4.9 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Batory i Barany Węgrzy w Przemyślu

aut. Lucjan Fac, „Nasz Przemyśl”, kwiecień 2007 (Nr 31)

Trudno, żeby ostatnie wydarzenie międzynarodowej rangi, jakie miało miejsce w naszym mieście nie skłoniło do refleksji, jak na przestrzeni dziejów układały się relacje między mieszkańcami Przemyśla i regionu, a Węgrami. Bo to, że „Polak Węgier dwa bratanki” to wszyscy doskonale wiemy. To, że jednym z najwybitniejszych polskich władców okazał się siedmiogrodzianin Stefan Batory to wie chyba każdy. Tak nawiasem, mówiąc bije na głowę swoją popularnością wszystkich elekcyjnych władców polskich, a pola dotrzymuje mu jedynie Jan III Sobieski.

Na przestrzeni wieków Węgrzy pojawiają się w historii naszego miasta wielokrotnie i to chyba pod wszystkimi postaciami: jako przyjaciele, sojusznicy, kontrahenci handlowi ale i najeźdźcy, czy nawet włodarze.

Madziarzy

Już w prapoczątkach przemyskiego grodu koczowniczy jeszcze wtedy Madziarzy kontrolowali ze swojej warownej siedziby dolinę Sanu i, co wysoce prawdopodobne całą Bramę Przemyską. O wielkości madziarskiego garnizonu, pozostawionego po północnej stronie Karpat świadczą relikty znalezione na cmentarzysku przy ulicy Rycerskiej. Oprócz funkcji osłonowych dla przemieszczającej się w kierunku Panonii wspólnoty madziarskiej, załoga w Przemyślu miała utrzymać posłuch wśród lędziańskiej ludności miejscowej.

Być może to właśnie przy pomocy oddziału węgierskiego w 1018 r. podporządkowano Przemyśl państwu polskiemu. [ „N.P. marzec 2007] Nieduża stosunkowo odległość, od Bramy Przemyskiej, powodowała, że tędy biegł główny szlak handlowy północ-południe, biorący swój początek nad Bałtykiem, a następnie biegnący Wisłą, wzdłuż Sanu i dalej z Przemyśla doliną Wiaru, wzdłuż progu Karpackiego, doliną Dniestru, przez Halicz - nad Morze Czarne. Z Przemyśla odnogi tego szlaku zmierzały ku zachodowi - do Sanoka i Krosna, a po przekroczeniu Karpat na Słowację i Węgry - oraz w kierunku północno-zachodnim przez Jarosław do Krakowa i na Śląsk.

W zakresie handlu z Węgrami, z całą pewnością najważniejszym wydarzeniem wydaje się być jednak uruchomienie linii kolejowej w 1872 roku przez Dobromil i przełęcz Łupkowską.

Bolesław Śmiały i Gejza w Przemyślu

Z problemami węgierskimi bliżej mogli się nasi przodkowie zetknąć, już w roku 1074, kiedy to, jak pisze Jan Długosz:

Książę węgierski Geyza ucieka z braćmi do króla polskiego Bolesława i prosi o pomoc przeciw Salomonowi ponownie koronowanemu za sprawą Henryka.

Cesarz rzymski Henryk, chcąc spełnić przyrzeczenie dane swemu zięciowi, królowi węgierskiemu  Salomonowi, z wielkim wojskiem złożonym z Włochów, Niemców i innych narodowości wkroczył na Węgry (...) Węgrzy dowiedziawszy się o jego przybyciu (...) opuściwszy księcia Geyzę i jego braci Władysława i Lamberta, synów króla Beli (...) spiesznie przechodzili na stronę Salomona. Książę Gezya (...) w towarzystwie dwu braci Władysława i Lamberta i kilku wybranych Węgrów, których wierności nic nie mogło zachwiać, udał się do Polski ... .Przyjęci i powitani przez księcia Władysława i matkę obu, królową Dobrogniewę, ponieważ król Bolesław był wtedy zajęty wojną ruską, zostali obficie zaopatrzeni we wszystko, co im było potrzebne do życia. (...) Książę zaś Geyza, zabawiwszy jakiś czas w Krakowie, kiedy zrozumiał, że krói Bolesław nie prędko wróci do Polski, udał się do niego i spotkawszy go w obozie zimowym w Przemyślu prosił go usilnie, aby nie ociągał się z przyjściem z pomocą jemu i jego braciom wypędzonym z Węgier przez potężne wojska cesarza Henryka. Król kazawszy mu być dobrej myśli, zatrzymał go u siebie przez jakiś czas, traktując go życzliwie i z odpowiednimi honorami i zastanawiając się czy należy prowadzić dalej wojnę ruską, czy też przerwać ją i iść z pomocą książętom węgierskim. (...)

