2.5 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Honor dezertera

aut. Krztysztof Fil, kwiecień 2006.

Mimo 82 lat to ciągle postawny mężczyzna o pogodnej twarzy i jasnym spojrzeniu. Przez kilka godzin snuł opowieść o swoim życiu, bez trudu przywoływał nazwiska, precyzyjnie relacjonował fakty, jakby zdarzyły się wczoraj, choć przecież minął szmat czasu. Są takie przestrzenie ludzkiej pamięci, które się chroni i pielęgnuje, a także takie, o których chce się zapomnieć i ukryć w mroku. Jedne i drugie rejestrują prawdę, a ta albo przynosi zaszczyt, albo dręczy wyrzutami sumienia. Zdzisław Cichoński w żadnej sytuacji nie musi spuszczać wzroku.

Urodził się w Przemyślu w 1924 roku. Ojciec był emerytowanym oficerem w randze kapitana, matka pochodziła ze znanej rodziny Mareschów po dziś dzień związanej z Teatrem „Fredreum”. Mieszkali przy ulicy 3-go Maja 31, rodzice i czwórka dzieci.

Jeżeli w późniejszym życiu potrafił dochować wierności zasadom i wbrew trudnym a często dramatycznym kolejom losu stawić czoła okolicznościom, to dlatego, że wychował się w domu, gdzie takie wartości jak Bóg, Honor, Ojczyzna były abecadłem i najpierwszą powinnością.

Pokolenie tamtych czasów rosło w atmosferze patriotyzmu i umiłowania nie tak dawno odzyskanej wolności. Dlatego nie wyrzekając się przymiotów młodości często „górnej i durnej” potrafił cenić ten dar, toteż w dzień śmierci Piłsudskiego nie umiał powstrzymać łez. Kiedy wybuchła II wojna światowa Zdzisław miał niespełna 16 lat i ukończone trzy klasy gimnazjum.

Zawaliło się spokojne dotąd życie. Miał wrażenie, że coś się bezpowrotnie kończy a „nowe”, które przyniosła okupacja tchnęło grozą i zapowiadało nieszczęście. Ojciec został zmobilizowany i ruszył na front, a po klęsce wrześniowej przedostał się na Węgry, gdzie przebywał aż do wyzwolenia. W jego ślady poszedł najstarszy brat, który walczył pod Tobrukiem, a następnie przez Francję trafił do Anglii, gdzie był pilotem RAF-u. Pozostał tam do końca życia. Zmarł w Newcastle.

W domu została matka, starsza siostra, Zdzisław i najmłodszy brat. Mieszkali wówczas przy ulicy Czarnieckiego w budynku, który Sowieci wkrótce po agresji na Polskę zamienili na koszary. Rodzina musiała opuścić zajmowany lokal. Przez dwie doby przy czterdziestostopniowym mrozie czekali na klatce schodowej, aż zwolni się mieszkanie w jednej z kamienic przemyskiego Rynku.

Z dnia na dzień było coraz trudniej, dlatego Zdzisław musiał pomóc w utrzymaniu domu. Pracował w piekarni, na zamku u ogrodnika, na Wilczu przy rozbiórce domów, wreszcie jako brukarz. Jednocześnie w rosyjskiej dziesięcioklasówce robił siódmą i ósmą klasę. Od ojca i brata nie było żadnych wieści. Niepokój o losy bliskich znaczył siwizną włosy matki, a jej zaczerwienione oczy aż nadto świadczyły o przepłakanych nocach. Pomimo, że rytm życia układała okupacja, jej rygory nie były w stanie spętać świadomości. Z gorzkich rozczarowań klęski wrześniowej, rejeterady aliantów i sowieckiej zdrady rodziła się silna, jak  nigdy dotąd potrzeba oporu i tęsknota do wolności. Sponiewierany naród nie zgiął karku  i na wszystkich możliwych frontach upominał się o Polskę.

Tymczasem wybuchła wojna polsko-sowiecka, a Zdzisław podjął naukę w niemieckiej szkole handlowej przy ulicy Smolki 13. W kwietniu 1940 roku skończył 18 lat i wstąpił do Armii Krajowej. Czuł wielka potrzebę działania a wzorce wyniesione z rodzinnego domu, przykład ojca i starszego brata, nie pozwalały mu na bierność.

