18.1 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Przemyśl pożegnał swego biskupa.

Tak długo żyje człowiek, jak długo trwa pamięć o nim. O biskupie Stefanie Moskwie pamiętać nie wystarczy. Trzeba mu jeszcze zaufać i uwierzyć, że prawda, której zaświadczył jest ponad czasem, przestrzenią i ludzkim losem.

Prawda to trudna, bo zderza się z realnym życiem, które choć często mami iluzją i pozorami, po prostu jest. Łatwiej wierzyć w to, czego dotyka ręka, trudniej w to, co czuje dusza. Biskup Stefan Moskwa przez 45 lat swego kapłaństwa pomagał dokonywać wyborów, prowadził i pokazywał drogę. Miał ku temu tytuł szczególny. Siłę swego powołania, gruntowną wiedzę i miłość bliźniego. Gdy wielotysięczny kondukt pogrzebowy zbliżał się do cmentarza w cieniu cmentarnego muru dostrzegłem kilku mężczyzn. Zachowywali się dziwnie, jakby kryli się przed spojrzeniami, jakby chcieli być anonimowi, nierozpoznawalni. W pewnym momencie usłyszałem słowa „szkoda biskupa” i wówczas zrozumiałem jak wyjątkową postacią był zmarły. Nuta żalu w głosie stracenia, który dawno przeklął świat wraz ze wszystkimi wartościami, świadczyła, że jednak istniał ktoś, kto potrafił poruszyć skamieniałe serca.

Wielokrotnie widziałem biskupa Stefana wśród nędzarzy, alkoholików, bezdomnych. Nie unikał kontaktu z ludźmi, których często się omija lub nie dostrzega. Uczestniczył w spotkaniach charytatywnych, wieczerzach wigilijnych czy śniadaniach wielkanocnych. Zostawiał wówczas na boku swą godność i szedł do nich. Pocieszał, doradzał, budził nadzieję, jak brat, przyjaciel, powiernik. Garnęli się do Niego Ci najmniejsi, znali biskupie ścieżki, więc czekali gdzieś za rogiem i kiedy pojawiała się charakterystyczna skromna sylwetka. Wiedzieli, że mogą liczyć i na skromny datek i na dobre słowo.

...I przed kapłaństwem
w proch padam, i przed kapłaństwem klękam...

Ten fragment wiersza ks. Jana Twardowskiego trafia w sedno. Treścią życia biskupa Stefana Moskwy było kapłaństwo. Wybrał je we wczesnej młodości, wymodlił i pielęgnował jak dar największy i skarb najdroższy. W trakcie uroczystości żałobnych w przeddzień pogrzebu Jego kapłańską drogę przypomniał biskup Adam Szal.

„...W trudnych latach powojennych po zdaniu egzaminu maturalnego w 1953 roku postanowił wstąpić do seminarium. Przegotowanie do kapłaństwa potraktował bardzo sumiennie. Przełożeni wydali mu niezwykle pochlebną opinię; Poważny, skupiony, naukowo bardzo zdolny, w pracy pilny i obowiązkowy.”

Duchowa postawa alumna Stefana skłoniły bpa Franciszka Bardę, by bezpośrednio po święceniach kapłańskich 7 czerwca 1959 roku skierować go na studia w KUL-u. Po uzyskaniu tytułu doktora nauk teologicznych został rektorem Kaplicy Sióstr Niepokalanek w Jarosławiu a następnie wikariuszem parafii pw. Bożego Ciała. Po trzech latach decyzją bpa Ignacego Tokarczuka został mianowany prefektem a następnie vice-rektorem i rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Z przerwą na studia w Paryżu kilkanaście lat poświęcił formacji alumnów jako wykładowca teologii dogmatycznej i fundamentalnej. Wielu kapłanów miało szczęście wyjść spod jego ręki, ja również. Seminarium było dla nas domem, bo wiedzieliśmy, że nasz rektor czuwa nad nami jak ojciec, wymagający i kochający. Pamiętamy Jego troskę o nas, szczególnie tych, którzy byli chorzy lub odbywali służbę wojskową. Dopracowane i jasne wykłady wprowadzały nas w trudne prawdy teologiczne po to, byśmy nimi żyli i przekazywali innym. Wiele razy gromadziliśmy się wspólnie przy ołtarzu, by przeżywać tajemnicę Eucharystii. Mogliśmy wówczas doświadczać głębi duchowego przeżywania przez naszego przewodnika w drodze do kapłaństwa. Kroczył w pokorze wiernego sługi, nie obnosił się ze swą godnością, bo wiedział, że nie on lecz Bóg jest najważniejszy. Kościół przemyski i cała diecezja cieszyła się, gdy 1984 roku otrzymał sakrę biskupią. Stanął wobec nowych zadań pełen ducha i mocy wewnętrznej... Całe Jego życie kapłańskie możemy nazwać spalaniem się na ołtarzu dla Boga. Pięknym wyrazem tej miłości było przeznaczenie swoich oszczędności na budowę ołtarza w archikatedrze przemyskiej, przy którym właśnie się gromadzimy... Podczas głównej liturgii żałobnej metropolita przemyski abp Józef Michalik o kapłaństwie zmarłego powiedział:

„Dzisiaj, kiedy dziękujemy Bogu za dar tego życia, warto sobie uświadomić, że trzeba je wieść w taki sposób, by w ciągu danego nam czasu ludzie mogli się radować tym życiem. Kapłaństwo święte, nie funkcyjne jest zakotwiczone w bytowaniu Chrystusa i zjednoczeniu z Nim we wszystkich sytuacjach. Kapłaństwo bpa Stefana było kapłaństwem wewnętrznie scalanym. On całym sobą pokazywał, że jest dobrym pasterzem. Duchowość kapłańska to nie snobizm i chęć błyszczenia, ale czytelne zjednoczenie z Chrystusem. 45 lat Jego kapłaństwa wypełniło życie niezwykle. Obrazem tego życia jest testament, którego fragment warto przytoczyć: „Dziękując Bogu za to, że powołał mnie do życia, jeszcze bardziej za to, że czyniąc mnie chrześcijaninem przeznaczył do życia w wieczności. Zarazem poczuwam się do obowiązku wdzięczności wobec tych, którzy dali mi życie ziemskie, wobec rodziców oraz wszystkich, którzy mnie wychowywali, kochali i dobrze mi czynili. Patrzę z wdzięcznością na rodziców, krewnych, nauczycieli, wychowawców, kapłanów i przyjaciół. Moje słowa pożegnania nie byłyby wyczerpujące, gdyby zabrakło w nich szczerej prośby o przebaczenie, jeżeli kogoś obraziłem, uczyniłem krzywdę, nie usłużyłem, jeżeli kogoś niewystarczająco kochałem.”

Żył skromnie. To był człowiek, który miał serce otwarte na innych. Nie myślał, nie zabiegał, a nawet nie mówił o sobie. „Bez biskupa Stefana, nieraz to mówiłem i powtórzę dzisiaj, byłoby mi bardzo trudno. Jego chorobę odebrałem również jako znak dla siebie...

Każdy pogrzeb, każda śmierć, każde rozstanie jest lekcją wiary. Dlatego, który odchodzi najważniejszym dniem życia, dla nas może najważniejszym dniem refleksji i odpowiedzi na zaproszenie, które On skieruje”.

Kapłaństwo biskupa Stefana miało wymiar uniwersalny. Wykraczało poza duchowość, w sferze spraw ogólnoludzkich, społecznych. Wspomniał o tym w mowie pożegnalnej prezydent miasta Robert Choma.

„... Był wzorem i przykładem również dla sprawujących funkcje publiczne. Osobiście doświadczałem serdecznej jedności i zainteresowania sprawami i problemami, z którymi się z nim dzieliłem. Ostatni raz, gdy odwiedziłem go w szpitalu, pełen troski pytał o problemy miasta, ciekaw był zadań, które zamierzamy realizować. Takim Cię zapamiętamy na zawsze. Pomimo choroby zatroskanego o Kościół, który współtworzymy my świeccy, gotowego być dla nas oparciem, umacniającego na s swoją postawą...

 

Po górach dolinach

Złączyła nas przyjaźń wspomina ks. prałat Stanisław Zarych. Nie przeszkadzała różnica wieku. Obaj byliśmy profesorami i wychowawcami kleryków, obaj mieliśmy wspólne zainteresowania i podobne poglądy na sprawy Kościoła i społeczne. Dodatkowo wspólną naszą troską były problemy związane z trzeźwością. On jako biskup należał do komisji d/s trzeźwości przy episkopacie Polski, ja byłem i jestem archdiecezjalnym duszpasterzem, d/s trzeźwości. Bardzo popierał tę działalność, bo miał świadomość degradacji człowieka, którą powoduje alkohol. I wreszcie połączyła nas miłość do gór. Od początku lat osiemdziesiątych wyjeżdżaliśmy na urlop do Zakopanego i wędrowali po górach. Mieliśmy ulubione trasy do Doliny Chochołowskiej, Kościeliskiej, pięciu Stawów, na Halę Kondratową, Kasprowy Wierch. Tam na tatrzańskich graniach podziwialiśmy cud stworzenia i odczuwali bliskość Boga. Odwiedzaliśmy na Gubałówce Katarzynę, matkę siostry Bronisławy, opiekunki bp. Stefana i tam przy herbacie słuchaliśmy góralskich gawęd. Później, kiedy wysokie góry stawały się dla mnie zbyt trudne, zaczęliśmy odwiedzać Bieszczady. Ja spacerowałem dolinami, biskup Stefan przemierzał bieszczadzkie szczyty. Był sprawnym, wytrzymałym mężczyzną więc Jego śmierć tym bardziej stała się zaskakująca i bolesna. Zawsze w mojej pamięci zostanie szlachetność i skromność w Jego sposobie bycia. Reprezentował postawę służby wobec ludzi, wrażliwy na cudze nieszczęścia i biedę. Przemyśl powinien dziękować Bogu za dar wyjątkowego człowieka i wielkiego kapłana.