Ostatecznie Bolesław interweniował na korzyść Gejzy i osadził go na tronie węgierskim. Po jego śmierci w 1077 r. interweniował ponownie tym razem na korzyść jego brata Władysława. Tak więc to właśnie w obozie w Przemyślu podjęta została decyzja o wsparciu Gejzy i Władysława. Być może Gejza całą zimę spędził na dworze Bolesława Śmiałego, właśnie w Przemyślu.

FAC1.jpeg

Miniatura z koronacji króla Węgier z Chronicon Pictum z 1360 r.

 

Klęska Kolomana nad Wiarem

Nie wiemy dokładnie jak długo pozostawało nasze miasto w rękach Bolesława Śmiałego, wiemy jedynie, że już w roku 1087, a wiec w sześć lat po śmierci na Węgrzech Bolesława, w Przemyślu rządził książę ruski Ruryk Rościsławowicz. Jego bracia Wasylko i Wołodar w Trembowli i Zwenigrodzie. Po śmierci Ruryka władzę w Przemyślu przejął Wołodar. Obydwaj bracia prowadzili dosyć niezależną politykę, czym zjednali sobie wielu wrogów. Najpoważniejszym wśród nich był Świętopełk kijowski, który wszedł w przymierze z Dawidem władcą wołyńskim. Udało im się pojmać Wasylkę i oslepić, ale wtedy w obronie brata stanął książę przemyski Wołodar, który w bitwie na Nieżętej Niwie w 1097 r rozbił wojska Świętopełka i Dawida i uwolnił brata. Świętopełk przyparty do muru natychmiast zawarł sojusz z królem Węgier Kolomanem. Wspólnym atakiem, ze wschodu i południa (Koloman prawdopodobnie Przełęczą Łupkowską lub Dukielską przeszedł doliną Sanu na północ) mieli przypieczętować losy przemyskiego księstwa i jego władcy Wołodara.

Bitwa rozegrała się nad Wiarem pod Przemyślem w 1099 r. Posiadający, jakoby miażdżącą przewagę (100 000 wojska) Węgrzy zostali kompletnie rozbici przez siły przemyskie i wspomagających Połowców dowodzonych przez Boniaka, który rozdzielił się na trzy pułki i bili Węgrów jak piłkę, jak sokół zbija kawki. I uciekali Węgrzy, i mnóstwo ich utonęło we Wiarze, a drudzy w Sanie, i biegnąc ponad San w górę, strącali jeden drugiego, i ścigano ich dwa dni, siekąc. Tu więc zabili i biskupa ich Kupana i wielu bojarów, mówiono zaś, że ich 40 tysięcy zginęło. Zwycięstwo to, osiągnięte przy wydatnej pomocy Połowców umocniło Rościsławowiczów na całym obszarze ziemi czerwińskiej.   

Ojciec i córka. Ludwik Andegaweński i Jadwiga.

