla  i tylko wizyta w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej na wystawie „Przemyśl w czasie I wojny światowej”, a zwłaszcza jej część poświęcona węgierskim obrońcom  przemyskich fortów przypomni nam krwawe dni walk o „Bramę Węgier”, na której prezentowane są między innymi fragmenty„archiwum Molnara”. a na mieszkańców stolicy Węgier i licznych turystów, odwiedzających tą perłę Dunaju  majestatycznie spogląda groźny przemyski lew z pomnika.

Warto na zakończenie dodać, że część fotografii prezentowanych w powyższym artykule jest drukowana po raz pierwszy, a wszystkich miłośników  dziejów  Twierdzy Przemyśl serdecznie zapraszam do zwiedzenia wystawy „Przemyśl w okresie I wojny światowej” w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej.