17.2 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Pokonać pesymizm.

Z radością przyjąłem zaproszenie do comiesięcznej obecności na łamach nowego rodzącego się w ogniu dyskusji, miesięcznika. Ma on, jak zaznaczają pomysłodawcy  ujawniać pozytywne działania władz samorządowych, nie unikając dokumentowania rzeczy trudnych. Mam nadzieję, że stanie się on także miejscem wypowiadania się prostych ludzi, którzy nie mają możliwości  występowania na publicznym forum.

Rodzi się pytanie, z którym i ja wadziłem się, gdy zaproponowano mi miejsce w tym periodyku – co ma do zaoferowania w mediach ksiądz?

Więcej – czy jest sensowne, aby w ogóle stawał w szeregu z innymi dziennikarzami.

Moja pozytywna odpowiedź i wstępny akces zrodziły się z nadziei, że być może uda się zrealizować zamiar periodyku, w którym nie będzie obowiązywać zasada, że dobra wiadomość, to żadna wiadomość. Moje dziesięcioletnie doświadczenie w pracy redaktorskiej przy „ Niedzieli” ujawniło smutny fakt, że media są  utylitarnym środkiem realizowania partykularnych interesów polityków czy frakcji politycznych. Jest rzeczą niemal powszechną, że nasi „ wielcy” wykorzystują Kościół, katolickie środki przekazu w momentach ważnych dla ich kariery politycznej. Ostatnie uroczystości odpustowe na Kalwarii Pacławskiej ujawniły tę prawdę w sposób bardzo wyrazisty. Okres przedwyborczy to zawsze intensywna aktywność obecności w naszych redakcyjnych progach ludzi, kandydujących do gremiów sejmowych czy samorządowych. I nie ma w tym nic dziwnego. Po to jesteśmy, by ujawniać ludzi prawych, posiadających osobiste koncepcje służby dobru wspólnemu. Kiedy jednak zabiegi skończą się sukcesem trudno o podobną obecność. Wielokroć prosiłem o kolejne spotkania, o teksty informujące o realizację przedwyborczych planów. Daremnie.

I oto teraz pojawia się taka możliwość by ujawniać obecność Kościoła w rzeczywistości miasta, jego krajobrazie. Nie mam pewności, że uda mi się to zrobić w stopniu zamierzonym przez Redakcję pisma, ale warto taki wysiłek podjąć.

Tertulian napisał u początku tworzenia się struktur kościelnych: „Przyszliśmy wczoraj, a już wypełniliśmy świat i wszystkie wasze rzeczy: miasta, wyspy, osiedla, domostwa, wojsko, pałace, senat, forum. Wam pozostawiliśmy tylko świątynie...”

W czasach komunizmu szukaliśmy tzw. świeckich aby napełniali prawdą Ewangelii miejsca do których nie mieli dostępu oficjalni przedstawiciele Kościoła. Wydawało się, że odzyskana wolność umożliwi tę obecność w różnych miejscach publicznego życia. Nadzieje były złudne. Pierwsze próby, jak choćby wprowadzenie religii do szkół spotkały się z lawiną protestów, straszenia niebezpieczeństwem klerykalizacji życia społecznego. To nic, że demagogia przegrała z rzeczywistością. Księża, siostry zakonne wnieśli do szkół powiew normalności, ujawnili swoją przydatność jako pedagodzy i co więcej stali się, a wiem to z własnego doświadczenia, powiernikami ludzkich dylematów samych nauczycieli. Nikt nie przeprosił, nie sprostował. Więcej – wbrew faktom, które z natury rzeczy są niedyskutowalne rozpoczęła się w ostatnich miesiącach ofensywa mająca na celu zlikwidowanie tej sprawdzonej obecności Kościoła.