W 1372 r Ludwik Andegaweński powierzył Ruś Czerwoną w lenno Władysławowi Opolczykowi, który do 1376 r prowadził tu ożywioną akcję osadniczą. Ustanowił  m.in. metropolię w Haliczu, później przeniesioną do Lwowa z biskupstwami w Przemyślu, Chełmie i Włodzimierzu. W 1378 r Ruś przeszła bezpośrednio pod władzę króla Ludwika, który ustanowił tutaj swoich starostów. Sam Władysław Opolczyk wracając na swoje opolskie włości zabrał ze sobą wiele „pamiątek”. Wśród nich znalazła się ikona Matki Boskiej, którą zabrał z bełzkiego zamku i podarował zakonowi paulinów (Jasna Góra). Panowanie węgierskie z tego czasu dało w przyszłości asumpt do pretensji węgierskich do tych obszarów, co znalazło swój wyraz w nazwie Galicja (Halicz) i Lodomeria (Włodzimierz). Córka Ludwika Jadwiga potraktowała swoje rządy w Polsce bardzo konkretnie. Jako królowa Polski potraktowała tereny Rusi Czerwonej jako należące do Korony Królestwa Polskiego i  w okresie styczeń-marzec 1387 r. podjęła wyprawę zbroją na czele rycerstwa małopolskiego, aby usunąć węgierskich urzędników z tych terenów. Węgierski starosta generalny Emeryk Bebek, nastawiony był niechętnie do nowego władcy Węgier Zygmunta Luksemburskiego, dlatego opór praktycznie nie istniał. Zwierzchności polskiej nie uznał jedynie starosta halicki Benedykt. Jednak szybko zmienił zdanie pod wpływem ataku litewskiego kierowanego przez Witolda. Za akcją Witolda stał zresztą sam Jagiełło, który akcję przywracania polskiego panowania na Rusi Czerwonej obserwował z Litwy i ingerował w odpowiednim momencie.

FAC2.jpeg

Ludwik Węgierski

 

Od Batorego do Rakoczego

Wiele mieszczanie przemyscy zawdzięczali Stefanowi Batoremu, który dbał o miasto i jego mieszkańców. Sam znał Przemyśl, chociażby ze swojego pobytu w roku 1578. W tym roku miało również w mieście miejsce trzęsienie ziemi. Znaczenie Przemyśla dla polityki wschodniej i węgierskiej było niekwestionowane, stąd może ta szczególna dbałość. Z całą pewnością daleki był od wzorców batoriańskich inny kandydat do tronu polskiego Jerzy Rakoczy. Wykonując swoje zobowiązania z układu z Radnot,  wyruszył do Polski po koronę na czele  ok. 40 000 armii.

Pod Przemyśl dotarł 21 lutego 1657 r. Stanął obozem w rejonie wsi Torki, uzyskując od delegacji Przemyśla, podobnie jak w Samborze zapewnienie o neutralności. 23 lutego oddziały Rakoczego wyruszyły w kierunku Przeworska, gdzie dotarły po trzech dniach. W tym samym czasie na jeden z transportów wina dla armii Rakoczego uderzył Karol Franciszek Korniakt i zagarnął cały ładunek. Węgrzy stracili zimną krew i natychmiast wydzielone siły pod dowództwem Kemenyego stanęły na powrót pod Przemyślem, rozpoczynając oblężenie.