W maju 1942 roku przy ul. Katedralnej 5 w obliczu krzyża złożył AK-owską  przysięgę. Do dziś uważa, że Armia Krajowa była ewenementem w świecie. Jej liczebność, stopień zakonspirowania, wreszcie bohaterskie akcje bojowe świadczyły, że jest to najpoważniejsza siła zbrojna Polski podziemnej. W ów dzień majowy trzydziestu młodych przemyślan uroczyście zadeklarowało swą wolę walki nie tylko o wolność, ale również jej kształt. Zostali podzieleni na pięcioosobowe grupy. Był to jeden z kanonów konspiracji, bo w razie „wpadki” mała grupa oznaczała niewielką liczbę ofiar. Komendantem tej jednostki został  Zdzisław Jankowski a w jej skład wchodzili: Zdzisław Cichoński, Roman Mussur, Zbigniew Zięba i  nie żyjący już Alojzy Zawadzki. Rozpoczęli od najprostszych zadań, zajmując się kolportażem prasy podziemnej. Potem liczyli i klasyfikowali transporty wojskowe, aż wreszcie podjęli akcje bojowe. Polegały one na rozbrajaniu Niemców. Wiedzieli, gdzie są ich kwatery, i że wracają na nie przeważnie późną nocą. Skryta w mroku bramy przy ulicy Basztowej, Władycze lub innej uzbrojona w pistolety i pałki grupa oczekiwała stosownego momentu. Dowództwo wydało zakaz zabijania, by nie narażać na odwet i represje ludności cywilnej. Akcje miały podobny przebieg. Naprzeciw nadchodzącego Niemca wychodziła trójka mężczyzn prosząc na przykład o ogień lub podanie godziny. W tym czasie pozostała dwójka zachodziła od tyłu i pod groźbą użycia broni opróżniała kaburę. Niemcy nie stawiali oporu, w konfrontacji z przeciwnikiem ulatniała się ich odwaga. W ten sposób oddział zdobył około trzydziestu pistoletów. Najpoważniejszym zadaniem okazało się wykonanie wyroku śmierci na kolaborującym z Niemcami kierowniku jajczarni, któremu udowodniono winę. Kolaborant został zastrzelony przez jedną z grup przy wejściu do swego domu w okolicach ulicy Tatarskiej.

Z okresu składania przysięgi AK−owskiej 1942 r..jpeg

Tymczasem zbliżał się front i wyzwolenie. Zdzisław cieszył się z rychłej wolności, bo uważał, że każdy przeżyty dzień okupacji jest darem losu. Nie miał jednak złudzeń, że wolność którą niesie armia sowiecka nie jest tą, którą sobie wymarzył. Echa Katynia, zsyłki na Sybir, gehenna Armii Andersa wreszcie Manifest PKWN były zapowiedzią czerwonej dominacji. Prawdziwy patriota, który marzył o suwerennej Polsce, nie mógł przystać na  taką rzeczywistość, zresztą nie wierzył, by ona przetrwała i niestety jak pokazało to życie, była to wiara naiwna. Na razie, a było to w latach 1944-1945  podjął naukę w Liceum Morawskiego a w styczniu 1945 roku zdał przyspieszoną maturę.

Niebawem został wcielony do wojska w I Oficerskiej Szkole Piechoty w Krakowie. Rychło przekonał się, jak naprawdę wygląda Wojsko Polskie. Dowódcą szkoły był generał sowiecki Jurkin, jego zastępcą do spraw politycznych Żyd Półturzycki, dowódca batalionu mjr Kuzin, dopiero dowódcą plutonu okazał się Polak prosty chłopak po półrocznym kursie w Riazaniu. Butni oficerowie sowieccy nie stwarzali nawet pozorów, by pokazać, komu w rzeczywistości podlega wojsko. Cała 14 kompania w IV batalionie pochodziła z Przemyśla. Zdzisław jednego z oficerów sowieckich uczył gry na akordeonie i ta okoliczność pozwoliła mu się przekonać, że w doborowych kadrach sowieckich nie brakowało zwykłej hołoty.

Kiedy w maju 1945 roku przenoszono ich do III Oficerskiej Szkoły Piechoty w Inowrocławiu radziecki major polecił Zdzisławowi ukrycie w transporcie skradzionego wcześniej z zajmowanej kwatery instrumentu. Wychowany w domu polskiego oficera Zdzisław znał wartość honoru i w żaden sposób nie mógł zaakceptować prostackiego zachowania. Buntował się obserwując realia. Nie do zniesienia była świadomość podległości polskich sił zbrojnych. W takim wojsku nie mógł służyć, dlatego dwa dni przed uroczystą promocją oficerską na polach Grunwaldu wraz z sześcioma kolegami zdezerterował.

 

 

×

Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w celu przesyłania newslettera. Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi. Jestem świadomy/ma iż mam możliwość ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Administratorem danych jest Gmina Miejska Przemyśl z siedzibą Rynek 1, 37-700 Przemyśl