Kolejny temat dyżurny zafundowany społeczeństwu obecnie to problem niedzielnego handlu. Obraz medialnych konstrukcji układa się w hiobowy wprost klimat narodowej tragedii. „Szeregowy” słuchacz, czy widz zostaje epatowany obrazami wielkiej tragedii, bo oto ludzie nieświadomi niczego zajeżdżają pod wielkie markety, a te jak wczoraj (22.08) zamknięte na głucho. Już tylko krok od wmówienia widzowi, że to ludzie, którzy z tego powodu zginą śmiercią głodową.

A przecież wielu spośród tych, którzy przyjechali to ludzie wierzący. Mają sześć dni na to aby przygotować się do niedzieli – dnia wdzięczności Bogu za dany im czas samorealizacji. Nieśmiało, na chwilę portale internetowe informują, o powszechnym w Europie trendzie likwidowania handlu w niedzielę. Ale nie u nas. U nas otwarte markety to synteza postępowości.

Można by jeszcze długo. Ale po co?

Stąd chciałbym w przydzielonym mi miejscu pokazywać, że Kościół nie jest  spelunką pedofilów, zapasionych egoistów i co tam jeszcze. Mała Ojczyzna, którą jest każde miasto, także Przemyśl syntetyzuje jak w soczewce kościelne inicjatywy, jego obecność w newralgicznych dla wspólnoty miasta miejscach i sytuacjach. A jesteśmy jako instytucja obecni w wielu takich miejscach i wychodzimy naprzeciw wielu trudnym sytuacjom. Niestety, zarówno prasowe periodyki, jak i telewizja kablowa, czy radio nie dostrzegają tego. Może, taką mam nadzieję, uda się w tym miejscu pokazać to „nieobecne” a rzeczywiście funkcjonujące.

Z rozmów z Redaktorem naczelnym wiem, że taki jest zamiar redakcji. Pokazywać twórcze inicjatywy, promować ludzi – tych, którzy tworzyli rzeczywistość miasta i dziś są już po tamtej stronie życia i tych, którzy aktualnie trudzą się nad utrwalaniem i uwydatnianiem zastanego dziedzictwa. Chcę w tym duchu ujawniać tę radość z perspektywy Kościoła patrząc i ludzi Kościoła promując.

A co ze świątyniami, o których pisał Tertulian?

W tamtych czasach były to miejsca bałwochwalczego kultu. Nie brak ich i dzisiaj. Wiedzą o nich wszyscy i wszyscy o ich mówią, dziwne tylko, ze mówią szeptem. Jakby się wstydzili lub bali. A przecież to żaden wstyd ani też specjalna odwaga, by rzeczy nazywać po imieniu. Jeżeli w naszym mieście są świątynie rozpusty i demoralizacji, więc trzeba o tym powiedzieć i niech nikogo nie zwiedzie pozór, jakim są kolorowe światła i muzyka. Byli tam ostatnio młodzi ludzie z naszego diecezjalnego radia. Przyszli zbulwersowani. Ostatnio za banalne naruszenie przepisów długo tłumaczyłem się policji. Gdyby połowę tego czasu panowie policjanci poświęcili na rekonesans przy ulicy Grodzkiej, gdzie mieszkam, byłoby to wielce przydatne dla zastraszonych ludzi, którzy już we wczesnych godzinach wieczornych z klękiem w oczach przemierzają tę ulicę w klimacie przekleństw, i agresywności młodych gniewnych wracających w miejskiego parku.

Ot, takie refleksje. Może przyjmie się ta obecność. Zobaczymy. Życzę, aby ten nowy tytuł stał się miejscem życzliwej dyskusji i niech na jego stronach pojawia się radość z osiągnięć wbrew pesymistycznemu obrazowi rzeczywistości. Szczęść Boże pomysłodawcom.

×

Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w celu przesyłania newslettera. Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi. Jestem świadomy/ma iż mam możliwość ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Administratorem danych jest Gmina Miejska Przemyśl z siedzibą Rynek 1, 37-700 Przemyśl