12.8 °C
  • PL
  • EN
  • DE
×

Wyszukaj w serwisie

Oświadczenie Prezydenta Miasta

W związku z koniecznością złożenia oświadczenia lustracyjnego przed zbliżającymi się wyborami, przedstawiam Państwu do wglądu „skan” całego oświadczenia. Zawiera ono część „A” – gdzie jest odzwierciedlony fakt rejestracji przez SB oraz część „B” gdzie są opisane okoliczności tej rejestracji, która dokonana była pod wpływem groźby.
Niniejszym po raz kolejny pragnę oświadczyć, że pomimo rejestracji nigdy nie podjąłem i nie zamierzałem podjąć współpracy ze służbami PRL. Potwierdzone to zostało prawomocnym orzeczeniem Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z dnia 10 grudnia 2009r.. Dodam, że według posiadanych przeze mnie informacji Prokurator Generalny odmówił IPN wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego i tym samym został całkowicie wyczerpany tok instancyjny.
Obowiązujące prawo nie daje możliwości uwzględnienia tego faktu w Obwieszczeniu Komisji Wyborczej o rejestracji kandydatów na Prezydenta Miasta Przemyśla, co przyjmuję z rozczarowaniem, ale jednocześnie z pokorą i szacunkiem dla tego prawa, które w tym przypadku jest bezwzględne.
Niemniej jednak zdaję sobie także sprawę, że fakt ten będzie wykorzystywany przez moich kontrkandydatów, nie jako merytoryczny argument w kampanii wyborczej, lecz bazujący na emocjach.


Dla potwierdzenia powyższych stwierdzeń pozwalam sobie przytoczyć najistotniejsze cytaty z prawomocnego orzeczenia Sadu Apelacyjnego w Rzeszowie.
We wspomnianym orzeczeniu Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie stwierdzono m.in. że postępowanie przeprowadzone zostało w sposób możliwie szeroki, tak że akta sprawy zawierają całość materiału w zakresie niezbędnym do merytorycznej oceny prawdziwości oświadczenia osoby lustrowanej. I dalej: ocenić należy, że dodatkowe wyjaśnienia mogą dotyczyć okoliczności nawiązania współpracy np. podjęcia współpracy na skutek szczególnej sytuacji rodzinnej czy osobistej, szantażu, oceny tej współpracy przez lustrowanego np. że starał się nie szkodzić innym czy też pozorował jedynie współpracę. (...) Lustrowany pozyskany został do współpracy po ujawnieniu wystroju pokoju zajmowanego m.in. przez Roberta Chomę, który to wystrój ogólnie można określić jako patriotyczny. Fakt ten służba bezpieczeństwa wykorzystała do szantażu grożąc, że zostanie on wyrzucony ze studiów a rodzice stracą pracę, stawiając jednocześnie warunek, że kroki prawne i dyscyplinarne nie zostaną podjęte o ile lustrowany wyrazi zgodę na współpracę. Ustalenie to wynika nie tylko z wyjaśnień lustrowanego, ale także z notatek urzędowych funkcjonariuszy SB. (...) Grożenie lustrowanemu wyciągnięciem konsekwencji legło u podstaw podpisania przez niego zobowiązania o współpracy ze służbą bezpieczeństwa.
Obawa relegowania z uczelni, jak też innych konsekwencji dyscyplinarnych, mimo że aktualnie wydaje się bezpodstawną, to uwzględniając realia ówczesne była ona w pełni zasadna. Należy też mieć na uwadze również stronę podmiotowa. Robert Choma był wówczas bardzo młodym mężczyzną (20 lat), który ledwie przestał być nastolatkiem. Przebywał on w obcym mieście i na miarę swoich możliwości prowadził działalność opozycyjną. (...) Pełne uzasadnienie w zebranym materiale dowodowym ma ocena, że Robert Choma podchodził do współpracy ze służbą bezpieczeństwa z dużą niechęcią oraz rezerwą, wartość zaś przekazywanych przez niego informacji była znikoma.
W postępowaniu lustracyjnym wyraźnie zauważalne jest, że unikał on spotkań
z funkcjonariuszami służby bezpieczeństwa. Przeciętnie bowiem funkcjonariusz spotykał się ze swoim informatorem raz w miesiącu, zaś Robert Choma odbył
w ciągu 17 miesięcy zaledwie 5 spotkań. Było to spowodowane tym, że na większość umówionych spotkań Robert Choma nie przychodził, zaś informacje jakie przekazywał były z punktu widzenia służby bezpieczeństwa "słabe". (...) Charakterystycznym jest, że Robert Choma nie przekazał żadnej informacji odnośnie osób prowadzących działalność opozycyjną, mimo że sam prowadząc taką działalność miał styczność z takimi osobami. (...)
Lustrowany oświadczenie o współpracy podpisał pod wpływem groźby, unikał spotkań z prowadzącym go funkcjonariuszem, dawkował informacje, których przydatność dla służby bezpieczeństwa była znikoma, starał sie nie szkodzić innym osobom, a w końcu sam zrezygnował z pobudek moralnych z dalszych kontaktów. W pewnym zakresie stwierdzić można, że to on był ofiarą i osobą szykanowana. (...)
Sąd Apelacyjny raz jeszcze zauważa, że istotą postępowania lustracyjnego jest przyznanie lub nie faktu współpracy z organami bezpieczeństwa państwa. Lustrowany przyznał ten fakt w części "A", jak i w części "B" oświadczenia lustracyjnego. Równocześnie Sąd Apelacyjny nie znajduje żadnej podstawy, aby nie uznać prawa lustrowanego do oceny własnej postawy, tym bardziej, że w tej konkretnej sprawie ocena ta nie jest całkowicie oderwana od realiów rozpatrywanej sprawy.

W załączeniu pełna treść orzeczenia