2.5 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

„Za króla Olbrachta wyginęła szlachta”, a Przemyśl … Turcy w Przemyślu.

Z racji swego położenia Przemyśl niezwykle często, w swoich dziejach skazany był na zagrożenia wojenne.  Najeżdżali go Tatarzy, Turcy, Wołosi, Mołdawianie, Kozacy, Rosjanie, Węgrzy, Siedmiogrodzianie, Szwedzi, Mongołowie, Połowcy, Pieczyngowie, w zależności od posiadania Rusini,  wreszcie Niemcy zarówno II jak i III Rzesza, Sowieci.

Wśród tragicznych zdarzeń jakie spotkały Przemyśl, nadal wiele pozostaje niewyjaśnionych. Niektóre z nich pochodzą z okresu jagiellońskiego. Jednym z takich wydarzeń jest katastrofalna w skutkach wyprawa Jana Olbrachta na Mołdawię w 1497 roku. W roku następnym spadły na Polskę najazdy odwetowe, które dotknęły miasto. Jednym ze źródeł potwierdzających to wydarzenie jest fresk w prawej nawie kościoła Franciszkanów, przedstawiający męczeńską śmierć pięciu zakonników. Jest to źródło ważne z wielu powodów. Daje na przykład wyobrażenie o rynku, a przede wszystkim ratuszu, który rozebrany został przez Austriaków w II poł. XVIII wieku. Już z tego powodu powinniśmy go  oglądnąć i próbować wyobrazić sobie rynek w XVII wieku. Namalowany w czasie budowy kościoła fresk, prawdopodobnie w 1773 r. (poświęcenie budowli odbyło się w 1778 r,) budzi wątpliwośći. Przede wszystkim podpis pod nim. Za śmierć wymienionych z imienia pięciu franciszkańskich mnichów, winnymi czyni VALACHORUM, a szczególnie ich władcę PALATINUM STEPHANUM. Podana data śmierci 20 Iulii, a  tym bardziej  rok 1495, wprawia nas w zakłopotanie. W roku tym bowiem nie nastąpił żaden najazd wołoski. Data ta jest jakimś nieporozumieniem, które być może powstało podczas konserwacji. Oskarżenie rzucone bezpośrednio na Stefana, (w historiografii rumuńskiej) Wielkiego, jest bardzo tendencyjne. Z pewnością udziału w wyprawie nie brał, a chociaż jego rola w całym tym nieszczęściu jest i kontrowersyjna i niejednoznaczna, nie można podchodzić do tej kwestii bezkrytycznie. Przyznać trzeba jedynie, że rzeczywiście w najeździe na Przemyśl i w jego łupieniu uczestniczyli Wołosi. Jednak mógł to być nieliczny procent sił zaangażowanych w zdobycie miasta.

do_turcy_w_Przemyslu.jpeg

 

Nieudana wyprawa

W 1497 roku król Jan Olbracht podjął wyprawę, która miała poprawić niekorzystny dla Polski układ sił w regionie czarnomorskim. Zmniejszenie zagrożenia Polski z południowego-wschodu, a wzmocnienie wpływów w Mołdawii, które w ostatnich latach poważnie osłabły. Wyprawa ta miała w konsekwencji doprowadzić do zdobycia portów czarnomorskich i przecięcia łączności chanatu krymskiego z Turcją. Nie bez znaczenia były również dynastyczne ambicje Jagiellonów. Jan Olbracht chciał osadzić na tronie w Suczawie swojego najmłodszego brata Zygmunta (późniejszy Zygmunt I Stary). Pomyślana jako wspólna operacja polsko-mołdawska przeciw Turcji, zmieniła się w samotną wyprawę króla polskiego przeciw Mołdawii. Nie przygotowany na taki rozwój wypadków Olbracht, zaniechał marszu na południe i przystąpił do oblężenia Suczawy-ówczesnej stolicy wiarołomnego sojusznika.  Kompromitacja w oblężeniu i niechlubna decyzja o odwrocie poderwały autorytet króla w armii. Podczas odwrotu, siły polskie, w tym ziemi przemyskiej ciągle niepokojone wojną podjazdową przez Mołdawian, Tatarów i Węgrów zostały z zaskoczenia zaatakowane 26 października pod Koźminem na Bukowinie. Tylko szarża konnicy nadwornej pod dowództwem wojewody krakowskiego Jana Tęczyńskiego uratowała sytuację i nie doszło do całkowitej katastrofy. Swoiste fatum wisiało nad wyprawą od samego początku. Jednak powiedzenie, że za króla Olbrachta wyginęła szlachta jest wyolbrzymieniem. Za wycofującą się, załamaną niepowodzeniami armią na tereny pogranicza weszły oddziały nieprzyjaciela i rozpoczęły jego pustoszenie.

