6 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Przemyskie gwiazdy Rzeczypospolitej XVI wieku

aut. Lucjan Fac, grudzień 2004

W historii każdego miasta zdarzają się wzloty i upadki, okresy świetności przeplatające się z klęskami czy niepowodzeniami. Historia nie poskąpiła Przemyślowi zarówno jednych jak i drugich. Gdybyśmy jednak szukali najlepszych jego lat, to zbiegłby się one w czasie z najwspanialszym okresem historii Polski „Złotym Wiekiem”, czyli trwającym w XVI wieku renesansem. 

Ilość i jakość osób związanych z ziemią przemyską, którzy zabłysnęli na arenie ogólnopolskiej, ich różnorodność, a nawet kontrowersyjność dały jej sławę i uznanie. Świetnie to scharakteryzował Władysław Łoziński: Ziemia przemyska góruje w województwie ruskim. Jest to ziemia klasycznej świetności i buty szlacheckiej. W niej pielesz najstarożytniejszych rodów, w niej najżywszy ruch umysłów, najgładszy polor, najdumniejsze poczucie przywilejów i udzielności stanu; w niej koncentruje się niejako splendor nazwisk i dostojeństw całego województwa, z którego innych ziem najchętniej tu spływa znakomitsza szlachta, nabywając tu dobra i zakładając rezydencje.

Przemyskie gwiazdy Rzeczypospolitej1.jpeg

Pozycja jaką ziemia przemyska zdobyła w okresie renesansu, wielokrotnie była przedmiotem dociekań wielu wybitnych historyków kultury. Wskazywali oni na niezwykłe dosyć przesłanki tego fenomenu między innymi: złożone stosunki narodowościowe, społeczne czy religijne, wielokulturowość, a nawet peryferyjne położenie. W efekcie otrzymaliśmy postacie nietuzinkowe, które na różnych polach działalności kulturalnej, politycznej czy religijnej pozostawały w opozycji do aktualnie wyznawanych wzorców, czy schematów. Henryk Barycz pisze: Twórcy ci nie chadzali utartymi szlakami, nie ulegali tak dalece szablonom i autorytetom, byli bardziej niż w centralnej Polsce podatni na nowe koncepcje i wartości intelektualne, a czasem wręcz nastawieni bojowo w torowaniu drogi modnym prądom.

Intensywność i świeżość reakcji wobec zjawisk życia duchowego, w połączeniu z pewną odmiennością rysów, zapewniły ziemi przemyskiej, wcale wybitny udział w topografii naszej kultury renesansowej, wysuwając ją spośród czterech ziem wchodzących w skład województwa ruskiego (ziemia sanocka, przemyska, lwowska, halicka) na czoło.

Mówiąc językiem sportowym wypowiedź prof. Barycza ustawiła nas w I lidze doby renesansu, stawiając przed Lwowem, który ostatecznie był stolicą województwa i bynajmniej nie odgrywał pośledniej roli w życiu politycznym, kulturalnym, religijnym, a tym bardziej gospodarczym Polski. Marcin Bielski, kronikarz, poeta, sieradzanin, silnie związany jednak z ziemią przemyską, na której zresztą stawiał w walkach z Tatarami swoje pierwsze kroki w służbie Marsa, w autobiograficznej Rozmowie Mistrza z książkami napisał:

Pójdźcie po tym do Rusi,

         Boć wżdy swe nawiedzić musi,

Zwłaszcza do ziemie przemyskiej,

         Ślachty z dawna towarzyskiej,

Tamem się chował z młodych lat,

         Każdy mi się zachował rad.

Lud tam z dobrym rozeznaniem

         Pochadzajcie jeno za nim.

Tak na wsiach, jako i w mieście,

         Powolnie się im roznieście,

Ku wszystkiemu wam pomogą,

         Nie wypuszczą was z ułogą.

