2.5 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Szlachetny człowiek, wierny kapłan, pokorny biskup. Wspomnienie.

aut. Krzystof Fil, grudzień 2004.

Gromadzimy się dzisiaj wokół trumny ks. biskupa Bolesława, aby przystanąć w biegu naszej doczesnej wędrówki i na życie spojrzeć inaczej.

Był początek lat osiemdziesiątych, rocznica powstania Solidarności. W okolicach Kamiennego Mostu na plantach Rybiego Placu i Jagiellońskiej zebrały się tłumy przemyślan. Po okolicznościowych wystąpieniach miał uformować się protestujący pochód. W miarę upływu czasu manifestantów szczelnym kordonem zaczęły otaczać liczne oddziały ZOMO i milicji. Trwała demonstracja siły, ulica jeździły okratowane radiowozy, uzbrojeni funkcjonariusze szykowali się do ataku. Kiedy pochód ruszył w zdesperowanych ludzi wystrzelono naboje z gazem łzawiącym i metodycznie zaczęto okładać ich pałami. Manifestację brutalnie rozbito. Wystraszeni, sterroryzowani ludzie szukali ratunku. Nie uciekali jednak do domów, nie kryli się w bramach, ale pobiegli do Katedry. Mimo tego, że wykrzyczeli tam swą skargę, wyśpiewali modlitwę czuli się słabi i bezradni. W wypełnionej po brzegi świątyni brakowało iskry. Aż przyszedł kapłan i przemówił. Odważnie stanął po ich stronie, sprzeciwił się przemocy, tchnął siłę i nadzieję. Nie każdy wiedział, że był to biskup Bolesław Taborski. Dla większości pojawił się jak obrońca i duchowy przywódca. Z Katedry wyszli już inni ludzie. W powietrzu unosił się jeszcze swąd gazu, po ulicach krążyły agresywne patrole, ale oni już nie schodzili napastnikom z drogi. Szli z podniesioną głową, a w oczach nie mieli strachu.

 

Boży Wędrowiec

W mowie pogrzebowej wygłoszonej w przeddzień głównych uroczystości pogrzebowych ks. Biskup Adam Szal przypomniał sylwetkę i życiową drogę zmarłego.

„Gromadzimy się dzisiaj wokół trumny ks. biskupa Bolesława, aby przystanąć w biegu naszej doczesnej wędrówki i na życie spojrzeć inaczej. Na co dzień jesteśmy zajęci sobą, zabiegani, zatroskani o sprawy wielkie i małe, niewiele czasu poświęcamy sprawą ostatecznym. Gdy pojawia się ta chwila jedyna i niepowtarzalna, kiedy urywa się ludzkie życie, gdy zabraknie wśród nas kogoś, kogo widzieliśmy każdego dnia, z którym mogliśmy dzielić życiowe problemy, kto chodził po tych samych ulicach i siadał z nami przy tym samym stole, dopiero wówczas inaczej zaczynamy patrzeć na życie. Czy pogrzeb to bezpowrotne rozstanie, czy dla nas wierzących pogrzeb to tylko smutna uroczystość. Przecież wierzymy w to, że Chrystus jest Bogiem żywych, a nie umarłych i w Nim wszyscy żyjemy. On jest życiem wiecznym, życiem które nie podlega unicestwieniu i zniszczeniu…

Patrząc po ludzku widzimy, że długa była droga wędrowania biskupa Bolesława. Rozpoczął ją w rodzinie kolejarskiej, 18 października 1917 roku. Kilka dni później przyjął sakrament Chrztu świętego w kościele parafialnym w Jarosławiu. Tam tez ukończył gimnazjum w 1935 roku i wówczas właśnie zaczął swoją wędrówkę idąc za głosem powołania. Wstąpił do seminarium duchownego, a w trakcie nauki został wysłany na studia w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Święcenia kapłańskie otrzymał w niecodziennej sytuacji i scenerii rozpoczętej wojny 10 września 1939 roku, tu w Katedrze przemyskiej. Od tej pory dla młodego kapłana nastały trudne lata. Został aresztowany i więziony przez Niemców w Jarosławiu i Przeworsku, a potem deportowany do strefy okupowanej przez wojska sowiecki. Do 1945 roku pracował jako wikariusz w Sądowej Wiszni w świadomości ustawicznego zagrożenia życia. Po wojnie był wikariuszem w parafii Frysztak, a następnie został skierowany na studia uniwersyteckie w Lublinie. Przez krótki czas pracował jako wikariusz w rzeszowskiej farze, następnie jako katecheta w Tarnobrzegu. Od 1951 roku przez ponad 50 lat mieszkał w budynku małego seminarium pełniąc funkcję ojca duchownego wychowanków. Był notariuszem Kurii, sądu biskupiego, obrońcą węzła małżeńskiego, sędzią, wiceoficjałem i oficjałem sądu. W latach 1955-1972 był także wykładowca w przemyskim seminarium. 2 stycznia 1964 roku został ogłoszony w diecezji biskupem pomocniczym. Konsekracja odbyła się 2 lutego 1964 roku. Chlubił się uczestnictwem w III i IV sesji Soboru Watykańskiego II. Uczestniczył jednocześnie w pracach kilku Komisji Episkopatu Polski …