Po powrocie do kraju, armia składająca się w przeważającej części z pospolitego ruszenia, natychmiast rozeszła się do domów. Klęskę przeżywano bardzo mocno. Sam król po powrocie do Krakowa, najpierw popadł w apatię, a potem oddał się zabawom, żeby nie powiedzieć rozpuście. Brak  reakcji i zaniechanie natychmiastowych przygotowań do wojny musiały się zemścić. Granice państwa stały otworem, nie było praktycznie żadnej obrony. Tymczasem nad Polską zawisły jeszcze inne chmury. Sułtan Bajazet II w kwietniu 1498 r wysłał swego zięcia baszę Sylistrii Bali beja Malkocz oglu na czele 40 tysięcznej armii. Liczba luźnych oddziałów wołoskich i mołdawskich obliczana jest na ok. 6 tys. Wyprawa miała charakter odwetowy i łupieżczy, była jednocześnie manifestacją siły. Armia turecka składała się wyłącznie z jazdy. Turcy nie posiadali artylerii i sprzętu oblężniczego, mimo to bardzo dobrze poradzili sobie przy zdobywaniu wielu miast. Na przełomie kwietnia i maja siły tureckie sforsowały Dniestr i po spaleniu przedmieść Kamieńca Podolskiego, skierowały się na północny-zachód. Jak walec przetoczyli się po całej południowo-wschodniej Rusi i 13 maja dotarli pod Lwów. Okazało się, że stolica województwa ruskiego jest dobrze przygotowana do obrony. System fortyfikacji Wysoki i Niski Zamek wkomponowane w dopiero co odnowione po pożarze z 1494 r nowoczesne fortyfikacje z potężną jak na owe czasy artylerią (większość to pozostawione przez Olbrachta działa z wyprawy mołdawskiej) i informacje, że załoga miasta wzmocniona została ok. 4 tys. wojska zaciężnego, zadecydowały o zaniechaniu zdobywania miasta przez Turków. Spalone zostały jedynie przedmieścia Lwowa. Bali bej w tej sytuacji, postanowił spustoszyć całą Ruś, być może w ten sposób chciał wyciągnąć siły królewskie w otwarte pole i wydać im walną bitwę. Tymczasem sił tych po prostu nie było. Zadanie obrony spoczywało na kasztelanie lwowskim, tytułowanym w historiografii hetmanem polnym koronnym Stanisławie z Chodcza (Chodecki), który zaledwie z kilkuset osobowym oddziałem wycofał się ze Lwowa do Przemyśla. Tutaj prawdopodobnie sposobił obóz, do którego, miał nadzieję, ściągnąć pospolite ruszenie ze wszystkich stron Polski. Niestety koncentracja sił przebiegała w warunkach całkowitego chaosu i dezorganizacji. Do przygotowywanej na Sanie linii obrony przybywały tylko nieliczne oddziały w tym około 500 curienses jazdy nadwornej Jana Olbrachta. Siły Chodeckiego wzrosły do ok. 1500 jazdy i wydaje się, że było to wszystko na co w tym momencie mogła się zdobyć Polska południowa. W tym samym czasie Turcy założyli obóz na północny-wschód od Lwowa pod Buskiem. Stąd Bali bej wypuścił dwa potężne liczące po około 10 tys. jazdy zagony, które skierowały się: północny na ziemię przemyską, południowy na sanocką. Grupa południowa przez Drohobycz dotarła do Sambora, stąd przez Starą Sól i Nowe Miasto Bybło do Sanoka. Grupa północna pod dowództwem Mustafy beja sforsowała San pod Radymnem, zniszczyła go, a następnie zajęła Jarosław, Przeworsk i Łańcut. Gdy dotarła do Wisłoki, jej prawym brzegiem skierowała się na południe, a następnie wschód poprzez Kańczugę i Pruchnik, wyszła z powrotem  na linię Sanu. Trudno określić w którym miejscu siły Mustafy beja przekroczyły Pogórze Dynowskie, ale wychodząc nad San, na wysokości mostu znalazły się na wprost około 1500 w boju wyćwiczonych żołnierzy polskich, dowodzonych przez Stanisława Chodeckiego. Skąd się tu wzięły i czemu miały służyć te oddziały, trudno jest jednoznacznie określić.

 