Grono wybitnych postaci jest zaiste imponujące. Należałoby tu wymienić jeszcze jako prekursorów renesansu, którzy tworzyli podwaliny pod studia przemyślan na UJ: Jana z Radochoniec-rektora UJ, Hermana z Przeworska, Marcina Króla z Żurawicy. Wreszcie Bernard Wapowski-historyk, kartograf-uważany nawet za twórcę polskiej kartografii, Stanisław Biel-profesor UJ, Grzegorz z Przeworska przełożony unglerowskiej oficyny wydawniczej w Krakowie, Łukasz z Nowego Miasta – jeden z pierwszych teoretyków retoryki i poetyki, Samuel Świętopełk Bolestraszycki – pisarz reformacyjny, Jerzy Kotermak z Drohobycza – zwany Jerzym z Rusi-astrolog, doktor medycyny, Mikołaj Sęp Sarzyński, który swoje ostatnie lata życia spędził w ziemi przemyskiej i niektórzy twierdzą, że pochowany został w Przemyślu, Jan Herburt-prawnik, historyk, podkomorzy przemyski i kasztelan sanocki, autor najpopularniejszego w okresie staropolskim zbioru praw Statuta Regni Poloniae in ordinem alphabeti digesta.

Przemyskie gwiazdy Rzeczypospolitej 2 i 6.jpeg

W tym czasie starosta przemyski Piotr Kmita sięgnął najwyższych szczebli kariery u boku króla Zygmunta I, jako doradca królowej Bony, uzyskując stanowisko marszałka wielkiego koronnego. Ten kontrowersyjny polityk, któremu zawdzięczamy przebudowę zamku kazimierzowskiego na obecny renesansowy, stworzył specyficzną atmosferę na dworze zygmuntowskim, na którym wielokrotnie spotykali się i inni dostojnicy mający za sobą związki z Przemyślem. Na dworze Bony drugą nie mniej kontrowersyjną, typowo renesansową postacią był były biskup przemyski Piotr Gamrat. Otwarta głowa, wszechstronne zainteresowania, autor wielu projektów reformy państwa, wojska i dóbr kościelnych. Miał jednak wielu wrogów wśród nich własne skłonności m.in. do obżarstwa, z którego słynął (ponoć nie wstawał zza stołu, zanim nie pochłonął 12 kurczaków). Jednocześnie niezmiernie ludzki, od gminu kochany. Typowy przedtrydencki biskup o żywych zainteresowaniach humanistycznych, świetny organizator i administrator (to on prowadził regulacje królewszczyzn na Mazowszu). Opierając się na współpracy z Piotrem Kmitą był poważnym przeciwnikiem wojewody ruskiego i hetmana Jana Tarnowskiego - pana na Jarosławiu. Razem z Andrzejem Krzyckim należał do swoistego triumwiratu Bony- grona najbardziej oddanych współpracowników. Cieszący się w swoim czasie dużym zainteresowaniem serial Janusza Majewskiego Królowa Bona, oprócz tytułowej bohaterki i jej męża przedstawia zagmatwaną sytuację na dworze królewskim, na którym te przemyskie postacie odgrywają zgodnie zresztą z prawdą historyczną niepoślednią rolę. Wydaje się, że nigdy wcześniej i nigdy później u władzy w naszym państwie nie było tak wielu osób, tak blisko związanych z Przemyślem. Tym bardziej, że biskupstwo przemyskie było odskocznią dla kariery kilku innych wybitnych postaci polskiego kościoła.

Przemyskie gwiazdy Rzeczypospolitej3.jpeg

Przeżycia Andrzeja Krzyckiego, osobistego sekretarza Zygmunta Starego i Bony, późniejszego prymasa, który już w pierwszym (1524) roku swego urzędowaniu na diecezji przemyskiej spotkał się z jej specyfiką i przeżył dwa ciężkie najazdy turecki i tatarski wskazywały na stan zagrożenia kresów południowo-wschodnich Rzeczypospolitej. Andrzej Krzycki, to również poeta polsko-łaciński i rasowy humanista, autor wielu okolicznościowych utworów, mów, epigramatów, a nawet erotyków. Siła charakteru, ogromne poświęcenie i szacunek na wieki zdobył sobie  Piotr Tomicki- podkanclerzy wielki koronny, dyplomata, humanista, bibliofil, doradca i sekretarz Zygmunta I Starego. Kierował polską polityką zagraniczną, popierał stronnictwo prohabsburskie, z tego też powodu był na cenzurowanym u Bony. Ogrom jego solidnej pracy możemy odnaleźć w znanym każdemu historykowi w Polsce wydawnictwie źródłowym Acta Tomiciana. Biskup przemyski w latach 1514-1520. Ostoja polityki Zygmunta Starego, którego śmierć król odczuł jak stratę osobistego przyjaciela. Wielkość Piotra Tomickiego dostrzegano w całej Europie, dał temu wyraz m.in. Erazm z Rotterdamu w liście do Andrzeja Krzyckiego.