Do ataku na miasto skierowano całą posiadaną piechotę, pod dowództwem m.in. Konrada Mansfelda, Mikołaja Szebesi i Andrzeja Gaudi. Węgrzy pod miastem pojawili się rankiem 1 marca, jednak wezwanie do kapitulacji nie zrobiło na Przemyślanych większego wrażenia. Objeżdżający miasto Kemeny został nawet zaatakowany przez wycieczkę obrońców. Cudem umknął z życiem. Szybko jednak naszym rodakom zrzedły miny, okazało się bowiem, że Węgrzy traktują oblężenie nadzwyczaj poważnie i co najgorsze sprawnie i z ogromną zaciekłością przystąpili do ataku. Główne uderzenie skoncentrowało się na klasztorze reformatów, który pełnił funkcje barbakanu Bramy Lwowskiej (obecny Plac na Bramie). W ataku na klasztor szczególnie dali się poznać kozacy Żdanowicza. Atakowani z trzech stron piechurzy Gizjusza opuścili klasztor i schronili się za Bramą Lwowską. Zajęcie klasztoru dało możliwość dobrego przygotowania szturmu Bramy Lwowskiej. Na terenie klasztoru Węgrzy zgromadzili swoją artylerię, która z tak niedużej odległości otworzyła nadzwyczaj skuteczny ogień. Klasztor został zresztą doszczętnie zdewastowany i okradziony. Nawet z krypt powyrzucano zwłoki pochowanych tam mnichów i dobrodziejów zakonu. (Niewykluczone, ze to właśnie kozacy Żdanowicza, poszukiwali bogatych pochówków). W tym samym czasie atakującemu od strony Sanu Mansfeldowi udało się podkopać pod mury miejskie w rejonie bramy Kuśnierskiej (mniej więcej na wysokości Kamiennego Mostu). Gdyby udało się w tym miejscu odpalić minę mury miejskie runęłyby na długości co najmniej kilku metrów, a to w zupełności wystarczyłoby do zajęcia miasta. To, że atak nastąpi z tej strony, potwierdzało jeszcze wciągnięcie do ruin klasztoru Benedyktynek na Zasaniu artylerii, która mogła wspierać dzięki temu atak piechoty prawie na całej północnej długości murów miejskich, od Bramy Mostowej pod Bramę Kuśnierską, a nawet Rymarską. Jednocześnie artyleria skoncentrowana w zdobytym klasztorze reformatów mogła pokryć ogniem całą długość murów od Bramy Kuśnierskiej po Władycze, a nawet Kowalską (obecnie ulica Basztowa). Sytuacja stawała się nieciekawa. Na oczach obrońców miasta, węgierska piechota zaczęła gromadzić również drewno i faszynę, które miały im pomóc sforsować od strony klasztoru Benedyktynek San i wypełnić fosę od strony północnej. Uderzenia można się było spodziewać co najmniej z dwóch kierunków przez San od Benedyktynek i od Bramy Lwowskiej. Nad Wiarem skoncentrował swoją jazdę Kemeny i czekał na rozstrzygnięcie ataku piechoty. Tymczasem siły obrońców miasta mogły liczyć około 1000 ludzi, w tym główną siłę stanowił, przysłany przez Jerzego Lubomirskiego regiment piechoty dowodzony przez pułkownika Konstantego Gizjusza liczący około 600 ludzi. Resztę stanowiła okoliczna szlachta oraz mieszczanie, którzy widząc bardzo sprawne przygotowania do szturmu prawdopodobnie bardzo szybko tracili ochotę do obrony. Przygnębiające wrażenie musiały również robić pożary palonych tym razem przez, przede wszystkim kozaków, okolicznych wsi. Faktem jest, że miasto nie posiadało nowoczesnych umocnień i skoncentrowanego ataku fachowo dowodzonej, a wspieranej liczna artylerią długo by nie wytrzymało, tym bardziej, że tak jak wspominałem podkop pod murami był już gotowy. Istniało, więc przy tym realne zagrożenie wysadzenia w powietrze części murów miasta. Zrezygnowane miasto przystąpiło więc do rokowań z Kemenym. W rozmowach pokojowych ze strony Kemenego brali udział Lubieniecki i Grondski, ze strony miasta Wojakowski i Miniszech

FAC3.jpeg

Jerzy Rakoczy

 