Strategia obronna

Z pewnością Chodecki zdawał sobie sprawę, że jest osaczony od strony Pogórza Sanockiego, przez turecką grupę południową, od północy i zachodu przez siły Mustafy beja. Z tego powodu podjął próbę obrony. Ale dlaczego na przyczółku mostowym, przy prawdopodobnie niezniszczonym  moście, w obliczu przygniatającej przewagi Turków? Czy mógł liczyć na jakąś pomoc z zewnątrz ? Bardzo wątpliwe, aby Jan Olbracht przysyłając mu owych nadwornych curienses cokolwiek więcej obiecywał. Więcej wojska po prostu nie miał. W samym Krakowie atmosfera graniczyła z paniką. Podjęto gorączkowe przygotowania dla odparcia najazdu, naprawiając stare i budując nowe umocnienia. Miasto i król nie żałowali pieniędzy. Wtedy to Kraków otrzymał gotycki rondel czyli barbakan. A Przemyśl? No cóż, stan jego umocnień nie przedstawiał się najlepiej. Miasto otoczone było drewniano-ziemnym wałem obronnym, z pewnością otoczonym fosą. Zamek w tym czasie, z racji swojego usytuowania mógł przedstawiać się imponująco, jako że opasywał całe wzgórze, ale jego stan zdaje się nie był najlepszy. Niewiele wiemy o obrońcach samego miasta (ludność liczyła ponad 3 tys.) i ich uzbrojeniu. Miasto posiadało swoją artylerię, w tym 3 moździerze, 2 półtaraśnice i 7 hakownic. Mieszczanie zorganizowani w cechach z pewnością również gotowi byli stanąć do obrony. Co było przyczyną podjęcia obrony miasta z rzeką za plecami, naprawdę nie jesteśmy w stanie zrozumieć! Tym bardziej, że Stanisław Chodecki, miał doświadczenie wojskowe, a i późniejszy przebieg jego służby wskazuje na spore umiejętności dowódcze. Czyżby zdrada? A może udany fortel Turków? Bez odpowiedzi pozostanie  również pytanie o starostę przemyskiego i lwowskiego Mikołaja Krezę herbu Przeginia. Jako starosta, łączył funkcję komendanta wojsk zaciężnych i zwierzchnika pospolitego ruszenia. Gdzie w tym czasie się znajdował? Czy był w obozie Chodeckiego? Jak układała się współpraca pomiędzy nimi?  Pytania te póki co pozostawiamy bez odpowiedzi.

 

Turcy w Przemyślu

Nie wiemy, jaki był przebieg bitwy, jedynie, że siły polskie zostały rozbite, a Turcy po moście (?) wjechali prosto do miasta. Należy przy tym pamiętać, że koryto Sanu w XV wieku miało inny przebieg niż obecnie. Przede wszystkim zakole rzeki wchodziło o wiele głębiej pod wzgórze zamkowe i trakt sanocki. Na wschód San się rozwidlał, jedno rozwidlenie płynęło u stóp Winnej Góry, drugie dzisiejszym korytem. Teren obecnego osiedla Kosynierów był wyspą, podobnie jak rozwidlenie na Wilczu. Najstarsze wzmianki o moście przemyskim pochodzą z roku 1446. Wzmianka ta mówi, że most znajdował się sub castro, czyli bliżej zamku niż obecnie. Tak więc pole bitwy, jeżeli oddziały polskie miały za swoimi plecami most powinno rozciągać się hipotetycznie od osiedla Wieniawskiego, po ulice Żeromskiego, Grzegorza
z Sanoka, ks. Skargi. Z pewnością znaczna część sił polskich się uratowała, łącznie z głównodowodzącym, ale miasto padło łupem zwycięzców. Spalony został zamek. Zniszczenia były na tyle poważne, że przebudowy dopiero na polecenie Zygmunta I dokonał Piotr Kmita. Jakie były straty miasta, trudno jest jednoznacznie ocenić, bowiem jeszcze w tym samym roku w lipcu i sierpniu odbywały się w nim tak zwane roki sądowe. Tak więc miasto musiało zachować swoją podstawową infrastrukturę. Czy poniosło poważne straty w ludziach?

Wszyscy kronikarze od Miechowity poprzez Kromera, Bielskiego, Stryjowskiego, Wapowskiego są na ogół  zgodni, że liczba jasyru wziętego podczas tego najazdu przekroczyła 100 tys. Wydaje się to grubą przesadą, ale znając ówczesne warunki demograficzne, nawet liczba 20 tys. była i tak ogromną stratą. Z pewnością byli w tej liczbie mieszkańcy Przemyśla, a w o wiele większym stopniu ziemi przemyskiej. Potężna musiała być również liczba zabitych. Miechowita pisze: ogromne spustoszenie w ludziach okrutnie wyrządzili; leżeli wszędzie po drogach i polach zabici.  Sprawa nie jest jednak prosta. Już sama bitwa stoczona na przedmościu mogła dać czas mieszczanom na usiłowanie ratunku. Być może jak mówią legendy, część z nich schroniła się do piwnic i podziemi miasta. Część uciekła poza jego bramy.  Hipotez jest wiele. Na tym jednak poprzestańmy, bo i tak ze względu na ograniczoną objętość tekstu, nie mam możliwości zaprezentowania nawet połowy  tych wydarzeń. Przygotowywane w większym opracowaniu znajdą się na łamach zeszytu Historii wojskowości . Rocznika Przemyskiego w przyszłym roku. Tekst ten ma charakter sygnalny i wskazuje na ścisłe powiązanie historii naszego miasta z historią Polski., w której zajmuje poczesne, czasem zagadkowe, niekiedy tragiczne, ale zawsze godne miejsce.

×

Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych w celu przesyłania newslettera. Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do realizacji usługi. Jestem świadomy/ma iż mam możliwość ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Administratorem danych jest Gmina Miejska Przemyśl z siedzibą Rynek 1, 37-700 Przemyśl