Przemyskie gwiazdy Rzeczypospolitej5.jpeg

W grupie osiemnastu biskupów przemyskich XVI wieku, na pierwsze czoło w dziele pisarstwa politycznego wysunął się Wawrzyniec Goślicki.

Biskup przemyski w latach 1591-1601, niezwykle uzdolniony polityk. Sympatyk Jana Zamojskiego, ale rzecznik silniejszej władzy królewskiej. Mediował w sporze pomiędzy kanclerzem a Zygmuntem III. Autor De optimo senatore, dedykowanego Zygmuntowi Augustowi. Wskazywał na rolę senatu, który miał być pośrednikiem pomiędzy dążącym do absolutyzmu królem, a skłonną do anarchii izbą poselską. Kariera De optimo senatore, koronnego dzieła Goślickiego jest dosyć niezwykła. Wersja w języku łacińskim była znana w całej Europie, ale kilkakrotnie tłumaczony był na język angielski, z czego nakład z roku 1598 został całkowicie skonfiskowany. Również drugie wydanie z 1607 roku, mimo zmiany tytułu oraz poważnych cięć dotyczących fragmentów o ograniczeniu roli króla. Pełne wydanie ukazało się w Anglii dopiero w 1773 r, było nader popularne, szczególnie w poszukujących swojej drogi koloniach angielskich w Ameryce. Posługiwał się nim również Tomasz Jefferson pisząc tekst Deklaracji Niepodległości. Mimo takich kłopotów tekst znany był w Anglii, znał go m.in. William Shakespeaker- postać Poloniusza w Hamlecie. Ta niezwykła kariera bardzo normalnego i ujmującego swą prostotą i dobrocią człowieka, stoi nieco w opozycji do nader niepokornych postaci Gamrata, Kmity czy Krzyckiego. Jednak najbardziej znaną, kontrowersyjną, a nawet bulwersującą postacią był i będzie ksiądz kanonik przemyski Stanisław Orzechowski herbu Oksza (1513-1566). Mówił o sobie gente Ruthenus, natione Polonus (z pochodzenia Rusin, narodowości polskiej), syn drobnego szlachcica, właściciela m.in. Orzechowiec. W trakcie studiów w Krakowie przyjaźnił się z Marcinem Kromerem.  Proboszcz Żurawicy, pisarz polityczny, historyk, wspaniały mówca, gwałtownik o wręcz warcholskim charakterze. W 1541 roku przyjął święcenia kapłańskie. Był przeciwnikiem celibatu, a w 1551 roku sam poślubił Magdalenę Chełmską i został wyklęty jako heretyk Mimo anatemy wkroczył do katedry i publicznie bronił się z ambony. Jak pisze prof. Grodziski argumentów użył widać mocnych skoro mimo trwania małżeństwa przyjęto go na powrót do stanu duchownego. Znakomity orator- to właśnie jego mowę wygłoszoną na pogrzebie Zygmunta I Starego uznano za wzór kunsztu retorycznego. Pisał w języku łacińskim i polskim podejmując wszechstronną problematykę: społeczną, religijną i polityczną. Najbardziej znane dzieła to: Rozmowa około egzekucyjej Polskiej Korony, Quinqunux…, czy Policyja Królestwa Polskiego (pierwsze pełne wydanie staraniem TPN w Przemyślu, opracowane przez prof. J. Starnawskiego, wydano w roku 1984 !), Turcyki, Żywot i śmierć hetmana Jana Tarnowskiego, dzieło historyczne Annales Polonici…, polemiki z Andrzejem Fryczem Modrzewskim Fricius sive de Maiestate sedes Apostolacie, i szereg innych. Z pewnością jeden z celniejszych publicystów i pisarzy politycznych polskiego złotego wieku. Nieprawdopodobne kłopoty związane z działalnością Orzechowskiego spadły na ówczesnego biskupa Dziaduskiego, którego nagrobek, jako jeden z nielicznych zachował się w naszej katedrze. Tak zwana sprawa Orzechowskiego stała się jednym z najważniejszych problemów sejmu w roku 1550 i 1552!  Sprzyjający nowinkom religijnym, wręcz sztandar polskiej wojującej reformacji, z czasem odszedł do obozu kontrreformacyjnego. Tak więc jego życie, jak wskazówki zegara zatoczyło pełne koło. Ze względu na szczupłość miejsca, tej niezwykłej postaci poświęcimy oddzielny esej.