 

Tajemnica futrzanej czapki

Bardzo blisko z biskupem Stefanem Moskwą związani byli siostra Bronisława ze zgromadzenia rodziny Marii, która posługiwała mu aż do ostatniej chwili życia oraz kierowca biskupa pan Jan. Oboje mieli okazję przez wiele lat obserwować Go w życiu prywatnym. Było to życie pracowite i skrupulatnie zaplanowane od piątej rano, aż do późnych godzin nocnych. Wśród licznych obowiązków wikariusza generalnego archidiecezji wiele czasu przeznaczał na modlitwę i lekturę. Prawie codziennie można Go było zobaczyć w ogrodzie jak spaceruje z różańcem w ręku. W trakcie licznych podróży nigdy nie marnował czasu, wspomina pan Jan. Czytał, przeglądał notatki, modlił się. Nie zdarzyło się by zapomniał zapytać o moje zdrowie, rodziny, jak trzeba dopomógł w kłopotach. W kontaktach bezpośrednich uderzała Jego łagodność i dobroć płynąca z głębi serca. Był przyjacielem ludzi, moim również. Siostra Bronisława znała księdza biskupa prawie 50 lat. „Był człowiekiem głębokiej wiary. W życiu prywatnym dyskretny i pogodny. Wytwarzał wokół siebie atmosferę ciepła i życzliwości, która udzielała się innym. Nie uprzedzał się do ludzi, nie krytykował, nie narzekał. Również wtedy, gdy choroba przykuła Go do łóżka i ograniczyła funkcje życiowe organizmu. Cierpliwie i z godnością znosił dolegliwości. W ten wieczór czuwałam przy Nim. Prosił bym nie gasiła światła. Było już późno, gdy nagle zaczął słabnąć. W pewnym momencie usłyszałam słowa „Umówiłem się, ale nie wiem, czy zdążę”. Z kim ksiądz biskup umówił się zapytałam. Odpowiedzi nie było.”

Przemysl_pozegnal1.jpeg

Wśród osobistych rzeczy były takie, które biskup Stefan darzył szczególnym pietyzmem. Należał do nich księgozbiór i stara futrzana czapka. Miał ją zawsze. Wisiała w łazience w starym mieszkaniu, zabrał ją z sobą, gdy przeprowadził się do kurii. Dość często w domowym zaciszu ksiądz biskup wkładał ja na głowę. Ten tajemniczy zwyczaj, który początkowo budził ciekawość czy zdziwienie, krył w sobie wzruszającą do głębi duszy symbolikę. Okazało się, że była to czapka ojca. Trudno o piękniejszy wyraz pamięci i synowskiej miłości, gdy w pozornie banalnym przedmiocie szuka się obecności lub śladu dawno zmarłego rodzica. Futrzaną czapkę włożono do trumny biskupa.

Wiele lat temu ks. bp. Stefan Moskwa żegnając zmarłego kapłana powiedział: „Może chcielibyśmy powiedzieć, że ta śmierć jest niepotrzebna, przedwczesna. Jeżeli jednak gromadzimy się jako chrześcijanie zapatrzeni w zapalony paschał, symbol Chrystusa Zmartwychwstałego to nie po to, by powiększać żal i dodawać łez, chociaż łzy są prawem cierpienia i bólu. Gromadzimy się po to, by nasz smutek przeżyć nie jak Ci, którzy nie mają nadziei, lecz Ci, co całkowicie zaufali Bogu. Ile razy stajemy w obliczu śmierci musimy zawsze przywoływać w naszej pamięci podstawową prawdę wiary, że Chrystus przez swoje Zmartwychwstanie zwyciężył śmierć swoją i naszą. On jest znakiem i zapowiedzią tego świata, do którego w chrześcijaństwie jesteśmy powołani”.

Jeżeli życie ziemskie uznać za cel to reakcją na jego kres może być jedynie ból. Dla ks. biskupa życie było drogą w inny lepszy wymiar. Kiedy ostatni raz przemierzał ulice naszego miasta pośród wielotysięcznego konduktu to jakby raz jeszcze chciał powiedzieć, że idzie ku światłu. W tej wędrówce bledną doczesne problemy i nie najważniejszą jest ludzka rozpacz. Może dlatego dzień był wówczas pogodny i świeciło jasne słońce, a choć biły kościelne dzwony to nie biły na trwogę.

Krzysztof Fil

 

BISKUP POMOCNICZY
STEFAN MOSKWA
DOKTOR TEOLOGII

biskup tytularny Giromonte, wikariusz generalny,
 prepozyt Przemyskiej Kapituły Metropolitalnej, członek Rady Episkopatu ds. Polonii

ur. 27.09.1935 w Woli Małej, wyświęcony na kapłana 7.06.1959 r.
w Przemyślu, prekonizowany 1.12.1983 r., konsekrowany
8.01.1984 r.

Zmarł 18 października 2004 r.

Przemysl_pozegnal.jpeg

×

Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w celu przesyłania newslettera. Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi. Jestem świadomy/ma iż mam możliwość ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Administratorem danych jest Gmina Miejska Przemyśl z siedzibą Rynek 1, 37-700 Przemyśl