Warunki podyktowane przez Kemenego były ciężkie. Zdecydowano się na wypłacenie wysokiej kontrybucji i wyprowadzenie z miasta regimentu pułkownika Gizjusza. Było to faktyczne pozbawienie miasta obrony. Oczywiście, miasto musiało zobowiązać się, że nie będą podejmować przeciw Rakoczemu jakichkolwiek działań wojennych. Uzyskawszy te warunki, Kemeny zwinął oblężenie i pomaszerował z powrotem do obozu głównego pod Przeworskiem. Na miejscu pozostał jedynie mały oddział pod dowództwem Mikołaja Szebesiego, który miał dopilnować realizacji warunków umowy. Sam Rakoczy po połączeniu z „przemyskim” korpusem Kemenyego pomaszerował dalej na zachód pustosząc posiadłości Lubomirskiego m.in. paląc Łańcut. Samej fortecy bastionowej, w której znajdowała się rezydencja Lubomirskich nie zdobył. Na to potrzebna była już artyleria oblężnicza, o wiele większa liczba piechoty i przede wszystkim czas. A tego Rakoczemu brakowało. Nie podjęcie ataku na umocnienia bastionowe Łańcuta i stosunkowo szybkie poradzenie sobie z bastejowymi umocnieniami Przemyśla pokazują jednocześnie na ogromne różnice jakie zaistniały w systemie fortyfikacji tego czasu. Tak na marginesie, miasta ze swoimi umocnieniami starego typu, w zasadzie nie miały szans (padały takie miasta jak Warszawa, Kraków, Poznań, …). Co innego fortece bastionowe, często magnackie, które potrafiły skutecznie przeciwstawiać się o wiele większym siłom, np. Jasna Góra, czy Zbaraż. Nie dziwi, więc że najpotężniejszy magnat ziemi przemyskiej Jerzy Lubomirski w centrum swoich posiadłości w Rzeszowie i Łańcucie kazał wybudować właśnie tego typu umocnienia. Sam Przemyśl mógł o nich jedynie marzyć.

Odwrót korpusu Kemenego spod Przemyśla, przyniósł miastu jeszcze jedną zmianę. Dotychczasowymi patronami naszego miasta byli bowiem święci Urszula i Geron.

Teraz ojcowie franciszkanie wyprowadzili uroczysta procesję na mury miasta. W procesji niesiono ponoć również relikwie św. Wincentego. Scena ta została uwieczniona na fresku w kościele franciszkanów, stając się jednym z najistotniejszych elementów tradycji opieki świętego Wincentego nad naszym miastem. Jednak o tradycjach Wincentiady i o samym patronie miasta przy innej okazji.

Jedno jest pewne. Chociaż tradycja cudownego ocalenia miasta przez św. Wincentego nie pokrywa się z faktami, to stanowi jeden z ciekawszych i godnych pamięci elementów tradycji naszego miasta

[więcej na ten temat w Rakoczy, wino i św Wincenty „N.P sierpień 2005]

Jakkolwiek by na to nie patrzeć, oblężenie z roku 1657 to największy konflikt z Węgrami w historii naszego miasta. Chociaż na ironię zakrawa fakt, że jeden z najwybitniejszych przywódców węgierskich powstań antyhabsburskich w XVIII wieku Franciszek II Rakoczy po upadku powstania na Węgrzech znalazł schronienie wraz z rodziną właśnie na ziemi przemyskiej w klasztorze sióstr benedyktynek w Jarosławiu.

FAC4.jpeg

Ferenc Rakoczy

 

Wiosna Ludów i Węgrzy w Twierdzy

Jaką rolę odegrał Przemyśl w trakcie Powstania Węgierskiego Wiosny Ludów, trudno jednoznacznie określić. Po pierwsze. Z pomocą Habsburgom przyszły oddziały rosyjskie prowadzone przez gen. Iwana Paskiewicza. Znany pogromca powstań narodowych, w tym naszego listopadowego. Ten najwierniejszy pies Świętego Przymierza, znalazł najkrótszą drogę do potrzebującego pomocy sojusznika przez Bramę Przemyską. Przemarsz wojsk rosyjskich przez Przemyśl oglądany był ze zrozumiałą rezerwą. Na dodatek miasto nasze stało się zapleczem logistycznym dla sił Paskiewicza. Tutaj m.in. utworzono szpitale dla żołnierzy rosyjskich. Wtedy to na szpital zamieniono także budynek gimnazjum Cesarskiego ( stary obiekt przy placu Czackiego). Niestety ewakuowani do Przemyśla ranni przywlekli ze sobą epidemię cholery, która dotknęła również mieszkańców miasta. Zmiana sytuacji politycznej w relacjach rosyjsko-habsburskich wywróciła pozycje Przemysla do góry nogami. W 1853 r. wybuchła wojna krymska podczas której dotychczasowy sojusznik Austrii, Rosja znalazł się po przeciwnej stronie barykady. To odwrócenie sojuszy jasno pokazało, że na wypadek wojny najprostsza droga na Węgry, sprawdzona, zresztą już przez Paskiewicza wiedzie przez Bramę Przemyską. Tak więc należałoby ją w odpowiedni sposób zablokować i zmusić ewentualna ofensywę rosyjską do zdobywania Twierdzy, oczywiście Przemyśl. Decyzje o rozbudowie umocnień Przemyśla, stworzyły w miarę upływu czasu i postępujących prac jedną  z największych twierdz w Europie. Od samego początku też przy jej budowie uczestniczyli Węgrzy, a następnie jedną z najliczniejszych sił załogi stanowiły oddziały pochodzenia węgierskiego.