Pochodnie biskupiej posługi niósł przez ponad 45 lat w trudnych przecież dla Kościoła czasach. Służył Panu Bogu i ludziom podczas wizytacji kanonicznych, pamiętnej peregrynacji sprzed 30 lat, licznych bierzmowań
i wielu uroczystości religijnych. Pozostanie w naszej pamięci także jako niedościgniony wzór realizowania eschatologicznej prawdy ludzkiego życia. Przekładał na język praktyki stare powiedzenie: „Bliżej do nieba z domu żałoby niż z domu wesela”. Nigdy nie odmawiał żałobnej posługi. Można powiedzieć, że 18 listopada w wieczór Jego śmierci wyszło mu naprzeciw wielu zmarłych w tym kilkuset kaplanów, których odprowadzał na miejsce wiecznego spoczynku. Kochał Kościół Powszechny i kochał Kościół Przemyski. Często wspominał jego tradycje i szanowne korzenie. Żył pod urokiem świętobliwego biskupa Franciszka Bardly i Jego współpracownika biskupa Wojciecha Tomaki. Wiódł bardzo skromne życie, nie lubił przepychu i kierował się gdy zbytnio podkreślano Jego osobę. Przez ostatnie lata dzielnie znosił dolegliwości i cierpienia. Bardzo przeżył śmierć swego przyjaciela biskupa Stefana, ale nie rozczulał się nad sobą. Wiedział, że taka jest kolej rzeczy…

 

 

Życie w prawdzie.

Podczas głównych uroczystości żałobnych w archikatedrze przemyskiej żegnając zmarłego metropolita przemyski abp Józef Michalik powiedział:

…Rodzinnym miastem państwa Toborskich stał się Przeworsk, gdzie na stałe osiedlili się rodzice biskupa Bolesława. Temu miastu i parafii biskup Boleslaw pozostał wierny aż do końca. Tam, obok swych rodziców pragnął być pochowany. Pamiętamy z jaką radością jeździł do Przeworska. Wybrał się tam jeszcze niedawno, na 40-lecie swego biskupstwa. Cenił i kochał swoją rodzinę, był z niej dumny. Wszyscy wiedzieliśmy, dlaczego lubił jeździć pociągiem. Był synem kolejarza. Kolej otwierała mu okno na świat, prowadziła do ludzi, kolegów i znajomych. W życiu prywatnym bardzo zwyczajny, naturalny. Żadnych manier, póz czy udawania. Wiedzieliśmy, kogo lubił i cenił, a od kogo cierpiał i stronił. Solidaryzowaliśmy się z nim wiedząc, że jest wierny sobie i swoim przekonaniom. Kochał Kościół i całym sercem identyfikował się z nauką i przepisami dyscypliny kościelnej. On zresztą przez całe życie budował ten Kościół, swoją pracą, modlitwą, posługą. Lubił księży, cenił ich towarzystwo, szukał ich obecności. Przez całe życie pozostał człowiekiem bardzo samodzielnym i skromnym. Niewiele wymagał dla siebie, ale wymagał dużo od siebie. Miał zdrowe poczucie humoru i dobre słowo dla każdego. W testamencie z 1998 roku streścił swoje życie.

„Starałem się postępować in veritate (w prawdzie). Dziękuję wszystkim za dobro, które mi wyświadczyli, przepraszam tych, których mimo woli obraziłem. Polecam się Miłosierdziu Bożemu za przyczyną Matki Bożej Bolesnej Jarosławskiej”. Dziękuję dziś Panu Bogu za Ciebie drogi nasz biskupie Bolesławie. Dziękujemy za Twoje skromne, piękne i tak naturalnie szczere życie. Dziękuję Ci biskupie Bolesławie za prawe, dobre serce i za całą życzliwość okazywaną przez ostatnie lata. Wiem dobrze, że od ludzkiej strony na wartość, a także skuteczność pracy biskupa diecezjalnego, czyli moją, składa się praca wielu kapłanów, ale przede wszystkim tworzy ją ścisła wspólnota biskupów pomocniczych. Ich pomoc, modlitwy, ich wyrzeczenia i cierpienia. Dlatego dziękuję dziś całym sercem za Twoją czterdziestoletnią odważną, piękną i serdeczną posługę, a zwłaszcza Twoją obecność przez ostatnich jedenaście lat...

Ksiądz Stanisław Burczyk, emerytowany proboszcz parafii w Żurawicy, znał biskupa Bolesława Taborskiego od 1945 roku, kiedy obaj byli wikariuszami w pobliskich parafiach. W 1951 roku razem przybyli do Przemyśla. Przyjaźnili się ze sobą i wiele razy wzajemnie odwiedzali. Szczególnie wtedy, gdy przeszli na emeryturę. W gronie kapłanów seniorów spotykali się chętnie i wspominali dawne czasy. Biskup Bolesław często odwiedzał ks. Stanisława Burczyka w Żurawicy, również dlatego, iż niezwykłą przyjemność sprawiały Mu kontakty ze środowiskiem kolejarzy żurawickich. Poprzez ojca polubił to środowisko, z którym sympatyzował i wśród nich czuł się jak w rodzinie. Był człowiekiem życzliwym i pogodnym, wspomina ks. Stanisław. Cenił towarzystwo przyjaciół kapłanów. Wręczył mi krzyż jubileuszowy na 50-lecie mojego kapłaństwa. Był skromny i powściągliwy, pomagał innym i nigdy problemów bliźnich nie traktował powierzchownie. Oprócz poczucia humoru miał osobliwe upodobanie. Nad wszelki łakocie wolał herbatę i chleb z masłem. Oddany syn Kościoła, szlachetny człowiek, wierny kapłan, pokorny biskup.

×

Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w celu przesyłania newslettera. Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi. Jestem świadomy/ma iż mam możliwość ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Administratorem danych jest Gmina Miejska Przemyśl z siedzibą Rynek 1, 37-700 Przemyśl