Przemyskie gwiazdy Rzeczypospolitej4.jpeg

Działalność nawet tych kilku, w skrócie zaprezentowanych postaci pokazuje niezwykły klimat panujący w Rzeczypospolitej XVI wieku, a jednocześnie na stanowisko jakie w tym czasie ziemia przemyska zajmowała na mapie kulturalnej kraju. Czy w mowie, czy w piśmie, mieli oni sporo do powiedzenia. Byli słuchani, rozważano ich słowa, a wiele spośród nich zachowało swoją ponadczasową wartość. Rok 2005 będzie dla nas rokiem wielu wyborów, w tym politycznych. Dlatego chciałbym przypomnieć kilka renesansowych uwag autorstwa Goślickiego, Orzechowskiego, Kmity.

Wawrzyniec Goślicki – o procesie legislacyjnym, uchwalaniu ustaw i pracach sejmu:

Ustanawiając prawa, jest rzeczą lepszą zakładać im jako cel raczej uprzedzanie zła, aniżeli jego supresję…. Dobry legislator (prawodawca) będzie zawsze dbał o to, aby jego prawa przedstawiały się raczej jako reguły i namowy do dobrych obyczajów i dyscypliny (kultury), aniżeli w kształcie rozporządzeń i nakazów. Ostatecznym celem i zamiarem wszelkich praw jest uczynić naród szczęśliwym, do czego wola i intencje prawodawcy powinny się zawsze stosować. Albowiem karanie zbrodniarzy jest raczej koniecznością, niż rzeczą swobodnego wyboru… Słusznie powiedziano, że sędzia jest mówiącym prawem, a prawo milczącym sędzią…. Tam, gdzie nie masz ani praw ani sędziów, nie może być ni cienia, ni podobieństwa ludzkiej społeczności; taki zaś kraj łacno może być uważany za zapomniany od Boga i ludzi.

Stanisław Orzechowski – o prywacie stanu szlacheckiego:

Gdybyśmy przodków naszych mądrość naśladować chcieli, łatwo i tego co nam dziś dokazać i we wzajemnej zgodzie i dobrej woli połączyć byśmy się mogli. Oni bowiem, gdy niezgoda z tego powstaje, kiedy każdy swego nie pilnując w urząd lub w prawo drugiego wtrąca się i wdziera, tak porządek Rzeczypospolitej opisali, że każdy sprawom i obowiązkom swoim oddany, jedna rzecz robił, a robiąc co do niego należało, i pożytkowi i zgodzie współobywateli swoich służył.

A teraz jak? Wstyd powiedzieć rycerze! Cóż to jest co Rzeczypospolitą tak mąci i uciska? Oto między stanami żadnej różnicy. Ze wszystkich stanów stał się jeden tylko szukać mienia, do tego zmierzają nasze sejmy, do tego prawa, do tego usiłowania, żeby twój grunt stał się moim, a moja miedza zaszła na twoją. I dlatego to rotmistrz ustąpił sędziemu, żołnierz woźnemu, hetman praktykowi. O biedna Rzeczypospolito, o królestwo zginienia blizkie, jeżeli czemprędzej z duszy całej, każdy do obowiązków powołania i urzędu swego się nie przyłoży.

Piotr Kmita – o lustracji?

 Wiele na tym zależy, jakich Rzeczypospolita ma mieć senatorów. Bo nim kogo do senatu wpuścimy, nim go sprawcą publicznej rady uczynimy, pierwej w życie jego wejrzeć potrzeba. Można bowiem powiedzieć, żeby ten rządnie Rzeczypospolitą sprawował, który sobą kierować nie umie?

 

Opublikował: Witold Wołczyk | Data publikacji: 07-09-2016 15:40