 

Węgrzy w Twierdzy

Trudno jest oceniać garnizon miasta Przemyśla w I wojnie światowej, jako że był on bardzo niejednorodny pod względem narodowościowym i stanowił rzecz jasna klasyczną mieszankę firmowaną znakiem CK. Szczególna rolę w przypadku obrony Przemyśla odegrały oddziały węgierskie. Oni wiedzieli o co walczą. Dla nich to tędy właśnie wiodła droga do ich stolicy Budapesztu. Świadczy o tym napis pomnika „Lew przemyski” znajdujący się na przyczółku mostu Małgorzaty w Budapeszcie. „Walczyli jak lwy w Bramie Wegier. Niech przykład ich będzie wieczny”.

Obok włoskiego Doberdo i Isonzo, to symbol ogromu strat ludzkich poniesionych przez Węgrów w czasie I wojny światowej. Tym bardziej, że stanowiły one zdecydowanie najlepszą, najbardziej bitną część garnizonu przemyskiej twierdzy. Na szczególne wyróżnienie zasługuje tutaj 8, 2 i 5  „segedyński” pp honwedów. Nawet 19 marca 1915 r. ostatnią próbę przedarcia się w kierunku Przełęczy Dukielskiej poprowadziły oddziały węgierskie 23 DP. W wypadzie udział wzięło 8500 żołnierzy, a wróciło do twierdzy zaledwie 2662. Cokolwiek bym próbował w tym miejscu napisać i tak będzie to za mało i potraktujmy to jako wprowadzenie do cyklu imprez towarzyszących wizycie prezydentów Polski i Węgier w Przemyślu. Wśród nich znajduje się również ekspozycja „Węgrzy w Twierdzy” przygotowana przez stronę węgierską oraz Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej.  

Warto jednak nadmienić, że szczególną rolę w działaniach obronnych twierdzy spełnił  zastępca dowódcy twierdzy gen. Hermana Kusmaka, Węgier gen. lejtnant Arpad Tamasy (dowódca 23 dywizji honwedu, pochodziła z miejscowości Csonograd)) któremu wielu przypisywało faktyczne dowodzenie twierdzą. W budynku przy ulicy Dworskiego 4 mieszkał dowódca 8 pułku piechoty honwedów ppłk Elek Molnar (zasłynął dzięki ukrytym przed kapitulacją dokumentom pułkowej kancelarii, które po wielu poszukiwaniach, obrosłe legenda odnalazły się po II wojnie światowej i znajdują się w MNZP). Trudno było by nie wspomnieć poecie Géza Gyónim  –saper walczący w obronie twierdzy, którego określono mianem przemyskiego Homera.

FAC5.jpeg

 Géza Gyóni

Inną niezwykła postacią był lekarz ontolog Róbert Bárány, który dostał się do rosyjskiej niewoli. Wtedy to szwedzki Instytut im. Królowej Karoliny przyznał mu nagrodę Nobla. Dzięki tej nagrodzie mógł odzyskać wolność, jednak władze austriackie postarały się o zwolnienie gen. Kusmaka. Rosjanie zachowali się na tyle przyzwoicie, że wypuścili również Roberta Baraniego, bez stawiania żadnych warunków, dzięki temu mógł w 1916 r. odebrać nagrodę Nobla.

FAC6.gif

Róbert Bárány